Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Spada liczba adopcji zwierząt. Ich utrzymanie staje się coraz droższe

Zbliża się Boże Narodzenie, po którym niestety w schroniskach dla bezdomnych zwierząt pojawią się znów psy czy koty, które były prezentem dla kogoś, niestety okazały się podarkiem nietrafionym. Tak jest każdego roku. Sytuacja zmienia się jednak na gorsze, ponieważ galopująca inflacja i powszechna drożyzna powodują spadek liczby adopcji czworonogów. Kiedy przychodzi oszczędzać na wielu wydatkach, przygarnięcie psa czy kota wydaje się kwestią, z której można bez problemu zrezygnować.
Malborskie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt Reks, kot do adopcji
To jeden z kotów oczekujących na adopcję pod opieką stowarzyszenia Reks - wolontariusze apelują jednak o przemyślane decyzje

Autor: Stowarzyszenie Reks Malbork

Zwierzaków czekających na nowych, odpowiedzialnych właścicieli przybywa już teraz. Malborskie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt Reks w ostatnich dniach przyjęło 8 kolejnych porzuconych szczeniąt. Niektóre historie mogą wręcz szokować. Młode szczeniaki znaleziono w lesie, tylko dzięki spostrzegawczości spacerowiczów. Okazało się, że pieski wcześniej były wystawione na jednym z portali społecznościowych z adnotacją, że szuka się dla nich domu. Widać nie znalazł się i psiaki bezlitośnie wyrzucono do lasu.

- Nie kupuj, adoptuj! - apeluje Krystyna Panek, prezes malborskiego Reksa. - To jednak musi być decyzja przemyślana. Osoba adoptująca zwierzaka podpisuje umowę, w której zobowiązuje się do należytej opieki nad czworonogiem. W razie jej niedotrzymania stowarzyszenie ma prawo zwierzę odebrać. Bardzo potrzebujemy też domów tymczasowych, gdzie mogą przebywać nasze zwierzaki, oczekując na adopcję. W naszej siedzibie na Starym Mieście w Malborku jest już bardzo ciasno. Tylko w ubiegłym roku w naszych domach tymczasowych przebywało 88 psów i 109 kotów. Odnaleźliśmy właścicieli 34 psów i 8 kotów. Bardzo prosimy o kontakt wszystkich, którzy chcieliby taki dom tymczasowy poprowadzić. Dajemy karmę dla zwierzaków, dla kotów kuwetę i żwirek – dodaje K. Panek.

Ludzie dzwonią do nas z informacjami o porzuconych czy zabłąkanych zwierzakach, proszą o pomoc (...) Myślą, że jesteśmy schroniskiem i mamy obowiązek podejmowania interwencji na każdy sygnał. Nie, jesteśmy stowarzyszeniem. Nasi wolontariusze pracują, uczą się, jednak znajdują czas na pomoc zwierzętom

Krystyna Panek / prezes malborskiego Reksa

Każda adopcja psa czy kota pozostającego pod opieką stowarzyszenia robi wolne miejsce dla następnego. Identyczna sytuacja ma miejsce we wszystkich schroniskach dla zwierząt. Skoro adopcji coraz mniej, coraz trudniej pomieścić wszystkie czworonogi, a przecież jest zima. Zresztą schronisk jest o wiele za mało w stosunku do potrzeb, na Powiślu i Żuławach nie ma ani jednego.

- Ludzie dzwonią do nas z informacjami o porzuconych czy zabłąkanych zwierzakach, proszą o pomoc. Nasi wolontariusze jadą na miejsce i starają się najpierw takiego kota czy psa odszukać, potem złapać, wreszcie znaleźć mu dom tymczasowy, dopóki nie znajdzie się nowy, odpowiedzialny właściciel – opowiada Krystyna Panek. - Wolontariusze mają mnóstwo roboty. Trzeba zwierzęta nakarmić, wyprowadzić na spacer, pojechać z nimi do weterynarza. Jeździmy też na kontrole do gospodarstw gdzie przygarnięto psy. Czasem okazuje się, że są karmione chlebem rozmoczonym w wodzie. Trzeba mieć mocne nerwy… Ludzie myślą, że jesteśmy schroniskiem i mamy obowiązek podejmowania interwencji na każdy sygnał. Nie, jesteśmy stowarzyszeniem. Nasi wolontariusze pracują, uczą się, jednak znajdują czas na pomoc zwierzętom.

Wolontariusze malborskiego stowarzyszenia dokarmiają też wolno bytujące koty

Malborski Reks rozwozi codziennie karmę dla wolno bytujących kotów. Tylko w samym Malborku jest takich punktów około dwudziestu. Coś w rodzaju codziennego rytuału – nałożyć trzeba tyle karmy, by wystarczyło dla tylu kotów ile jest w okolicy. W przeciwnym wypadku niektóre z nich mogą nie przetrwać. Mieszkańcom jednak nie zawsze podoba się taka działalność. Wyrzucają miski, pomstują, niektórzy twierdzą że od wysypywanej karmy zalęgają się myszy. W kraju zdarzały się nawet pobicia karmicieli.

Identyczna sytuacja ma miejsce właściwie w każdej miejscowości. Obok tych ludzi, którym nie jest obcy los bezdomnych zwierzaków zdarzają się inni, których zdaniem te czworonogi trzeba wyłapać, by wokół posesji czy bloku zapanował porządek.

Jeśli więc zamierzamy sprezentować komuś pod choinkę żywe stworzenie, warto dobrze się nad tym zastanowić. By potem nie szukać pomocy wolontariuszy Reksa w zapewnieniu opieki, kiedy np. szczeniak zacznie gryźć cenne dywany.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama