Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Osiedle Antares Pruszcze Gdański Deweloper Activa
Reklama

Jan Paweł II na sztandarach. Czy czeka nas pół roku wojny o dobre imię papieża?

Dyskusja o rzekomym tuszowaniu pedofilii przez Karola Wojtyłę co najwyżej utwardzi elektorat, który już jest twardy. Niemniej Prawo i Sprawiedliwość dostrzegło w tym swoją szansę, na ustawienie wygodnego dla siebie tematu kampanii wyborczej.
Jan Paweł II na sztandarach. Czy czeka nas pół roku wojny o dobre imię papieża?

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Decydując się na emisję reportażu „Franciszkańska 3” władze TVN prawdopodobnie nie spodziewały się, aż tak histerycznej reakcji ze strony rządzącej prawicy: sejmowa uchwała potępiająca „medialna nagonkę”, orędzie marszałek Witek, wezwanie na dywanik ambasadora USA. Niektórzy już straszą, że TVN podejmując temat odpowiedzialności późniejszego papieża, za przypadki tuszowania kościelnej pedofilii „wygrał trzecią kadencję dla PiS”.


Hall: Prezent dla PiS

Aleksander Hall, w latach 70. współzałożyciel Ruchu Młodej Polski, były polityk obecnie przyglądający się wydarzeniom w kraju z pozycji politologa i historyka nie ma wątpliwości, że zarówno reportaż „Franciszkańska 3”, jak i książka „Maxima culpa” to wielka przysługa oddana obozowi Prawa i Sprawiedliwości.

Rzecz bardzo charakterystyczna, że pani poseł Senyszyn swoje sejmowe wystąpienie [przed głosowaniem nad uchwałą w sprawie obrony dobrego imienia Jana Pawła II – red.] zaczęła od stwierdzenia, że wreszcie PiS uzyskał temat, który skonsoliduje jego elektorat, i że nie mogło im się trafić nic lepszego. Po czym pani poseł rozpoczęła wielki i niesprawiedliwy atak na Jana Pawła II. A więc można powiedzieć, że zachowuje się, tak jak chce tego Prawo i Sprawiedliwość. Czyli te emocje, wrogość do Jana Pawła II, do Kościoła są tak silne, że nie pozwalają na reakcję racjonalną.

Profesor Hall zarówno książkę holenderskiego dziennikarza, jak i reportaż w TVN ocenia jako tendencyjne.

Książki Ekke Overbeeka nie czytałem, ale czytałem obszerny wywiad z nim, w którym przyznaje, że od wielu lat po prostu Jana Pawła II nie lubi, bardzo też nie lubi Kościoła katolickiego. Poza tym jako historyk dostrzegam ewidentne naruszenia podstawowego obowiązku badacza, a więc krytyki źródeł. Zamiast tego są niczym nie poparte hipotezy, sugerujące na przykład, że kleryk Wojtyła był wykorzystywany przez kardynała Sapiehę. To nie są obiektywne materiały sporządzone w dobrej wierze.

Roczniki, które żyły w okresie pontyfikatu Jana Pawła II, dorastały w jego trakcie, przeżywały żałobę 2005 roku to dzisiaj zdecydowana większość polskiego społeczeństwa. Młodsi także nie są zupełnie obojętni, choć tu sympatie już inaczej się rozkładają

Aleksander Hall

Aleksander Hall ubolewa, że pamięć Jana Pawła II będzie tematem kampanijnej walki, ale jego zdaniem, biorąc pod uwagę cynizm PiS, w tej sytuacji to nieuniknione. Nadzieję dostrzega w tym, że pojawi się więcej głosów obrony papieża, które nie będą pochodziły z obozu Prawa i Sprawiedliwości. Głosów pokazujących wielkość jego dokonań dla Polski, takich jak wypowiedzi byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, Władysława Kosiniak-Kamysza, czy Adama Michnika.

Tylko tak będzie można uciec od tej fatalnej, powiedziałbym, diabelskiej alternatywy: albo PiS, albo ci, którzy pamięć Jana Pawła II chcą zniszczyć.


Pytany o to czy da się ten temat podgrzewać aż do wyborów, Aleksander Hall potwierdza. Jego zdaniem to są sprawy, które wciąż dla bardzo wielu ludzi w Polsce mają znaczenie.

Roczniki, które żyły w okresie pontyfikatu Jana Pawła II, dorastały w jego trakcie, przeżywały żałobę 2005 roku to dzisiaj zdecydowana większość polskiego społeczeństwa. Młodsi także nie są zupełnie obojętni, choć tu sympatie już inaczej się rozkładają. Jest też w tej grupie sporo ludzi nastawionych radykalnie, niechętnych Janowi Pawłowi II. Ale to tylko pokazuje, że to będzie temat, który będzie poruszał. Czy to pozwoli PiS wygrać trzecią kadencję? Tego nie wiem, ale PiS otrzymał prezent – kończy prof. Hall.

Chwin: Brońmy dobrego imienia, ale też prawa do prawdy

Zdaniem prof. Stefana Chwina cała sprawa z TVN-owskim filmem i późniejszą obroną dobrego imienia papieża nie doprowadzi do radykalnych przesunięć w tektonice życia politycznego, natomiast może napsuć wiele krwi.

PiS wie co robi. Ma dobre rozpoznanie sytuacji w Polsce, dlatego sytuuje się w korzystnej dla siebie pozycji obrońcy naszego „skarbu narodowego”, jego czystości i świętości. Rzecz w tym, że kampania jest adresowana głównie, jeśli nie wyłącznie, do pisowskiego elektoratu. Mam wrażenie, że w tej chwili PiS w ogóle nie jest zainteresowane poszerzaniem tego horyzontu.

Według Stefana Chwina – wobec całkowicie niezrozumiałego braku porozumienia między liderami opozycji – PiS-owi do rządzenia wystarczy te trzydzieści kilka procent poparcia, jakie ta partia ma od kilku lat. Dlatego akcja „obrony” Jana Pawła II przede wszystkim zmierza do „utwardzenia” postaw wyborców zjednoczonej prawicy. Kolejnym krokiem mogą być akcje uliczne, wielkie przemarsze obrońców czci Jana Pawła II, manifestacja potęgi strony prawicowo-konserwatywnej. Ale nowych zwolenników jej to raczej nie przysporzy. Z drugiej strony, choć w polskim społeczeństwie z całą pewnością występują procesy sekularyzacyjne, nie znajduje to odzwierciedlenia w statystyce politycznych sympatii.

Wygląda na to, że poszukiwanie prawdy, w odbiorze społecznym, jest znacznie mniej istotne, niż podgrzewająca nastroje obrona „symboli wzmacniających”, do jakich dla wielu ludzi w Polsce zalicza się papież

Stefan Chwin

Być może nastąpi tu jakaś zmiana, ale nie sądzę, żeby elektorat PiS-u zmniejszył się na skutek tego rodzaju akcji dziennikarskich. Przepływ części elektoratu prawicowego na stronę opozycji wydaje mi się absolutnie nieprawdopodobny. Natomiast faktem jest, że duża część ludzi głosujących na opozycję myśli tak, jak myśli dziennikarz z TVN, który na podstawie źródeł historycznych starał się ustalić, jak przedstawiała się polityka Kościoła, a także samego Jana Pawła II wobec kwestii pedofilii wśród księży.

Profesor Chwin stawia postulat, by myśląca racjonalnymi kategoriami opozycja zgłosiła projekt własnej uchwały: zarówno w obronie dobrego imienia Jana Pawła II, jak i w obronie prawa historyków do badania prawdy o papieżu.

Wygląda jednak na to, że poszukiwanie prawdy, w odbiorze społecznym, jest znacznie mniej istotne, niż podgrzewająca nastroje obrona „symboli wzmacniających”, do jakich dla wielu ludzi w Polsce zalicza się papież – konkluduje pisarz.


Przestrzega on jednocześnie przed inicjatywami skrajnymi, takimi jak propozycje zmiany nazw ulic czy usuwania pomników Jana Pawła II, co może tylko zaognić sytuację, a niczego nie poprawi:

Ja zresztą uważam, że w tej uchwale w sprawie poszukiwania prawdy przez dziennikarzy i uczonych powinno też być wyraźnie zaakcentowane, że mówiąc w tej chwili krytycznie o Janie Pawle II, mówimy o jednym tylko wycinku jego działalności – mówi prof. Chwin. – Biorąc pod uwagę całość jego biografii, niewątpliwe jest to, że była to wybitna postać w historii Polski i świata. Takiego oświadczenia ze strony opozycji mi zabrakło. Dlatego w tej chwili PiS rozgrywa to w sposób bardzo sprytny, przedstawiając próby ustalenia prawdy o papieżu jako totalny atak na autorytet Jana Pawła II. Jest to nieprawdą, bo film, który zobaczyliśmy w TVN, jest raczej serią pytań i sugestii dotyczących wewnętrznej polityki Kościoła w kwestii nadużyć seksualnych. Zabrakło mi natomiast w tym filmie dobitnej informacji o „diabelskim” kontekście tego wszystkiego. Przecież ta sytuacja miała miejsce w systemie komunistycznym, który bardzo wyraźnie stawiał sobie za cel likwidację Kościoła. W różnych momentach antykościelna polityka Partii była prowadzona w sposób bardziej lub mniej intensywny, niemniej jednak ideologicznym i strategicznym celem partii komunistycznej było stworzenie społeczeństwa, w którym Kościół albo nie odgrywa żadnej roli, albo po prostu nie istnieje, co z pewnością wpływało na postępowanie Karola Wojtyły w sprawie pedofilii wśród księży.

Besta: Mobilizacja, ale kto wie czy nie odwrotna

Dr hab. Tomasz Besta, psycholog społeczny, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, nie ma wątpliwości, że rządzący będą chcieli zrobić ze sporu o rolę Jana Pawła II temat kampanii wyborczej by zmobilizować wokół tej postaci tradycjonalistyczny elektorat katolicki. Jego zdaniem PiS może się jednak zawieść w tych rachubach.

Wydaje, że to jest nie ten etap. Duża część społeczeństwa, po wielu wcześniejszych reportażach, dokumentach odnośnie pedofilii w Kościele katolickim ma inne zdanie na ten temat. To jest to sprawa, która – jak pokazują badania – bulwersuje nawet część elektoratu PiS, która zgadza się z poglądem, że Karol Wojtyła ukrywał wypadki pedofilii. Jeśli więc opozycja to mądrze rozegra i nie wejdzie w tę grę: „oni atakują papieża, a my go bronimy”, ma szansę na a tym nawet zyskać.

Moim zdaniem PiS nie dostrzega albo nie docenia podziału pokoleniowego. W młodszych, ale też średnich pokoleniach, jest duży opór przed taką wizją świata, co może skutkować odwrotną mobilizacją.

dr hab. Tomasz Besta

Zdaniem prof. Besty w tym wypadku mocną stroną opozycji jest jej – tak często krytykowana – różnorodność, wielość głosów. Wspólne głosowanie PSL z PiS za uchwała w obronie dobrego imienia JP2, to ruch w stronę tych wyborców, którzy nie są zwolennikami nadmiernej laicyzacji, a jednocześnie rozczarował się działaniami PiS w sferze gospodarczej, czy licznym aferami towarzyszącymi tej władzy. Lewica, zgodnie ze swoim światopoglądem krytykuje działania Karola Wojtyły i jednoznacznie staje po stronie ofiar. Natomiast Koalicja Obywatelska próbuje wyjść z tej dyskusji, nie angażując się – stąd wynajmowanie kart w czasie głosowania. To akurat może okazać się przydatne. Każdy wyborca może sobie znaleźć tę niszę, która mu najbardziej odpowiada.


Ja generalnie w poprzednich kampaniach często chwaliłem PR-owców PiS – mówi prof. Besta. – Uważam, że na polskiej scenie politycznej, to była partia, która miała bardzo profesjonalne kampanie, dobre zarządzanie wizerunkiem. Chyba coś tu się zmieniło. Choćby idea prezentowania papieskich homilii w TVP w czasie największej oglądalności. Niby jest to próba pokazania, że my jesteśmy po stronie dobra, utożsamiamy Polskę i papieża. Najważniejszymi zadaniami PiS przed wyborami jest: po pierwsze – mobilizacja, a po drugie -– zatrzymanie tego elektoratu, który mógłby odpłynąć, z przyczyn ekonomicznych czy z powodu stylu sprawowania władzy władzy. I oni prawdopodobnie zakładają, że to jest dobry moment, na zagranie kartą tożsamości religijnej, licząc, że pozwoli im zachować głosy tych osób, dla których najważniejsza jest „obrona naszej tradycji”. Moim zdaniem PiS nie dostrzega albo nie docenia podziału pokoleniowego. W młodszych, ale też średnich pokoleniach, jest duży opór przed taką wizją świata, co może skutkować odwrotną mobilizacją.

Tomasz Besta dostrzega tu odwrotność tego, co było w ostatnich wyborach, kiedy PiS zmobilizowało swoich zwolenników wokół obrony Kościoła katolickiego, m.in. po dokumencie Sekielskiego. Wtedy wygrali, natomiast teraz może być dokładnie odwrotnie: jako realne niebezpieczeństwo wyborcy mogą uznać nie atak na Kościół, ale to, że PiS próbuje wprowadzić państwo wyznaniowe. I to może zmobilizować nie tylko ludzi niechętnych Kościołowi, ale nawet umiarkowanych konserwatystów, którzy nie chcą nadmiaru religijnych komunikatów w przestrzeni publicznej.

Markowski: Trzeba skorygować fałszywy obraz papieża

Profesor Radosław Markowski, socjolog i politolog ze Szkoły Wyższej SWPS, zamiast roztrząsać jakie mogą być polityczne skutki reportażu w TVN i książki „Maxima culpa”, woli postawić inne pytanie: czy jesteśmy gotowi na poznanie prawdy? I porównuje tę sytuację do podejścia Polaków do Holocaustu i tego, co się działo w czasie II wojny światowej.

Mamy znakomite – i prawdziwe zresztą – opowieści na temat bohaterów, którzy ratowali Żydów, ale nie chcemy słuchać o tych, którzy kolaborowali z nazistami – zauważa profesor.

Nie chcę umniejszać roli Jana Pawła II w obaleniu komunizmu. Natomiast jeśli się spojrzy na jego dorobek społeczno-kulturowy, to on jest dramatyczny. To był człowiek, który zawracał postęp.

Prof. Radosaw Markowski

Radosław Markowski podkreśla, że przez całe trzydziestolecie polskiej demokracji nie było nikogo, kto byłby chroniony tak silną cenzurą, jak Jan Paweł II. Nie docierało do nas niemalże nic z doniesień zachodniej prasy o skandalach, które wywróciły do góry nogami postrzeganie Kościoła katolickiego w takich krajach jak Irlandia, USA czy Australia. Byliśmy chronieni przed taką wiedzą.

Owszem Jan Paweł II, jako polityk czynił w walce z komunizmem dość pozytywne kroki – przyznaje socjolog. – Warto jednak pamiętać o tym, że to nie Jan Paweł II stworzył Komitet Obrony Robotników. A kiedy w 1979 roku zjawił się w Warszawie i wygłosił tamte słynne słowa na placu Zwycięstwa, to sytuacja już była gotowa do rewolucji. Wiadomo było, że coś się tu stanie. Ale nie chcę umniejszać jego roli w tej sferze. Natomiast jeśli się spojrzy na jego dorobek społeczno-kulturowy, to on jest dramatyczny. To był człowiek, który zawracał postęp. W Afryce, gdzie szalał AIDS, zakazywał stosowania najprostszej ochrony, czyli prezerwatyw. Nie tylko chronił pedofilów, jak teraz wiemy również w Polsce, ale próbował zamiatać pod dywan różne obrzydliwości, które uprawiały zakony kobiece, tam, gdzie miały dostęp do wychowywania dzieci. Nie wspominając już o gigantycznych przekrętach finansowych, jakie Kościół zawsze robił.

Dlatego, zdaniem prof. Markowskiego, należy wykorzystywać każdą okazję, żeby zmienić fałszywy pogląd Polaków na Jana Pawła II. A to, czy politycznie w tej akurat kampanii to się opłaci PiS?

Wie pan, długoterminowo myśląc, dla jakości polskiej demokracji istotne jest doprowadzenie do tego, żeby ta patologiczna instytucja w końcu zachowywała się zgodnie z konstytucyjnymi regułami gry i powróciła tam, gdzie jej miejsce, więc do sfery bardziej prywatnej, niż publiczno-politycznej. To jest zadanie dla nas, żeby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej w tym kraju. A jeśli nie, to podążymy w kierunku teokracji – kończy Radosław Markowski.

Dudkiewicz: To nie jedyny temat, który ma znaczenie

Ignacy Dudkiewicz filozof, bioetyk, działacz społeczny, redaktor naczelny „Magazynu Kontakt”, określający się jako reprezentant lewicy katolickiej, nie jest przekonany czy wzięcie Jana Pawła II na sztandar przez Zjednoczoną Prawicę przyniesie oczekiwane przez nią rezultaty. Jego zdaniem efekty tej rozgrywki mogą być wzajemnie się znoszące. W tym sensie, że narracja o obronie papieża przed atakami, które są jakoby atakami na polską rację stanu może posłużyć jako czynnik mobilizacji, zwłaszcza twardego elektoratu Zjednoczonej Prawicy. Z drugiej strony wydaje się, że może przynieść też efekt przeciwskuteczny, zwłaszcza wśród osób młodych.

Jeżeli PiS chciałoby spróbować kampanię oprzeć przede wszystkim na tym sporze tożsamościowym, religijnym, wyznaniowym – przegra. Wobec wojny w Ukrainie, inflacji, cen energii, rynku pracy, polityki społecznej, sytuacji w ochronie zdrowia i tak dalej i tak dalej, nie jest to jedyny temat, który ma znaczenie,

Ignacy Dudkiewicz

Tu dochodzimy do pytania, kto w Polsce głosuje, a kto nie głosuje i w związku z tym, czyje poparcie jest ważniejsze. Mam wrażenie, że Zjednoczona Prawica uznała, że ma stosunkowo mały potencjał do zawalczenia o znaczący udział wśród w elektoracie najmłodszych pokoleń. W związku z tym, jak rozumiem ich taktyka?Kalkulacja jest taka, że lepiej zmobilizować twardy elektorat, a być może też przeciągnąć na swoją stronę część osób, które być może głosowały w ostatnich wyborach na PiS, a teraz mają wątpliwości. Tu kluczem może być przekonanie ich, że jeśli PiS nie zdobędzie trzeciej kadencji, to będziemy mieli w Polsce do czynienia w Polsce z jakimś gigantycznym i bardzo groźnym przetasowaniem tożsamościowym.

Ignacy Dudkiewicz zwraca jednak uwagę, że historia wyborów i wyników wyborów w III RP pokazuje, że nie ma prostego przełożenia między stopniem uczestnictwa w praktykach religijnych, a sympatiami politycznymi. W 1993 roku, a więc stosunkowo krótko po przełomie 1989, wybory wygrał przecież Sojusz Lewicy Demokratycznej. I to mimo bardzo silnego zaangażowania po stronie przeciwnej biskupów: od Głódzia po Życińskiego. Biskupi odwoływali się wtedy do argumentu, że taki wybór to „przykrość uczyniona Janowi Pawłowi II”. Towarzyszył temu wielki strach, że to będzie odwrócenie przemian demokratycznych. Tymczasem niedługo później Aleksander Kwaśniewski wygrał wybory prezydenckie, a mimo to SLD nie zboczył z drogi w stronę integracji europejskiej, integracji z Zachodem.

W tym sensie wydaje mi się, że jeżeli PiS chciałoby spróbować kampanię oprzeć przede wszystkim na tym sporze tożsamościowym, religijnym, wyznaniowym – przegra. Wobec wojny w Ukrainie, inflacji, cen energii, rynku pracy, polityki społecznej, sytuacji w ochronie zdrowia i tak dalej i tak dalej, nie jest to jedyny temat, który ma znaczenie, Chociaż oczywiście jest też taka możliwość, że wybory będą rozstrzygać się na „na styku” i każdy taki temat, paradoksalnie, może mieć rozstrzygające efekty. Tego jednak na ponad pół roku wyborami oczywiście nie ośmielę się prognozować – kończy dziennikarz.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
ReklamaOsiedle Antares Pruszcze Gdański Deweloper Activa
Reklama