Reklama

Globus Polski. Kometa, tylko głowa (państwa) nie ta

Fot. Karol Makurat

W miniony weekend Polacy życzyli sobie nawzajem „wesołych świąt”, po czym – na przekór temu - dołowali się oglądając film Adama McKaya „Nie patrz w górę”. Nielicznym niezorientowanym wyjaśnię pokrótce, że to komedia (sic!) katastroficzna. Para astronomów odkrywa kometę, która za sześć miesięcy trafi prosto w ziemię, unicestwiając na niej, jeśli nie wszelkie życie, to przynajmniej gatunek homo sapiens. Rząd USA, dysponuje wprawdzie wystarczającymi środkami, by temu zapobiec, na przykład rozwalając kometę ładunkiem nuklearnym. Problem w tym, że w post-trumpowskiej Ameryce nie leci już z nami żaden pilot, który mógłby podjąć racjonalne i skuteczne decyzje. Pani prezydent (w tej roli mocno szarżująca Meryl Streep) patrzy tylko na słupki poparcia. Nastawione na dostarczanie łatwej rozrywki media nie traktują tematu na serio, a przeciętni Amerykanie są – jak we wszystkim – skrajnie podzieleni w ocenie zagrożenia. Wielu nie wierzy w istnienie komety, a kiedy ta staje się już widoczna gołym okiem, ich reakcją jest tytułowe: „nie patrz w górę”. A za wszystkie sznurki i tak pociąga chciwy multimilioner, niby-wizjoner, skrzyżowanie Muska z Zuckerbergiem, przyprawione sosem z Bezosa. W tej sytuacji katastrofa jest nieunikniona, nawet jeśli próbują jej zapobiec nieco spowolniony po xanaksie Leonardo di Caprio i nadpobudliwa, ostrzyżona na płetwę Jennifer Lawrence.

Niby nic w tym odkrywczego. Od 30 lat wiemy, że nadciąga katastrofa klimatyczna, ale nie umiemy zrobić nic, co by realnie oddaliło to niebezpieczeństwo. Pandemia pokazała, że nie ma takiej bzdury, w którą nie uwierzą ci, którzy o wszystkich innych mówią, że są zmanipulowani. A jednak farsa z wielkim bum na końcu przemawia do nas mocniej, niż codzienna porcja wiadomości z kraju i ze świata.   

A tak w ogóle, jeśli już mamy liczyć na jakiś rząd, to doświadczenie podpowiada, że raczej amerykański niż polski.

Kiedy w drugi dzień świąt Netflix ogłaszał „Nie patrz w górę” swoim filmem nr 1 w Polsce, prowadziłem rozmowę z pewnym bardzo zatroskanym sprawami naszego kraju cudzoziemcem.

– Dlaczego nikt tu się nie przejmuje pandemią? – pytał. – We Włoszech, czy w Belgii pierwsza fala przebiegła dużo gorzej niż w Polsce, ale te kraje wyciągnęły z tego wnioski. A wy macie teraz najgorszą pandemiczną sytuację w Europie, rząd nic z tym nie robi, a ludzie nie protestują. Dlaczego?

Nie bardzo wiedziałem jak mu wytłumaczyć, że od pokoleń Polacy przyzwyczajeni są do tego, że ich życie i zdrowie, to coś, co ofiarowuje się ojczyźnie, a nie coś, o co ta ojczyzna dbać. A tak w ogóle, jeśli już mamy liczyć na jakiś rząd, to doświadczenie podpowiada, że raczej amerykański niż polski. Zarówno w kwestii obrony naszego terytorium, jak i obrony wolnych mediów. I to pewnie dlatego, takie wrażenie zrobił na nas film, w którym kawaleria nie przybyła na koniec z odsieczą, bo nikt nie wydał jej takiego rozkazu.

Zaczęliśmy od tematu życzeń i na nim chciałbym skończyć. Nadchodzi nowy rok. Od jakiegoś czasu z tej okazji popularne stało się składanie – zdawać by się mogło minimalistycznych – życzeń: by kolejne 12 miesięcy nie było gorsze od poprzednich. I co roku to się nie sprawdza. Ja proponuję więc Państwu coś bardziej realistycznego: niech ten nowy, 2022 rok, przynajmniej nie będzie aż taki fatalny, jak się zapowiada. 


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama SWP Strategia 2035
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama
Reklama