Aleksandra Dulkiewicz

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

„Dialog to świetny wynalazek, dużo lepszy od systemu nakazowo-rozdzielczego”

Wielu polityków dzisiaj chce nam meblować życie, często wbrew naszej woli. Odbierać prawa lub je reglamentować. Nigdy dość powtarzać, że obywatele są podmiotem, a nie przedmiotem – mówi prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz i zaprasza do wspólnych obchodów Święta Wolności i Praw Obywatelskich 4 czerwca.
Dariusz
Szreter
3.06.2022 / 07:00

4 czerwca w Gdańsku obchodzimy Święto Wolności i Praw Obywatelskich. A czym dla pani osobiście jest wolność? Jak ją pani rozumie?

Wolność jest dla mnie niezbędnym warunkiem życia, jak tlen. Jest radością istnienia i motywatorem do działania jednocześnie. Bardzo o nią dbam w życiu prywatnym i relacjach osobistych. A przy tym staram się pamiętać, że przeciwwagą wolności i praw są powinności. W życiu społecznym wolność i prawa każdemu z nas, obywatelce i obywatelowi, gwarantuje Konstytucja RP. Prawa i wolności przysługują wszystkim, niezależnie od pochodzenia, statusu majątkowego, przekonań politycznych… Brzmi pięknie, ale mamy z tą gwarancją problem na wielu poziomach. Dlatego właśnie w Gdańsku powstał Model na rzecz Równego Traktowania, dlatego realizujemy projekt Gdańsk Miastem Równości, i dlatego organizujemy Święto Wolności i Praw Obywatelskich.

Wiele ugrupowań politycznych powołuje się na pojęcie wolności. W Konfederacji są „wolnościowcy”, minister Czarnek wprowadza „pakiet wolnościowy” dla wyższych uczelni. Tymczasem wiele środowisk mieniących się obrońcami demokracji i wolności widzi w tym zagrożenie. Skąd te rozbieżności?

To prawda, wielu polityków dzisiaj chce nam meblować życie, często wbrew naszej woli. Odbierać prawa lub je reglamentować. Dlaczego tak jest? Pewnie każdego motywuje inna przesłanka. Sądzą, że mają monopol na jedynie słuszną prawdę, mylą teologię z politologią, nie ufają innym ludziom, boją się wolności… Nigdy dość powtarzać, że obywatele są podmiotem, a nie przedmiotem.

Pyta pan o rozbieżności. Nie mnie oceniać, czy to cyniczne używanie władzy czy wiara w nadprzyrodzoną cnotę. Przykład działalności pana ministra Czarnka jest bardzo trafny. Nie sądzę, że jestem jedyną osobą, która – słuchając pana ministra – znów czuje się jak dziecko potrzebujące prowadzenia za rękę i objaśniania całego świata, bo jeszcze nic nie rozumie. W historii wolnej Polski pewnie nie znaleźlibyśmy wielu ministrów edukacji, którzy, w imię wyższych racji, tak bardzo chcieli ograniczać wolność szkole, nie podejmując debaty z ekspertami, nauczycielami i rodzicami, wreszcie z samymi uczniami.

Polska sprzed 1989 roku była państwem w pełni komunistycznym, z dopiero raczkującym, i to w podziemiu, społeczeństwem obywatelskim. Bez tego obywatelskiego zrywu nie byłoby nas dzisiaj i w ogóle pewnie byśmy nie rozmawiali.

Jakie największe zagrożenia wolności widzi Pani obecnie?

Odebrano nam prawo do informacji, media publiczne są, w pełnym znaczeniu tego słowa, mediami propagandowymi partii rządzącej. Dziennikarzom i czytelnikom „Zawsze Pomorze” nie trzeba chyba o tym opowiadać. Ci, którzy rządzą informacją, rządzą w ogóle i, niestety, krok po kroku metodą salami dochodzimy do takiego stanu. Oby w Polsce nie było jak na Węgrzech.

„Zagrożenie” to sytuacja lub stan, które komuś zagrażają lub w których ktoś czuje się zagrożony. Niestety, są takie dziedziny życia, gdy zagrożenie przeszło w fazę rzeczywistego ograniczenia wolności. Nie sposób nie przywołać protestów na ulicach po zamachu na kompromis aborcyjny. Sondaże przeprowadzane na bieżąco były nieubłagane: 50 proc. obywatelek i obywateli było za tym, żeby pozostawić ustawę aborcyjną w niezmienionym kształcie, 29 proc. chciało ułatwienia dostępu do aborcji, tylko 15 proc. postulowało ograniczenie dostępu do aborcji. Drastyczne prawo, które przeforsowała partia rządząca, dzisiaj nie tylko ogranicza wolności, ale ma realny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne głównie kobiet, a wręcz na ich życie.

PRZECZYTAJ TEŻ: Rocznica wyborów 4 czerwca to nie okazja do wspominków historycznych, ale święto obywateli

Wpływ prokuratora generalnego na adwokaturę śledzimy codziennie. A Trybunał Konstytucyjny? Procedowanie w Sejmie „bez trybu”? Szpiegowanie Pegasusem? Wolności są odbierane nam, obywatelkom i obywatelom, niemal w każdej dziedzinie życia. W konsekwencji tracimy zaufanie do państwa, a to bardzo niebezpieczny proceder. Ten, do kogo nie mamy zaufania, może być już tylko nam obojętny, używać siły, aby osiągnąć swój cel, albo śmieszyć. Wspomnę tylko etyczne standardy administracji publicznej w Unii Europejskiej, które głoszą, że istotnym zobowiązaniem administracji publicznej do bycia etycznym jest powinność budowania zaufania obywateli do państwa.

Co w Polsce poszło nie tak po roku 1989, że znów musimy bronić wolności?

Mimo krytycznej oceny wielu aspektów życia publicznego, w Polsce wciąż mamy komfort spierania się o kształt naszej demokracji i tego, co możemy, a czego nie możemy jako obywatele. Nasi ukraińscy sąsiedzi takiego komfortu nie mają, to oni dzisiaj walczą z najeźdźcą o wolność i niepodległość swojego państwa.

A co poszło nie tak? Kiedyś znalazłam w gazecie tekst pod tytułem „Ilu Polaków, tyle sposobów na pokonanie ronda”. Nie wiem, co poszło nie tak. Wielu pewnie tęskni za czasami, kiedy władza zdejmowała z ludzi wolności i mówiła, jak mają żyć. Innym najpewniej wydaje się, że wolność drugiego człowieka im samym odbierze wolność. Na pewnym etapie zapomnieliśmy o tych, którym gorzej się dzieje, zabrakło solidarności. Zbyt mało jest autorytetów, niemal nie ma już mentorów…

PRZECZYTAJ TEŻ: SLD wraca, czyli powstało... Stowarzyszenie Lewicy Demokratycznej

Niemniej skrzyżowanie w kształcie ronda potraktuję metaforycznie. Na 30. rocznicę wyborów 4 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności stanął okrągły stół, przy którym odbyły się już setki rozmów o kształcie naszego wspólnego życia, demokracji, prawach człowieka, kulturze. Teraz znów, po pandemicznej przerwie, okrągły stół towarzyszy mi podczas dzielnicowych rozmów z mieszkańcami. Dialog to świetny wynalazek, dużo lepszy od systemu nakazowo-rozdzielczego.

Aleksandra Dulkiewicz

(fot. Dominik Paszliński | Gdansk.pl)

Czy widzi pani jakieś analogie między sytuacją z 1989 roku a tym, co dzieje się w polskiej polityce obecnie?

To są oczywiście zupełnie inne historie. Polska sprzed 1989 roku była państwem w pełni komunistycznym, z dopiero raczkującym, i to w podziemiu, społeczeństwem obywatelskim. Bez tego obywatelskiego zrywu nie byłoby nas dzisiaj i w ogóle pewnie byśmy nie rozmawiali. Aktywne i świadome społeczeństwo obywatelskie to wielki potencjał. Jeżeli pyta pan o analogie, to na pewno wspólne jest pragnienie władzy centralnej, by o wszystkim, co się dzieje w regionach, decydować z Warszawy. Pierwszy przykład, który przychodzi mi na myśl, to ostatnie decyzje o przyznaniu pieniędzy samorządom w ramach Programu Inwestycji Strategicznych. Rząd PiS stworzył taki mechanizm, że najpierw ograbił nas z naszych miejskich pieniędzy, po czym jeździ po kraju i je rozdaje na różne lokalne inwestycje. To nie ma nic wspólnego z samorządnością.

Czego chciałaby pani życzyć gdańszczanom i gdańszczankom z okazji Święta Wolności?

Życzę wrażliwości i samoświadomości, abyśmy umieli rozeznać, co jest dla nas dobre i co więcej potrafili o to aktywnie zabiegać. A wówczas nie damy sobie odebrać wolności i praw obywatelskich.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze