Mix, który mógł się
nie udać, czyli Karaś i Rogucki w Starym Maneżu 

Jak wygląda połączenie dwóch zupełnie innych światów muzycznych? Wiedzą to najlepiej Kuba Karaś i Piotr Rogucki, którzy w 2020 roku postanowili zaskoczyć wszystkich i stworzyć wspólny projekt muzyczny. Z okazji wydania drugiej płyty artyści wystąpili w Starym Maneżu. Jak było?
Anna
Gawińska
19.11.2022 / 11:25

W rzeczywistości, kiedy zima zaskakuje kierowców, komunikacja miejsca się spóźnia, nic dziwnego, że artyści dostosowali się do warunków panujących na zewnątrz. Punktualnie o 20 rozbrzmiały krzyki "Piotrek!"  I "Karaś"  zniecierpliwionych wokalisty fanów. Zespół kazał jednak na siebie trochę czekać, bo koncert zaczął się dopiero po 40 minutach. 

Od pierwszej piosenki było widać, że zespół inaczej podchodzi do swoich występów - koncert rozpoczął się nietypowo, bo piosenka która idealnie pasuje na zakończenie (refren utworu “Brunatny” zaczyna się od słów” Do widzenia, do jutra”) otworzyła to wydarzenie. 

-Przepraszamy za opóźnienie, ale dostaliśmy informację od mamy z trójką dzieci, że jadą do nas aż z Rzeszowa, i to będzie ich pierwszy koncert. Tylko pytanie, gdzie są te dzieci? - próbował rozbawić publiczność Rogucki. 

Przeciwieństwa się przyciągają

Piotr Rogucki jest artystą w każdym calu. Przez cały koncert wchodził w rolę i potrafił zarówno rozbawić, jak i wprawić publiczność w zadumę. Nie możemy zapomnieć, że wokalista jest również aktorem - ostatnio mogliśmy go oglądać w hicie Netflixa - "Wielka Woda".

Karaś natomiast zdaje sobie sprawę, że na scenie to właśnie jego partner z zespołu robi "show" i zostawia mu do tego dużo przestrzeni.
- Podczas każdego koncertu, staramy się wygrzebywać z czeluści internetu ciekawostki na temat miasta, w którym gramy. Mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, a przy okazji wyniesiecie z tego koncertu wartość edukacyjną - zaintrygował zgromadzonych w Starym Maneżu fanów. Co ciekawe - wiele z tych ciekawostek zaskoczyło również i mnie!
Można by rzec, że dwa zupełnie inne światy- ogień i woda- elektronika i rock mogą się gryźć- ale w tym przypadku szły razem jak równy z równym. Absolutnie sceniczna i czasami przerysowana postać Piotra Roguckiego kontra grzeczny, nieśmiały i małomówny Kuba Karaś. 

PRZECZYTAJ TEŻ Rozmowa z Dorotą Stalińską

Nie tylko na scenie było widać wypracowany kompromis, ale również w utworach, które produkuje były członek The Dumplings. Wrażliwość Piotra Roguckiego widoczna jest w każdym tekście napisanym przez niego. 

- Chcemy podkreślić, co nie jest kokieterią, a faktem, że jesteśmy zespołem, a nie osobnymi bytami - podkreślał Rogucki niejednokrotnie.

Czy to się mogło udać? 

Bałam się - nie ukrywam - jak to wszystko będzie współgrało. Coma wykształtowała nie tylko moje podejście do muzyki, zważywszy na bardzo zróżnicowany wiek uczestników wydarzenia. The dumplings natomiast, gdy zaczynali, byli czymś świeżym, nowym i nieznanym, a co za tym idzie pożądanym, dlatego tak bardzo bałam się tego połączenia. Nawet różnica wieku między artystami to prawie 20 lat!  „Z pozoru karkołomne połączenie dwóch odmiennych wrażliwości i metryk dało harmonijny efekt w postaci wspólnego krążka” – czytamy w notce prasowej przygotowanej przez wydawcę „Ostatniego bastionu romantyzmu”. I to idealne podsumowanie tego projektu. Nic dodać, nic ująć.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze