Tusk. Politycy PiS odmieniali to nazwisko przez wszystkie przypadki i tłukli jak w bęben

W polityce można odzyskać pieniądze, ale nie można odzyskać czasu. A my ten czas zmarnotrawiliśmy podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości - mówi dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Ryszarda
Wojciechowska
13.10.2023 / 10:10

Gdybym miała wybierać słowo najczęściej wypowiadane w tej kampanii, byłoby nim nazwisko Tusk. Zwłaszcza politycy PiS odmieniali je przez wszystkie przypadki i tłukli jak w bęben...

Potwierdziła to też debata w telewizji rządowej, podczas której można było usłyszeć, że każda wypowiedź Mateusza Morawieckiego była kwieciście oznaczona nazwiskiem Tusk. To było jak wyborcze bingo... Nie spodziewałem się za to wazonu. I nie sądziłem, że premier Morawiecki z prezentu od Putina zrobi oręż wyborczy.

Zwłaszcza, że ten oręż wyborczy widnieje już od wielu lat w oświadczeniu o prezentach. Nie ma tu żadnej tajemnicy.

Ale oglądając debatę, miałem wrażenie, że kończy się w Polsce partyjny duopol. Wszyscy spodziewali się starcia gigantów: Donald Tusk versus Mateusz Morawiecki, przy wsparciu Michała Rachonia. A okazało się, że zarówno Tusk jak i Morawiecki wypadli gorzej niż pozostali uczestnicy debaty. Na tym duopolu zyskiwało Prawo i Sprawiedliwość. I gdyby była jedna lista opozycji, to dla Zjednoczonej Prawicy byłoby to świetne rozwiązanie. Natomiast trzy konkurencyjne listy są już problemem. Na co zwrócił uwagę podczas debaty Mateusz Morawiecki, mówiąc mało elegancko: „wszyscy na jednego banda rudego". Paradoksalnie niezłe notowania Trzeciej drogi i Lewicy są dla PiS większym problemem, niż przyzwoite poparcie dla Platformy w okolicy 30 procent. Widzimy, że PO z różnych powodów nie ma mocy przyciągania wyborców rozczarowanych obecną władzą, ale Trzecia droga i Lewica już tak.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kto wygra wybory na Pomorzu? Bukmacherzy stawiają na KO

Dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

PiS na kilka dni przed wyborami przeżyło trzęsienie ziemi w polskiej armii. Dwaj najważniejsi wojskowi dowódcy złożyli dymisję, osłabiając tym samym armię i pokazując, że tu są poważne problemy. Polityka bezpieczeństwa Polski, która PiS niesie na wyborczych sztandarach nieco się posypała.

Ta cała narracja o bezpieczeństwie prysła już wcześniej, kiedy na jaw wyszło, że przez kilka miesięcy w polskim lesie leżała sobie wystrzelona wcześniej rosyjska rakieta. I że nie znalazł jej patrol wojskowy tylko kobieta, która wybrała się na konną przejażdżkę. W wyniku tamtego blamażu Mariusz Błaszczak już nie jest wicepremierem i nie wymienia się go jako osobę, która mogłaby potencjalnie zastąpić Mateusza Morawieckiego w fotelu premiera. Błaszczak brnąc w otwarty spór z dowódcami Wojska Polskiego pokazał, że nie dorósł do funkcji ministra obrony narodowej. Czym innym jest medialne pozowanie na tle nowych czołgów z Korei, a czym innym rozsądne zarządzanie armią w stanie – można powiedzieć – wyjątkowym. Bo z jednej strony, za wschodnią granicą mamy wojnę i wojsko musi być przygotowane do szybkiej reakcji, a z drugiej strony nasze napięcia na linii Warszawa Kijów oddziaływują na stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. I nawet kiedy z przyczyn politycznych i wyborczych Mateusz Morawiecki oraz Zbigniew Rau zaczęli stosować połajanki wobec Ukraińców, to Mariusz Błaszczak nawet nie pisnął w tej sprawie. Nie powiedział ani razu: – słuchajcie, nie można tak robić, bo Ukraina toczy wojnę. Jego resort powinien zrobić co tylko w mocy, żeby relacje polsko-ukraińskie były lepsze, a nie gorsze.

Wszyscy spodziewali się starcia gigantów: Donald Tusk versus Mateusz Morawiecki, przy wsparciu Michała Rachonia. A okazało się, że zarówno Tusk jak i Morawiecki wypadli gorzej niż pozostali uczestnicy debaty.

Czy ta informacja o dymisji może podtopić PiS i wpłynąć na wynik wyborczy?

Byłbym ostrożny w stwierdzeniu, że to może być gamechanger tych wyborów. Nie umniejszając znaczenia temu, co się stało. Tylko, że my jako społeczeństwo jesteśmy już politycznie przebodźcowani. To zarzut wobec całej elity politycznej, która od lat trzyma nas w staniepermanentnej kampanii wyborczej. Od lat mamy żółte i czerwone paski, konwencje i konferencje prasowe i ani chwili oddechu. Nasza percepcja społeczna jest ograniczona. Tylko coś naprawdę skandalicznego mogłoby zmusić większość Polek i Polaków do tego, żeby w domu spojrzeli na telewizor. Debata w TVP nie miała zresztą tak wysokiej oglądalności, jak debaty w poprzednich wyborach, także za sprawą tego, że jesteśmy bez przerwy bombardowani informacjami politycznymi. Do tego całe pokolenia, także moich rodziców weszło do mediów społecznościowych i tam także buszują informacyjnie. A to trochę człowieka po pewnym czasie zobojętnia.

Ale sytuacja jest wyjątkowa.

Sytuacja po 2005 roku jest ekstraordynaryjna. Poziom niechęci, podziału jest ogromny. Skłócenie w rodzinach na tle politycznym to jeden z tych najgorszych efektów duopolu PO i PiS. Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość odhumanizowuje swoich konkurentów, ale Platforma też potrafiła mówić skandaliczne rzeczy pod adresem przeciwników politycznych. Ludzie już tego nie wytrzymują. Odetchną podczas ciszy wyborczej i będą mogli spokojnie pozbierać myśli. Powiem jedno. Doświadczenia z Turcji i Węgier wskazują, że wyborcy populistycznej prawicy nie przyznają się do tego na kogo zagłosują, ale w dniu wyborów oddają głos zgodnie ze swoimi poglądami.

Sytuacja po 2005 roku jest ekstraordynaryjna. Poziom niechęci, podziału jest ogromny. Skłócenie w rodzinach na tle politycznym to jeden z tych najgorszych efektów duopolu PO i PiS. Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość odhumanizowuje swoich konkurentów, ale Platforma też potrafiła mówić skandaliczne rzeczy pod adresem przeciwników politycznych. Ludzie już tego nie wytrzymują.

Nie ma pan poczucia, że w tej kampanii agresja lęk i nienawiść przybrały formę szczytową? I że to pewnie wpłynie na politykę w kolejnych dekadach?

Z pewnością. Do tego przyczyniło się też pytanie referendalne, dotyczące imigrantów. Ta podsycana przez obóz rządzący niechęć względem obcych kulturowo przybrała niejako charakter polityki państwowej. PiS w tych swoich spotach pokazywanych w internecie weszło na niebezpieczną drogę, tworząc z agresji język polityczny. To bardzo niepokojące. I pokazuje jak blisko jesteśmy od tragedii i jak mało się na wcześniejszych dramatach nauczyliśmy. Przecież w ostatnich latach byliśmy świadkami politycznych mordów. Z jednej strony zginął prezydent Adamowicz z drugiej pracownik biura PiS w Łodzi.

Co jest stawką tych wyborów?

Szansa cywilizacyjna, której Prawo i Sprawiedliwość nie dostrzega, czyli nasze relacje z Unią Europejską.

Ta podsycana przez obóz rządzący niechęć względem obcych kulturowo przybrała niejako charakter polityki państwowej. PiS w tych swoich spotach pokazywanych w internecie weszło na niebezpieczną drogę, tworząc z agresji język polityczny. To bardzo niepokojące. I pokazuje jak blisko jesteśmy od tragedii i jak mało się na wcześniejszych dramatach nauczyliśmy.

Chodzi o to, żeby pozostać w Unii?

To, moim zdaniem, bardziej skomplikowane. W Unii Europejskiej jesteśmy od lat świadkami polityki wielu prędkości. Analitycy rządu Prawa i Sprawiedliwości nie dostrzegają tego. Nie widzą, że Polska staje się członkiem Unii na najgorszych warunkach.

I to przez nich.

Oczywiście. To nie tylko brak pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, ale nieustający konflikt z politykami europejskimi. Pytanie, moim zdaniem, nie jest takie – czy będziemy w Unii, tylko w którym szeregu znajduje się się Polska i z jaką prędkością będziemy jechać dalej.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze