Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gdynia przed drugą turą. Czy ktoś stoi za Aleksandrą Kosiorek?

Wiarygodna, pełna empatii i życzliwości - mówią zwolennicy. Przeciwnicy zarzucają, że jest „projektem politycznym”, wymyślonym przez kontrkandydata Wojciecha Szczurka w poprzednich wyborach samorządowych. Kim jest naprawdę Aleksandra Kosiorek?
Aleksandra Kosiorek, Gdynia
Aleksandra Kosiorek (Gdyński Dialog) ma spore szanse, by w drugiej turze wygrać i przejąć władzę w Gdyni

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Od wielu miesięcy jeździła po gdyńskich dzielnicach. Rozmawiała z ludźmi na ulicy, pukała do drzwi. Z uwagą słuchała. I to się opłaciło.

Aleksandra Kosiorek, 39-letnia prawniczka, specjalizująca się w prawie medycznym, okazała się współautorką jednej z największych sensacji pierwszej tury wyborów samorządowych. Zdobywając 34,43 proc. głosów, wraz z Tadeuszem Szemiotem z KO (25,85 proc.), skutecznie wyeliminowała z dalszej walki wieloletniego prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka (23,53 proc.).

Gdynia pamięta „Żelazną Frankę”

- Gdynia pamięta prezydent Franciszkę Cegielską - słyszę od kilku rozmówców. - „Żelazną Frankę”, walczącą o miasto z determinacją, a równocześnie bardzo wrażliwą, kobiecą. Ola ze swoją empatią, umiejętnością wysłuchania drugiego człowieka, trochę ją przypomina. Zatęskniliśmy za takim sposobem sprawowania władzy.

Wojciech Ogrodnik, przewodniczący Rady Dzielnicy Wzgórze św. Maksymiliana i Stowarzyszenia Wszystko dla Gdyni widział Aleksandrę Kosiorek w akcji.

- Wcześniej poznałem ją na Marszu Kobiet. Woziła w bagażniku megafon - wspomina Wojciech Ogrodnik. - Ale największe wrażenie zrobiła na mnie, gdy spotykała się z mieszkańcami ogródków działkowych przy Al. Zwycięstwa. Wchodziła wszędzie, z każdym pogadała, rękę uścisnęła, wysłuchała wszystkich. Wyszliśmy stamtąd, a ona nagle rzuciła zdenerwowana: - Jak w urzędzie mogą mówić na tych ludzi lumpy, a na ich domy slumsy! Tak nie można!

Podobnie było, gdy chodziła po mieszkaniach komunalnych w centrum. Oburzała się, że w XXI wieku ludzie nie mają łazienki w domu, a na ścianach jest grzyb. Miała łzy w oczach.  - To było dla mnie bardzo dojmujące. Od tego momentu Ola  ma moje poparcie - mówi Ogrodnik.

ZOBACZ TEŻ: Szemiot czy Kosiorek? Jest sondaż przed drugą turą w Gdyni 

Gdynia to mała wioska rybacka

Kiedy Cegielska zaczynała rządzić miastem, mieszkająca z rodziną w dzielnicy Działki Leśne Ola Kosiorek miała zaledwie 5 lat. Kończyła podstawówkę, gdy Cegielska przekazywała władzę w Gdyni Wojciechowi Szczurkowi. Potem uczyła się w renomowanym VI LO, skończyła prawo na UG, wyszła za mąż.  Ma dwoje dzieci w wieku 10 i 6 lat. Świadomie chroni ich wizerunki w trakcie kampanii. Mąż - emeryt wojskowy, nadal pracuje.

Pytana o reakcję bliskich na próbę wejścia do lokalnej polityki, Aleksandra Kosiorek odpowiada: - Była pozytywna. Jednak nie podjęłabym samodzielnie tej decyzji. Nie wyobrażam sobie, bym nie spytałam męża o to, czy mnie wesprze. Obecnie na co dzień praktycznie nie ma mnie w domu, przy dzieciach i to jest także spore obciążenie dla męża. Jednak wiem, że mogę na niego liczyć. Rodzice, oczywiście, bardzo się martwią, siostra też. Podobnie zapewne jest w rodzinach wielu kandydatów na stanowiska polityczne.

Gdynia, zwana przez miejscowych „małą wioską rybacką”,  liczy niespełna 250 tys. mieszkańców. Nie zmienia to faktu, że dotarcie do kogoś, kto zna kandydatkę, nie jest problemem.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wojciech Szczurek dostał czerwoną kartkę, szarża Kosiorek [ANALIZA]

Arkadiusz Dzierżyński, wybrany w ostatnich wyborach radny KO w Gdyni (z Inicjatywy Polskiej) mówi, że ze szwagrem Kosiorek zna się od czasów licealnych. Chodził do klasy z jego najlepszym przyjacielem.

- Poznaliśmy się  bliżej z Olą  w październiku 2016 r. - opowiada. -  Prywatnie się lubimy. Jest osobą zaangażowaną społecznie, o dużej wrażliwości. Zdarzało nam się współpracować w ramach kilku inicjatyw zanim ktokolwiek pomyślał o KO czy Gdyńskim Dialogu. Zawsze można było na nią liczyć. Aleksandra jest wiarygodna.

Wspólnie zgłosili projekt obywatelskiej uchwały „Dzieciaki bez biletów”, dającej najmłodszym gdynianom prawo do bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. Projekt przepadł głosami rządzącej Samorządności. Jesienią 2020 r. Kosiorek aktywnie uczestniczyła w strajkach kobiet, sprowokowanych decyzją Trybunału Konstytucyjnego, ograniczającego dopuszczalność aborcji. - Ola koordynowała strajk samochodowy - przypomina Dzierżyński. - Udało się jej przekonać osoby postronne, że strajk i blokowanie głównych arterii komunikacyjnych miasta jest potrzebną formą protestu.

Druga tura w Gdyni: wybór między dobrym i dobrym?

Radny KO podkreśla, że Kosiorek potrafiła skupić wokół siebie osoby o różnych poglądach, które w Gdyńskim Dialogu potrafią współpracować ze sobą. W końcu w sprawach lokalnych ważna jest współpraca ponad podziałami.

- Często głosujemy na tzw. mniejsze zło - twierdzi Dzierżyński. 

Gdynia w tych wyborach jest ewenementem - uważa Arkadiusz Dzierżyński, radny KO. - Kiedy kolega  z chóru szantowego spytał, kogo wybrać, odparłem, że gdynianie są w dobrej sytuacji - mogą wybierać nie między dżumą a cholerą, a między lodami waniliowymi i czekoladowymi. Oba smaki są pyszne. Znam zarówno Tadeusza Szemiota, jak i Aleksandrę Kosiorek. Inicjatywa Polska jest częścią koalicji, naszym kandydatem jest Tadeusz Szemiot, ale jeśli zwycięży nie Szemiot, a Kosiorek - nie będziemy płakać. Gdynianie i gdynianki chcą zmiany w kierunku, jaki reprezentuje oboje kandydatów.

Potwierdza to pan Zbigniew, gdynianin po 70., zwolennik prawicy. - Na Olę będę głosował - deklaruje. -  Wprawdzie niekiedy wygaduje lewackie bzdury, ale jest do imentu uczciwa.

Wojna podjazdowa przed drugą turą wyborów w Gdyni

Chociaż w miniony piątek konkurenci deklarowali pełną współpracę (Tadeusz Szemiot powiedział, że w razie wygranej zaproponuje Aleksandrze Kosiorek stanowisko wiceprezydenta, Kosiorek chce podobną propozycję złożyć "„merytorycznemu” kandydatowi z KO), nie wszyscy uważają, że „oba smaki są pyszne”.

Kilka dni po ogłoszeniu wyników zaczęła się wojna podjazdowa wymierzona w kandydatkę Gdyńskiego Dialogu. Pojawiły się niepotwierdzone zarzuty o niechęć do nauczycieli, wypomina się także, że podczas przedwyborczej debaty Kosiorek nie podniosła ręki, gdy spytano, czy pójdzie na czele marszu równości. Natalia Kłopotek-Główczewska z Gdyńskiego Dialogu tłumaczy, że Kosiorek może by w marszu wzięła udział, ale iść na czele to lans. A ona  nie chce się lansować marszem.

- Ze zdumieniem obserwujemy kampanię dezinformacji odpaloną po zwycięstwie Aleksandry Kosiorek w I turze wyborów w Gdyni. Otóż dowiadujemy się z niej, że Kosiorek sympatyzuje z prawicą i jest kościółkowa, co jest tak absurdalne, że aż śmieszne - czytamy na stronie Strajku Kobiet na FB.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)
WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Kampania hejtu wobec Aleksandry Kosiorek? Apel Gdyńskiego Dialogu

Podejrzenie o sympatyzowanie z prawicą związane jest z osobą doświadczonego gdyńskiego samorządowca Zygmunta Zmudy-Trzebiatowskiego, szefa sztabu wyborczego Kosiorek. Zmuda-Trzebiatowski był jednym z założycieli Samorządności i do 2016 r. przewodniczącym Rady Miasta Gdynia. Nie mogąc porozumieć się z prezydentem Wojciechem Szczurkiem, odszedł ze stanowiska. W 2016 r. przez cztery miesiące był zatrudniony w biurze Marcina Horały. W 2019 r. przegrał ze Szczurkiem wybory prezydenckie. W 2020 r. był  w sztabie wyborczym Szymona Hołowni, a dwa lata później zakładał z innymi Gdyński Dialog.

W ostatni wtorek Gdyński Dialog zaprotestował przeciw „brudnej kampanii” skierowanej przeciw swojej kandydatce. "W realizowanym scenariuszu Aleksandra Kosiorek najpierw miała sympatyzować z prawicą, za chwilę być „kryptoPiSem", marionetką, produktem marketingowym, osobą sterowaną z tylnego fotela i wreszcie osobą, która odda Gdynię PiSowi - napisano w oświadczeniu. - Jeśli ktoś nie umie powiedzieć wiele dobrego o swoim kandydacie, pozostaje mu dyskredytowanie konkurenta, umniejszanie mu, obrażanie i kłamstwa. Nakręcanie złych emocji komuś może wydawać się po prostu kampanijną grą – a jesteśmy być może o jeden krok od tragedii.

Ukryta opcja wyborów w Gdyni?

Martyna Regent, aktywistka WatchDog Polska, pierwszy raz usłyszała o Aleksandrze Kosiorek przy okazji strajków kobiet. Osobiście poznała ją, gdy obie panie próbowała namówić do kandydowania, oferując swoje poparcie, partia Razem. 

- Gdyński Dialog powstał po porażce Zygmunta Zmudy Trzebiatowskiego w poprzednich wyborach - mówi Martyna Regent. - Zmuda Trzebiatowski był zdania, że tylko młodsza o pokolenie kobieta o lewicowych poglądach jest w stanie pokonać w Gdyni prezydenta Wojciecha Szczurka. 

Gdyński Dialog zaprosił do rozmów Miasto Wspólne i kilka innych ruchów miejskich. Ze względu na osobę Zmudy-Trzebiatowskiego oraz wątpliwości dotyczące rozbieżności w kwestiach programowych, nie doszło do współpracy.

- Zmuda Trzebiatowski, jako osoba, która tyle lat była w samorządności Wojciecha Szczurka, była dla mnie nie do zaakceptowania - twierdzi Regent. - Pracował też dla Horały, był związany z PiS-em, obracał się w pisowskim środowisku, reprezentującym antydemokratyczne standardy. Miał ambicje być szefem sztabu kandydatki. Aleksandra Kosiorek jest dla mnie projektem politycznym.

Zarzuty o brak samodzielności szczególnie bolą kandydatkę Gdyńskiego Dialogu.

- To wszystko opiera się zapewne na niepokojach i nie widzę ich uzasadnienia - mówi Aleksandra Kosiorek.- Uważam za obrazę odbieranie mi samodzielności i decyzyjności. Rozumiem, że kiedy nie ma się argumentów innej natury, używa się tych najbardziej niskich. Bardzo zabolało mnie, że takie ciosy wysyłają osoby, które przedstawiają się jako obiektywni obserwatorzy kampanii wyborczej. Jest mi przykro, bo planowałam, że w przyszłości będę prosić je o poradę i tworzenie wytycznych przy sprawowaniu funkcji prezydenta. Widzę, niestety, że nie bardzo mogę na to liczyć. 

Regent twierdzi, że jest jej zupełnie obojętne, czy wygra Ola Kosiorek, czy Tadeusz Szemiot. 

- Bardzo lubię tę dwójkę - mówi gdyńska aktywistka. - Podoba mi się styl, w jakim prowadzą debaty. Nawet przypadkowe spotkania na ul. Świętojańskiej pokazują, że jest między nimi życzliwość. Widzimy zmianę standardów w Gdyni i to, że będą ze sobą współpracować. Moją obawę budzą jednak środowiska, które są wokół nich. I z jednej, i z drugiej strony widzę dużo zagrożeń. Dlatego uważam, że osoby, które mają wejść w skład organów wykonawczych, powinny być ekspertami. Życzyłabym sobie, by na stanowiskach urzędniczych obsadzono ludzi z doświadczeniem w branży. Nie muszą być z Gdyni.

Czarny lud kampanii wyborczej w Gdyni

Wymyślił pan Aleksandrę Kosiorek? - pytam.

- Aleksandra sama siebie wymyśliła - odpowiada Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski. - Zauważyłem ją, gdy prezentowała uchwałę „Dzieciaki bez biletów” na Radzie Miasta. Tyle świeżości, dobrej energii, merytoryki! Gdyby nie dyscyplina partyjna w Samorządności, sam bym ten projekt poparł.

Szef sztabu wyborczego gdyńskiej prawniczki określa Kosiorek jako solistkę nastawioną na grę zespołową. -  Ma talent mediacyjny i niesamowitą zdolność uczenia się - wylicza. -  Zapamiętuje gigantyczną liczbę szczegółów. To dziewczyna, która nie lubi nie wiedzieć. Budzi wśród ludzi duże emocje.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Zmuda-Trzebiatowski zdaje sobie sprawę z tego, że robi za czarnego luda w tej kampanii. - Pamiętają mi Horałę i cztery miesiące pracy przed dziewięciu laty, by mieć ZUS i składkę zdrowotną, a przemilczają, że tyrałem dla obywatelskiego kandydata Szymona Hołowni - mówi. - Nawet 5 sekund nie byłem w PiS! Proszę także napisać, że nie chcę być wiceprezydentem. Jeśli Aleksandra będzie potrzebować wsparcia, pomogę. Mam duże doświadczenie samorządowe, mogę się nim podzielić, nawet jako charytatywny doradca. Pracy w urzędzie jednak nie szukam - dobrze zarabiam, mam swoje miejsce.

W wywiadzie dla „Gazety Świętojańskiej” Kosiorek przyznała, że zaproponowała Zmudzie-Trzebiatowskiemu stanowisko sekretarza miasta. Odmówił.

Bez testosteronu

Czy Aleksandra Kosiorek powtórzy sukces legendarnej Franciszki Cegielskiej? I czy pomoże w tym, że nie jest mężczyzną?

- Kobiety mają bardziej spokojne podejście, są bardziej empatyczne -  uważa Wojciech Ogrodnik. - Mogą egzekwować zadania, nie krzycząc, nie poniżając, nie dogryzając. Pogadają na zasadzie: „Jak tam twoje dzieci? Moje, niestety,  też są chore”. W dodatku kobiety nie mają jednego problemu, jaki mają mężczyźni - testosteronu. Pamięta pani czas, gdy w Trójmieście rządzili Szczurek, Adamowicz i Karnowski? Każdy z nich chciał być ważniejszy. Ty masz lotnisko? Ja też chcę mieć lotnisko! Panie nie mają takich problemów. Wolą zainwestować  pieniądze w żłobek lub przedszkole. Tu widzę kobiecość jako empatyczną racjonalność, a nie opieranie się na zasadzie, który jest lepszy. Zmiana właśnie tego może dotyczyć.

Jednak bolesna kampania wyborcza oraz codzienna walka o potwierdzenie swojej przydatności na stanowisku może odbić się na każdej, nawet bardzo wrażliwej osobie.

- Empatia i wrażliwość to moje cechy charakteru - podkreśla Kosiorek.-  Gdyby polityka doprowadziła mnie do utraty empatii, nadszedłby czas, by od niej odchodzić. Zapewne podczas urzędowania będę miała mniej czasu na spotkania z mieszkańcami niż obecnie, ale chciałabym zachować równowagę.
Kiedy na koniec pytam Aleksandrę Kosiorek, czy prezydent miasta powinien mieć grubą skórę, odpowiada bez chwili wahania: - Tak. Bardzo grubą skórę.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Andrzej 20.04.2024 09:33
Komentarz zablokowany

Stoczniowiec 19.04.2024 18:00
Bez zaplecza ludzi z doświadczeniem i kompetencjami do pracy w samorządzie Gdynię czeka stagnacja i impas.nie podzielam opinii że p kosorek podoła zadaniom prezydenta miast

Mirella 19.04.2024 15:13
PO to jest wiadomo jak będzie i jaką politykę prowadzi a są zbyt niebezpieczne czasy żeby bawić się w doświadczenia w nieznanym temacie.

Jerzy 18.04.2024 16:52
Świetny tekst, naprawde ciekawa postać!

Kasia 18.04.2024 15:26
Na moje pytania nie odpowiedziała, więc dla mnie to jednak wybór między dżuma a cholera

Reklama
Reklama
Reklama