Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Putin stop! Ręce precz od Ukrainy! Demonstracje w Gdańsku

Nie dla wojny! Putin stop! Ręce precz od Ukrainy! Solidarność naszą bronią! – takie hasła wznosili uczestnicy porannej, środowej (16.02.) pikiety przy ulicy Batorego, pod Generalnym Konsulatem Federacji Rosyjskiej w Gdańsku. Demonstracja zorganizowana przez Oddział Gdańskiego Związku Ukraińców w Polsce poprzedziła kolejną, liczniejszą, która tego samego dnia o godz. 18:00 odbyła się również w stolicy Pomorza – na placu Solidarności.
standwithukraine demonstracja Gdańsk
(Fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)
Aktualizacja

godz. 20.30

Druga demonstracja, pomimo mniej sprzyjającej pogody (silny wiatr, do godziny 18:00 padał ulewny deszcz, który później przeszedł w mżawkę), znacznie liczniejsza niż pikieta pod konsulatem, odbyła się w środę, 16 lutego wieczorem pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców na placu Solidarności.

– Nie dla wojny! Putin Stop! Wspieramy Ukrainę! – skandowało około 100-150 osób z ukraińskimi i polskimi flagami.

Głos zabrała m.in. prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.

– Wczoraj przeczytałam na jednym z portali społecznościowych pytanie, którym podzielił się internauta, cytując swoje dziecko: „Tatusiu, czy ta wojna dojdzie do Gdańska?” Dzisiaj każdy z nas ma nadzieję, że do tej wojny nie dojdzie, ale te słowa szczególnie brzmią tutaj – w Gdańsku, w miejscu, gdzie rozpoczęła się II Wojna Światowa. My tutaj doskonale wiemy, czym jest tragedia wojny, dlatego wołamy, tak jak jest napisane na gdańskim Westerplatte: „Nigdy więcej wojny”. Nigdy więcej wojny. Dzisiaj symbolicznie wybraliście to miejsce – plac Solidarności, na zaprotestowanie przeciw wojnie, a my gdańszczanie cieszymy się, że możemy być tutaj z wami, okazując solidarność, bo to właśnie Solidarność, która powstała tutaj, zmieniła kształt świata – powiedziała.

I dodała: – Niech żyje wolna Ukraina.

Swoje poparcie przesłali zgromadzonym wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz i poseł Jerzy Borowczak (obaj z Koalicji Obywatelskiej). Kilka piosenek z okresu solidarnościowej opozycji w PRL, wśród nich „Mury”, zagrał Tolek Filipkowski. Przemawiali również przedstawiciele Europejskiego Centrum Solidarności oraz obecny i były konsul Ukrainy w Gdańsku.

– Przyszliśmy dziś na Plac Solidarności, żeby zwrócić uwagę, co się dzieje na granicy naszego kraju, i dziękujemy bardzo za wsparcie mieszkańcom Gdańska, władzom Gdańska. Nie chcemy wojny, nigdy nie chcieliśmy wojny, ale ona przyszła do naszego kraju. Już gotowe, by bronić nasz kraj, wojsko nasze. Siłę mamy. Za wsparcie dziękuję też krajom Zachodu, jakie nie zostawiły Ukrainy jeden na jeden z tyranem – z Rosją. Czy będzie wojna? Mam nadzieję, że nie, ale pewności nie mam. To zależy tylko od Putina – mówił Oleksandr Plodystyi, konsul generalny Ukrainy w Gdańsku.

Łew Zacharczyszyn, który kierował Konsulatem Ukrainy w Gdańsku do 2021 r., zaznaczył:

– Ostatnio często mnie pytają, o co chodzi Putinowi? Czego chce? Putin chce odbudować nowe, wielkie Imperium Rosyjskie. Po co? Czy Rosji brakuje terytorium? Chyba nie, nie radzą sobie z tym, co mają. Niedawno podpisali umowę z Chińczykami na długoterminową dzierżawę ogromnych obszarów w Syberii. Może brakuje zasobów naturalnych? Raczej też nie, bo ropa i gaz to chyba największe środki, które wspierają zdegradowaną gospodarkę rosyjską.

To czego chce Putin? Putin chce straszyć. Putin chce straszyć dlatego, że strach w jego skali wartości to jest szacunek. Boi się – znaczy szanuje. On sam odpowiada na pytanie, czego chce, gdy mówi, że największą klęską XX wieku był upadek Związku Radzieckiego. Putin chce odbudować najgorszą wersję Imperium Rosyjskiego.

Wcześniej

#StandWithUkraine - takim wspólnym hasztagiem oznaczane były demonstracje organizowane nie tylko w Polsce, w związku z rosnącymi w ostatnich tygodniach obawami przed agresją Federacji Rosyjskiej na ukraińskie granice.

- Putin stop! Ręce precz od Ukrainy! - skandowało około 20 uczestników manifestacji przed gdańskim konsulatem Rosji.

- Od tych samych zdań zaczynaliśmy nasze demonstracje w 2014 roku, w 2015 r., po aneksji Krymu i kiedy wybuchła wojna w Donbasie. Świat się rozwija. Świat zmienia się. Chyba tylko Rosja pozostaje taką samą. Pozostaje agresorem, a na Kremlu nadal siedzi napompowany botoksem imperator, dla którego już mało odciętej ziemi gruzińskiej, dla którego mało konfliktu w Naddniestrzu, dla którego mało aneksji Krymu i mało wojny na Donbasie, która toczy się już od 8 lat. W ciągu 3 ostatnich tygodni Rosja ściąga siły militarne do granicy z Ukrainą – przypomniała Marta Koval z Oddziału Gdańskiego Związku Ukraińców w Polsce. - W chwili obecnej agresja Rosji przestała być sprawą wyłącznie ukraińską, bo pokój na grniacy ukraińsko-rosyjskiej jest kwestią pokoju w całej Europie. Ani Ukraina, ani Europa nie chcą wojny. Ukraina nie zawłaszcza obcych ziemi, Ukraina chce pokoju i chce stabilności przy swoich granicach, ale niestety ma przez wiele lat bardzo agresywnego sąsiada, który demonstruje całemu światu pogardę do prawa międzynarodowego; pokazuje brak szacunku do granic ustalonych w Europie po II Wojnie Światowej. Stara się pokazać, że może rządzić Europą tak, jak mu się chce, ale nie pozwolimy na to – zaznaczyła i podkreśliła, że gdańska pikieta ma charakter pokojowy.

- Nie dla wojny! Nie dla wojny! - odpowiedzieli jej okrzykami demonstranci.

- Jesteśmy tutaj z troski o bezpieczeństwo Federacji Rosyjskiej – przekonywał z kolei Marek Wilczyński. - Federacja Rosyjska ogłasza wszem i wobec ustami swoich władz, że Rosja czuje się zagrożona; że dlatego koncentruje na swoich granicach dziesiątki tysięcy żołnierzy, dlatego stwarza zagrożenie nie tylko dla Ukrainy, ale także dla państw bałtyckich i pośrednio również dla Polski – dodał.

Wskazywał, że w rosyjskim parlamencie – Dumie, pojawiła się ostatnio inicjatywa by „samozwańcze republiki – Ługańską i Doniecką” uznać w świetle prawa międzynarodowego.

- Nie dla wojny! Nie dla wojny! - odpowiedzieli jej okrzykami demonstranci.

- Jesteśmy tutaj z troski o bezpieczeństwo Federacji Rosyjskiej – przekonywał z kolei Marek Wilczyński. - Federacja Rosyjska ogłasza wszem i wobec ustami swoich władz, że Rosja czuje się zagrożona; że dlatego koncentruje na swoich granicach dziesiątki tysięcy żołnierzy, dlatego stwarza zagrożenie nie tylko dla Ukrainy, ale także dla państw bałtyckich i pośrednio również dla Polski – dodał.

Wskazywał, że w rosyjskim parlamencie – Dumie, pojawiła się ostatnio inicjatywa by „samozwańcze republiki – Ługańską i Doniecką” uznać w świetle prawa międzynarodowego.

- Ukraina, miejmy nadzieję tymczasowo, straciła Krym, część obwodów ługańskiego i donieckiego znajduje się w tej chwili pod tymczasową okupacją i te obwody miałyby być odcięte od Ukrainy w sposób – według Federacji Rosyjskiej – trwały. Otóż do tego dopuścić nie można i bardzo dobrze się stało, że na skutek tych wszystkich wydarzeń wreszcie skonsolidowały się państwa zachodnie.

Marek Wilczyński / współorganizator pikiety Oddziału Gdańskiego Związku Ukraińców w Polsce

Militarna eskalacja może oznaczać dla Polski potężny napływ uciekinierów ze strony wschodniego sąsiada.

ZOBACZ TEŻ: Gdańsk przygotowuje dla uchodźców ponad 600 miejsc, a bierne nie pozostają także mniejsze pomorskie miasta



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama