Reklama Energa włącza ciekawość świata
Reklama

Donald Tusk wstrzymał reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Co dalej z ochroną pracowników i 11 mld zł z KPO?

Premier Donald Tusk zatrzymał planowaną reformę Państwowej Inspekcji Pracy, która przyznawała jej inspektorom prawo do zamiany umów B2B w etaty. Grozi to utratą 11 mld zł z KPO. Prawdopodobnie jednak wróci temat tzw. ozusowania umów i zleceń.
Donald Tusk, Sierakowice
Premier Donald Tusk wstrzymał reformę PIP

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze | Zdjęcie ilustracyjne

Premier Donald Tusk zatrzymał reformę PIP

– Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. (...) Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników – zaćwierkał Donald Tusk na platformie X i oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane.

Na czym miała polegać reforma Państwowej Inspekcji Pracy? 

Projekt ustawy dotyczący reformy Państwowej Inspekcji Pracy powstał w kierowanym przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk (Nowa Lewica) Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zakładał on m.in. umożliwienie okręgowym inspektorom PIP nakazania zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowę o pracę. Chodziło o przypadki, gdzie pracownicy pozostający de facto w stosunku pracy z jakąś firmą, pracujący w stałych godzinach, za stałą stawkę, byli nakłaniani do prowadzenia własnej, jednoosobowej działalności gospodarczej. W takim przypadku stosunek z pracodawcą regulowany był umową cywilnoprawną, a w efekcie przenosił na pracownika „niby-przedsiębiorcę” odpowiedzialność za płacenie podatków i ubezpieczenia, a także pozbawiał prawa do L4 w razie choroby etc.

Reforma miała w założeniu sprawić, że więcej osób uzyska umowę o pracę i wszystkie wynikające z niej uprawnienia:

  • większe składki społeczne, w tym emerytalne,
  • dłuższe okresy wypowiedzenia,
  • odprawy,
  • urlopy
  • itp. 

Czy pracownicy straciliby na reformie PIP?

Jednym z argumentów podnoszonych przeciwko tej reformie było to, że oznaczałaby ona obniżenie wynagrodzenia pracowników po przekształceniu umowy w etat, bo pracodawca przed wypłaceniem poborów odprowadzałby z niej dodatkowe składki. 

  • Według wyliczeń dziennika „Fakt”, osoba zarabiająca 2,5 tys. zł brutto po przejściu na etat dostałaby na rękę 279 zł mniej.
  • Przy 5 tys. byłaby to obniżka o 558 zł,
  • a przy 7 tys. – 781 zł

W tym wyliczeniu jest jednak jeden haczyk: opiera się ono na założeniu, że w obu przypadkach (przed i po przekształceniu B2B w etat) kwota wynagrodzenia brutto byłaby taka sama. Tymczasem projekt zakładał, że to inspektor PIP miałby decydować o wysokości pensji w nowej umowie. A w takim wypadku zazwyczaj stosuje się zachowanie ciągłości wynagrodzenia netto, co oznacza podwyższenie kwoty brutto.

Reakcje przedsiębiorców i związków zawodowych

Nic zatem dziwnego, że przeciwko tej zmianie wystąpili przedsiębiorcy, a broniły jej związki zawodowe. Premier ostatecznie opowiedział się po stronie tych pierwszych. Projekt trafił do kosza. Nie pomogły zapisy, że od decyzji okręgowego inspektora miało przysługiwać odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a na końcu drogi odwoławczej – do sądu pracy. 

Dlaczego reforma PIP była tak ważna?

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy została na początku 2025 roku wpisana przez obecny rząd do Krajowego Planu Odbudowy. W jej wcześniejszy wariancie mowa była o pełnym oskładkowaniu umów cywilnoprawnych, ale pod naciskiem pracodawców rząd wycofał się z tego pomysłu, zobowiązując się właśnie do umożliwienia PIP wydawania decyzji administracyjnych przekształcających umowy cywilnoprawne w umowy o pracę.

Wyrzucenie do kosza reformy PIP może oznaczać utratę przez Polskę 11 miliardów zł z KPO. Ale są i inne koszty, jakie nasz kraj ponosi na skutek tzw. segmentacji rynku pracy.

  • Według danych GUS, od 2023 roku udział osób zatrudnionych na umowę o pracę spada, a rośnie udział pracowników samozatrudnionych.
  • Liczba osób zatrudnionych wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych umów wynosi obecnie blisko 1,5 miliona, a więc ma je co dziesiąty pracujący legalnie mieszkaniec naszego kraju. 

Powoduje to nie tylko gorszą sytuację materialną i słabszą obronę praw pracowniczych tych osób, ale także przekłada się na mniejsze wpływy do budżetu państwa, ZUS i NFZ

Co dalej ze zmianami w umowach o pracę?

Włodzimierz Czarzasty, nowy-stary szef Nowej Lewicy robi dobrą minę do złej gry. W Radiu Zet stwierdził, że premier Tusk nie mówił o wyrzucaniu do kosza całej reformy, a jedynie miał na myśli niektóre zaproponowane w niej zmiany prawne. Zapowiedział też, że jego partia zaproponuje projekt w nowym kształcie. 

Premier Donald Tusk, blokując w miniony wtorek, 6 grudnia, reformę, zapowiedział jednocześnie wspomniane już „nowe rozwiązania, które mają realnie wzmocnić ochronę pracowników”. Jakie – nie wyjaśnił. Spekuluje się, że w grę może wchodzić powrót do koncepcji ozusowania umów cywilnoprawnych. Wymagałoby to jednak akceptacji Komisji Europejskiej (ze względu na KPO), zgody w koalicji rządowej i wreszcie podpisu prezydenta. 

Wieczorem w piątek, 9 stycznia, doszło do spotkania Donalda Tuska z Włodzimierzem Czarzastym. Po spotkaniu obaj politycy zapewniali, że sprawa reformy PIP będzie miała ciąg dalszy.

– Było oczywiste, że znajdziemy taki sposób postępowania, żeby powstał dobry projekt, który nie będzie dawał pełnej, samowolnej władzy urzędnikom, ale będzie jednocześnie chronił pracowników przed nadużywaniem i złym wykorzystaniem elastycznych form zatrudnienia – powiedział premier.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie
Reklama
Reklama