Ostatnie pożegnanie Andrzeja Piastowskiego
Andrzej Piastowski zmarł 21 stycznia 2026 r. w wieku 78 lat. W ostatniej drodze towarzyszyli mu ci wszyscy, którzy chcieli i mieli za co powiedzieć mu "dziękuję". Biorąc pod uwagę tłumy na pogrzebie, takich osób było mnóstwo.
Przez wielu jest wspominany jako społecznik z prawdziwego powołania, a przede wszystkim człowiek o wielkim sercu, który przez lata z oddaniem służył innym i lokalnej, kartuskiej społeczności.
CZYTAJ TEŻ: Nie żyje prof. Magdalena Prokopowicz. Ceniony dziekan Wydziału Farmaceutycznego GUMED
Przez wiele lat występował w kapeli kaszubskiej
Muzykę kochał od zawsze, dlatego występy w kapeli sprawiały mu ogromną radość. Fenomenalnie grał na diabelskich skrzypcach, a nawet, gdy była potrzeba takiego dźwięku, na... zwykłej tarce. Muzyka a raczej muzykowanie pozostały z nim na zawsze.
Jak wspomina Lucyna Peplińska z Kartuz, wieloletnia członkini RZPiT Kaszuby, często widywała pana Andrzeja podczas Światowych Zjazdów Kaszubów, gdy z kolegą umilali gościom czas grywając na diabelskich skrzypcach i akordeonie.
- Kojarzę pana Andrzeja z występów w pociągu Transcassubia, czyli tym specjalnym, okolicznościowym pociągu retro, kursującym corocznie w lipcu na Światowy Zjazd Kaszubów. Przewozi uczestników z różnych zakątków Pomorza, w tym z Helu, Chojnic i Kartuz do miejscowości, w której zjazd się odbywa - mówi pani Lucyna.
Jak dodaje, ten pociąg integruje społeczność kaszubską między innymi przy muzyce i kulturze regionalnej.
- Pamiętam pana Andrzeja między innymi właśnie z tych podróży Transcassubią. Zawsze był serdeczny, uśmiechnięty i widać było, że to muzykowanie sprawia mu radość - wspomina z uśmiechem Lucyna Peplińska.
Z kolei Henryk Brylowski, inny były członek RZPiT Kaszuby, dementuje pojawiające się ostatnio informacje, jakoby pan Andrzej był przed laty członkiem zespołu.
- Nigdy nie należał do Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca Kaszuby, ale na pewno całym sercem wspierał ich działalność i podziwiał ich występy na całym świecie, zwłaszcza, gdy szefem zespołu był Franciszek Kwidziński. Znaliśmy się bardzo dobrze. Andrzej występował przy wielu okazjach wspólnie z panem Cyperskim, a gdy ten zmarł, to muzykowali już tylko wspólnie z małżonką. Kochał granie na diabelskich skrzypcach, on w ogóle kochał wszystko co kaszubskie! Muzyka grała mu w sercu, ale przede wszystkim był dobrym człowiekiem. Szkoda, że już go nie ma... - mówi pan Henryk.
Nigdy nie zaprzestał działalności w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim
Był wiernym orędownikiem tego co kaszubskie. Przez wiele lat działał jako członek Rady Naczelnej ZKP i członek zarządu kartuskiego oddziału ZKP.
- To był dobry człowiek, zawsze można było na niego liczyć - mówi Kazimierz Formela, wieloletni prezes kartuskiego oddziału ZKP. - Bez względu na to, czy trzeba było jechać na jakąś uroczystość oddaloną o 50 czy 200 kilometrów, nigdy nie odmawiał i zawsze z godnością reprezentował nas, z dumą niosąc sztandar ZKP Kartuzy.
Kazimierz Formela wspomina też ich współpracę podczas organizowania mszy z kaszubską liturgią.
- Andrzej nigdy nie odmawiał udziału w czytaniach, zawsze był gotów służyć Bogu i ludziom. To nie był konfliktowy czy sprawiający problemy człowiek i takiego go zapamiętam - dodaje pan Kazimierz.
ZOBACZ TAKŻE: Bożena Ugowska drugą prezeską w historii Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Mediom najbardziej znany z... dorocznych balów kartuskich seniorów!
Przez lata tworzyli z żoną Marią jedną z najpiękniejszych par tych dorocznych spotkań. Przyciągali nasz wzrok, a co za tym idzie, obiektywy aparatów. Pan Andrzej zawsze elegancki i szarmancki w stosunku do małżonki, a pani Maria... piękna, filigranowa blondynka z głową pełną blond loków.
Jednak bale odbywały się czasem raz, czasem dwa razy w roku, a Andrzej Piastowski był przede wszystkim działaczem Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów. W związku - na rzecz zwłaszcza środowiska kartuskich seniorów, pracował przez cały rok.
I ta aktywność dość szybko szybko została dostrzeżona i doceniona przez działaczy związku. Nikogo więc specjalnie nie dziwiło, gdy w roku 2018 - po odejściu Edwarda Chlebby, zastąpił go na stanowisku przewodniczącego kartuskiego oddziału PZERiI.
I to właśnie wtedy, kartuski odział odżył. Stał się bardziej otwarty na kontakty z mediami, swoją działalność, liczne wyjazdy i spotkania integrujące seniorów, w tym wspomniane już bale.
- Jesteście najwierniejszymi druhami naszej organizacji - powiedział Andrzej Piastowski do seniorów w listopadzie 2021 r. - Życzę wam dużo zdrowia, bo ta pandemia wciąż nie odpuszcza. Nie ukrywam, że nieskromnie kieruję te życzenia również do siebie. Zrezygnowałem z pełnienia tej funkcji ze względów osobistych, do których przyczyniły się również zdrowotne.
Najprawdopodobniej już wtedy zaczął poważnie chorować, choć nie dał tego po sobie poznać.
- Żegnaj Przyjacielu - na innej drodze i w innym czasie, ale zawsze w sercu - napisali 21 stycznia w mediach społecznościowych zarząd oraz członkowie PZERiI.
W Kartuzach żegnały go tłumy
Bardzo pięknie napisał o nim na swoim profilu w mediach społecznościowych Piotr Małszycki, również działacz społeczny i radny Rady Miejskiej w Kartuzach.
- Andrzej Piastowski był zawsze blisko ludzi, zawsze wierny tradycji, kulturze i wartościom, które budują wspólnotę. Zostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale i trwałe dobro zapisane w sercach tych, którym pomagał, z którymi pracował i których inspirował. Dziś dziękujemy za Jego obecność, za serce otwarte na drugiego człowieka, za pracę dla Kartuz i Kaszub.
Panie Andrzeju, będziemy pamiętać.
- „Człowiek nie odchodzi naprawdę - dopóki żyje w pamięci i modlitwie”. Kartuzy stracëłë dobregò człowieka. Spòczëwôj w pòkòju, drëszë Andrzeju - dodał Piotr Małszycki.























Napisz komentarz
Komentarze