Reklama

Gołoledź sparaliżowała oddziały ratunkowe na Pomorzu. Setki pacjentów z urazami

Tylko w poniedziałek, 26 stycznia szpitalne oddziały ratunkowe w Gdyni i Wejherowie przyjęły ponad 500 pacjentów. - Połowa z nich to ofiary gołoledzi - mówi Krzysztof Piotrowski, rzecznik Szpitali Pomorskich. - Poniedziałek, zwłaszcza popołudnie i noc, to był autentyczny dramat - dodaje Krzysztof Wójcikiewicz, wiceprezes zarządu ds. medycznych spółki Copernicus w Gdańsku, zarządzającej szpitalami przy ul. Nowe Ogrody i na gdańskiej Zaspie.
Gołoledź sparaliżowała oddziały ratunkowe na Pomorzu. Setki pacjentów z urazami
Gołoledź na Pomorzu sparaliżowała SOR-y. Setki pacjentów z urazami, długie kolejki i karetki czekające pod szpitalami.

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Gołoledź sparaliżowała SOR-y na Pomorzu

Pacjenci, którzy korzystali w poniedziałek, 26 stycznia z pomocy SOR-ów musieli wykazać się dużą cierpliwością. Przez fatalne warunki panujące na Pomorzu, oblodzone chodniki i jezdnie, gwałtownie wzrosła liczba osób z urazami. Najczęściej zgłaszane urazy dotyczyły kończyn górnych i dolnych - były to skręcenia, zwichnięcia, stłuczenia, ale także złamania, które w większości były skutkiem poślizgnięć i upadków.

- W naszych szpitalach jest to wzrost co najmniej dwukrotny - mówi Krzysztof Piotrowski, rzecznik Szpitali Pomorskich. - Na SOR-y w szpitali w Gdyni i Wejherowie zgłosiło się ponad 500 pacjentów, z tego połowa z urazami. Wszyscy otrzymują niezbędną pomoc, jednak czas oczekiwania na diagnostykę oraz zaopatrzenie jest wydłużony.

CZYTAJ TEŻ: Trudny poranek na pomorskich drogach! Marznący deszcz i gołoledź sparaliżowały region

Wydłużony czas oczekiwania wynikał przede wszystkim z bardzo dużej liczby jednoczesnych zgłoszeń oraz konieczności przeprowadzenia diagnostyki obrazowej, w szczególności badań RTG i TK, które w przypadku urazów są niezbędne do podjęcia właściwego leczenia.

Karetki czekały w kolejce

W poniedziałek około godziny 18.00, na obu oddziałach ratunkowych Szpitali Pomorskich jednocześnie przebywało około 250 pacjentów. W takich warunkach średni czas oczekiwania na zaopatrzenie urazu poślizgowego wynosił do kilku godzin, w zależności od pilności przypadku i koniecznej diagnostyki. Czas oczekiwania na hospitalizację pacjentów już zaopatrzonych był również znacznie wydłużony co wynikało z przeciążenia oddziałów urazowych.

- Potwierdzamy również, że w najbardziej obciążonych momentach dochodziło do sytuacji, w których zespoły ratownictwa medycznego oczekiwały kilkadziesiąt minut na przekazanie pacjentów do SOR - przyznaje Piotrowski. -  Było to bezpośrednio związane z dużym napływem chorych w tym samym czasie.

Władze szpitali podjęły decyzję o zwiększeniu obsady lekarskiej obecnej na SOR-ach, aby zapewnić jak najlepsze funkcjonowanie oddziałów.

W Gdańsku prawie 450 pacjentów jednego dnia

O wieczornym i nocnym dramacie na SOR-ach mówi też Krzysztof Wójcikiewicz, wiceprezes zarządu ds. medycznych spółki Copernicus w Gdańsku, zarządzającej gdańskimi szpitalami. W ciągu poniedziałkowej doby na SOR-ach Szpitala M. Kopernika i Św. Wojciecha na Zaspie zaopatrzono prawie 450 pacjentów. W szczytowych momentach, czyli między godziną 19 a 20, na obu oddziałach, znajdowało się ponad 100 pacjentów!   

Doszło do tego, że szpitale praktycznie straciły zdolność przyjmowania pacjentów. Karetki stały na podjazdach, czekając nawet godzinami na przejęcie pacjentów. 

Lekarzy wspierali wolontariusze

Zespół lekarski został trochę, w miarę możliwości, wzmocniony. Medykom pomagali wolontariusze, którzy przyszli do szpitali, by do późnej nocy wspierać ekipy SOR-ów.

- Sytuacja była napięta, bo oprócz pacjentów urazowych mamy ogromny problem z pacjentami internistycznymi, w większości starszymi osobami - mówi wiceprezes Wójcikiewicz. 

We wtorek sytuacja zaczęła wracać do normy

We wtorek, 27 stycznia, sytuacja zaczęła się normować. Na oddziałach pozostali głównie pacjenci internistyczni. W tym przypadku, niestety, nadal jest źle. Praktycznie wszystkie łóżka na oddziałach wewnętrznych są zajęte, szpitale "uruchamiają" miejsca na innych oddziałach, by ratować ciężko chore osoby, których nie można odesłać do domów.

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
ReklamaPomorze i podróże
Reklama
Reklama