Reklama

Nożownik z Ustki wydalony ze Służby Ochrony Państwa

Piotr K. który w styczniu tego roku, w Ustce, zabił nożem swoją 4-letnią córkę i ranił nożem inne cztery osoby, nie jest już funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa. Decyzją przełożonych został z niej wydalony. Mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa i został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
Nożownik z Ustki wydalony ze Służby Ochrony Państwa
44-letni Piotr K., który w styczniu zabił swoją córkę i ranił nożem cztery inne osoby jest już tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy

Autor: Hubert Bierndgarski | Zawsze Pomorze

Brutalna zbrodnia w Ustce. Nie żyje 4-latka

Do tragedii, w której z rąk Piotra K. zginęła 4-letnia dziewczynka - córka podejrzanego - a cztery inne osoby z najbliższej rodziny zostały ranne, doszło w poniedziałek, 26 stycznia, w godzinach wieczornych. Według zeznań rodzina wspólnie siedziała przy stole i grała w karty. W pewnym momencie mężczyzna wyszedł do kuchni. Wrócił z niej z nożem w rękach i zaatakował rodzinę. Podejrzany w czasie ataku był najbardziej skupiony na żonie, ale ciosy zadał wszystkim domownikom. Jeden z nich doprowadził do śmierci 4-letniej dziewczynki. Żona z kilkudziesięcioma ranami trafiła na oddział intensywnej opieki medycznej słupskiego szpitala. Do szpitali w Słupsku, Lęborku i Sławnie trafili również pozostali poszkodowani, czyli syn mężczyzny i jego teściowie. 

WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTASZ TUTAJ: Nożownik z Ustki przyznał się do zabójstwa. Nie żyje 4-letnia córka, żona walczy o życie w szpitalu

Przyznał się do winy

Mężczyzna przyznał się do winy, ale nie chciał składać zeznań. Usłyszał zarzut zabójstwa córki i usiłowania zabójstwa czterech innych osób. Ostatecznie sąd na wiosek prokuratury zgodził się na jego tymczasowy areszt.

- Sąd uwzględnił wniosek Prokuratury Okręgowej w Słupsku o zastosowanie tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy – mówiła kilka dni po zdarzeniu Magdalena Gadoś, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Słupsku. - Uwzględnił nasze przesłanki, które wskazaliśmy we wniosku. W tym grożącą wysoką karę i wysoki stopień uprawdopodobnienia popełnienia zarzucanych mu zbrodni jak również obawę matactwa i wpływania na przebieg postępowania. Sam podejrzany nie odniósł się w ogóle do przebiegu zdarzenia ani do jego stosunku po tym, co zrobił.

W SOP pracował od 23 lat

44-letni Piotr K. to pirotechnik Służby Ochrony Państwa. W formacji pracował od 23 lat. Miał stopień majora. Zaraz po tragedii przedstawiciele SOP podjęli działania mające na celu wydalenie funkcjonariusza ze służby. Decyzja zapadła kilka dni temu.

- Funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, który zaatakował swoją rodzinę w Ustce został wydalony ze służby - mówi pułkownik Bogusław Piórkowski, rzecznik prasowy Służby Ochrony Państwa. 

Według danych z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, pod które podlega SOP, Piotr K. miał ostatnie badania w październiku 2025 roku. Były to okresowe badania lekarskie i badania psychologiczne. Ich wynik był pozytywny i mężczyzna mógł czynnie pracować. Obecnie sprawdzane są w SOP wewnętrzne procedury dotyczące przeprowadzania i weryfikacji badań funkcjonariuszy. Wiadomo, że Piotr K. w czasie swojej służby nie brał udziału w czynnościach związanych z zabezpieczaniem najważniejszych osób w państwie. 

Cztery usiłowania i jedno zabójstwo. "Jedna z największych takich spraw"

Prokuratorzy, z którymi rozmawiamy przyznają, że tragedia z Ustki jest jedną z największych takich spraw w Polsce, która miała miejsce w ciągu ostatnich lat.

- Nie miałam do tej pory styczności z tak dużą sprawą. Jest to pięć zbrodni, z czego cztery to usiłowanie zabójstwa i jedno zabójstwo dokonane. Nie sądzę, aby było wiele takich spraw w kraju - dodaje Magdalena Gadoś, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

ZOBACZ TAKŻE: Nożownik z Ustki przyznał się do zabójstwa. Nie żyje 4-letnia córka, żona walczy o życie w szpitalu

Mieszkańcy poruszeni tragedią

Mieszkańcy Ustki jeszcze długo będą pamiętać tragiczne wydarzenia, które kilka tygodni temu rozegrały się w Ustce. 

- To był bardzo spokojny wieczór, aż potem nagle usłyszeliśmy przeraźliwe krzyki kobiet: „On ma nóż! Ratujcie! Tu są dzieci!”. Pobiegłem natychmiast i do końca życia nie zapomnę tego widoku! - opowiadał sąsiad z parteru. – Wszędzie krew i poranieni ludzie, a on nad tym małym dzieckiem z nożem… jak jakiś demon! Bo tak też wyglądał, właśnie jak demon. Złapałem co było pod ręką, jakiś duży wazon i walnąłem go z całej siły w głowę, ale to było za mało, tylko się otrząsnął, więc uciekłem, natychmiast dzwoniąc po policję. Bałem się o własne życie i żony. Zamknęliśmy się w mieszkaniu, czekając na służby, ale… nie wytrzymałem i ponownie pobiegłem na górę. Widziałem, jak mój sąsiad, a teść tego psychopaty, walnął go w głowę krzesłem. Po chwili wbiegła policja, a zaraz za nimi ratownicy. Oni też widzieli jak zadaje kolejny cios nożem temu małemu dziecku, swojemu dziecku!

Współpraca: Lucyna Puzdrowska

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama