Tragiczny finał w celi. Przebieg zdarzeń z 18 maja
Do zdarzenia doszło 18 maja 2025 roku w Zakładzie Karnym w Czarnem w powiecie Człuchowskim. Bartłomiej Miecznikowski odbywał tam karę za pobicie w ramach tzw. samosądu. Zabezpieczony monitoring więzienny pozwolił odtworzyć przebieg ostatnich godzin życia 32-latka.
Po godzinie 17:00 osadzony zgłosił złe samopoczucie. Na nagraniach widać, że poruszał się chwiejnym krokiem i mówił niewyraźnie. Strażnicy wyprowadzili go z trzyosobowej celi do pomieszczenia, w którym zwymiotował. Po kilkudziesięciu minutach, gdy jego stan uległ poprawie, wrócił do celi.
Sytuacja pogorszyła się ponownie przed godziną 21:00. Do celi wszedł strażnik, na nagraniach nie widać szczegółów, ale można wywnioskować, że wraz z dwoma współosadzonymi pochylił się nad leżącym więźniem. Wkrótce pojawili się kolejni funkcjonariusze. Po kilkunastu minutach strażnicy wyprowadzili z celi dwóch współosadzonych i przynieśli nosze.
Około godz. 21:30 interweniowała grupa specjalna, która wyniosła osadzonego, a o godz. 22:00 na teren zakładu karnego wjechała karetka pogotowia. Mimo podjętej reanimacji, o godz. 22:33 lekarz stwierdził zgon. Ciało po północy zostało zabezpieczone przez firmę pogrzebową.
Zgodnie z procedurą, o zdarzeniu powiadomiono policję oraz prokuraturę.
Rodzina oskarża strażników o pobicie
Bliscy 32-latka nie wierzyli w naturalne przyczyny zgonu. Ich zdaniem, strażnicy mieli dotkliwie pobić Bartłomieja Miecznikowskiego oraz znęcać się nad nim.
– Mój syn został zakatowany. Niech usłyszy o tym cała Polska, żeby nigdy więcej żadna matka nie musiała znosić tego bólu, który znoszę ja. Żeby już żaden inny więzień nie był tak poniżany i bity, jak mój syn – mówiła dziennikarzom matka zmarłego więźnia.
Opinia biegłych i przyczyna śmierci. Wykluczono udział osób trzecich
Po kilku miesiącach śledztwa Prokuratura Okręgowa w Słupsku zadecydowała o umorzeniu postępowania w sprawie śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego.
– Podstawą podjętej decyzji o umorzeniu śledztwa była uzyskana przez prokuratora – po przeprowadzonej sekcji – opinia biegłego z zakresu patomorfologii, z której wynika, iż przyczyną śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa, przy czym do jego śmierci doszło bez udziału osób trzecich. Biegły wykluczył także, że mężczyzna zmarł wskutek szeroko pojętego urazu, tj. śmiercią gwałtowną – informuje nas prokurator Paweł Wnuk z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
Czym jest SUDEP? Śledczy wskazują na padaczkę
Jak dodaje, z uzyskanej w sprawie opinii z zakresu badań histopatologicznych wynika, że najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci mężczyzny był SUDEP, czyli nagła niespodziewana śmierć osoby chorej na padaczkę.
– Z tej samej opinii wynika również, iż w czasie sekcji zwłok mężczyzny, jak i podczas badania histopatologicznego nie stwierdzono makroskopowych i mikroskopowych zmian urazowych bądź chorobowych – dodaje prokurator Paweł Wnuk.
Prokuratura potwierdza, że w dniu śmierci Bartłomiej Miecznikowski dwukrotnie przechodził ataki podobne do ataków padaczkowych, w związku z czym był diagnozowany przez lekarza zakładu karnego. Wieczorem przechodził trzeci atak, podczas którego również udzielana mu była pomoc lekarska. Następnie wobec więźnia zostały podjęte czynności reanimacyjne.
Brak dowodów na winę funkcjonariuszy Służby Więziennej
Prokuratura wykluczyła też, że do śmierci więźnia przyczynili się funkcjonariusze zakładu karnego. W tej sprawie zostali przesłuchani zarówno strażnicy więzienni, jak i współosadzeni odbywający kary pozbawienia wolności wraz z Bartłomiejem Miecznikowskim.
– Przeprowadzone śledztwo nie wykazało również, iż w związku ze śmiercią Bartłomieja Miecznikowskiego doszło do przekroczenia uprawnień lub do niedopełnienie obowiązków przez jakiegokolwiek funkcjonariusza zakładu karnego, zarówno w zakresie sprawowanego nad nim nadzoru więziennego, jak i w zakresie zapewnianej mu opieki medycznej – potwierdza prokurator Paweł Wnuk.
Wyrok o umorzeniu postępowania nie jest prawomocny.


























Napisz komentarz
Komentarze