Kontrola kaplicy grobowej w Dalwinie
W ostatnim czasie służby konserwatorskie rozpoczęły kontrole mniejszych obiektów zabytkowych, takich jak kapliczki czy kaplice nagrobne. Wyniki dotychczasowych działań nie są zbyt optymistyczne.
– W Dalwinie ochroną konserwatorską objęty kościół oraz teren wokół świątyni, w tym kaplica nagrobna dawnych właścicieli – Plehnów – mówi Marcin Tymiński, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Pomorskiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku. – Plehnowie byli właścicielami folwarku w Dalwinie od 1792 roku do około 1900 roku. Następnymi właścicielami – w latach 1900–12 – była rodzina du Bois.
CZYTAJ TEŻ: Gdański dworzec PKS trafi do rejestru zabytków? Jest ruch konserwatora
Kaplica grobowa właścicieli majątku w Dalwinie do rejestru zabytków wpisana została 18 lutego 2003 roku wraz z kościołem i terenem dawnego cmentarza. Marcin Tymiński przyznaje, że kaplica w Dalwinie nie jest jedynym obiektem w województwie pomorskim, który jest w złym stanie.

Konserwator zapowiada, że opiekun tego miejsca, administrator parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Turzu, zostanie zobowiązany do zabezpieczenia grobowca.
W kaplicy prawdopodobnie nie ma już szczątków dawnych właścicieli majątku. Ich ekshumacją i przeniesieniem szczątków na cmentarz miała się zająć przed laty jedna z fundacji. Nie zmienia to sytuacji samego obiektu, który, jako zabytek, powinien być zabezpieczony, by nie popadać w ruinę.
Iluzoryczna ochrona?
Pod wpisem na profilu urzędu konserwatora na Facebooku pojawiło się kilka krytycznych wpisów, sugerujących, że stan w jakim znajdują się zabytki, to wina służb konserwatorskich. Ale warto przypomnieć, że za stan zabytku zawsze odpowiedzialny jest właściciel.
ZOBACZ TAKŻE: 4,1 mln zł na ratunek zabytkom na Pomorzu. Radni Sejmiku zwiększyli budżet

Jeden z internautów zwrócił uwagę na podobny zabytek – kaplicę grobową rodziny Palleske – w Szpęgawsku, w powiecie starogardzkim, która również znajduje się w złym stanie.
„Ponieważ nie znajduje się w rejestrze zabytków, a jedynie gminnej ewidencji nikt nie jest zainteresowany ratowaniem obiektu” – czytamy w komentarzu. – „Jest to niestety kolejny przykład na to, jak bardzo w rzeczywistości iluzoryczna jest ochrona zabytków sprawowana przez organy do tego powołane”.

Internauta zwrócił uwagę, że w praktyce okazuje się, że właściciel nie jest zainteresowany losem obiektu.
„Właściciel zawsze może odwołać się od decyzji urzędu gdy się z nią nie zgadza. Takie postępowania długo się toczą. Decyzje są uchylane ze względu na błędy formalne, a sprawy trafiają do ponownego rozpatrzenia. Mijają lata, a obiekt radośnie sypie się dalej” – pisze internauta.
To bardzo smutne, ale niestety, dość często tak faktycznie jest.

Nie wszystkie zabytki są w rejestrze
Rzecznik konserwatora przyznaje, że nie wszystkie cenne obiekty znajdują się w rejestrach. Część informacji o zaniedbanych zabytkach trafia do urzędu właśnie dzięki komentarzom mieszkańców.
– Niestety, nie wszystkie obiekty zabytkowe znajdują się w rejestrach konserwatorskich – przyznaje rzecznik prasowy WPKZ w Gdańsku. – Kiedy publikujemy informacje o jakiejś kontroli, czy po prostu o jakimś konkretnym zabytku, bywa, że w komentarzach otrzymujemy informacje o takich obiektach, które dotąd umknęły rejestrowi. To dla nas cenne informacje.
Także publikacja pokontrolna z Dalwina przyniosła nowe informacje. Jeden z internautów wspomniał o zabytkowym obiekcie w Kopytkowie, również w powiecie starogardzkim.
„Biedni Plehnowie. A ściślej ich pałac w Kopytkowie. Ochrona wpisem do rejestru na niewiele się zdała” – napisał pan Wojciech.
Gmina deklaruje wsparcie
O sytuację kaplicy nagrobnej w Dalwinie zapytaliśmy wójta gminy Tczew Krzysztofa Augustyniaka. Przyznał on, że już rozmawiał z proboszczem parafii w Turzu.
– Jeżeli będzie taka potrzeba, to oczywiście, jako gmina pomożemy w zabezpieczeniu tej kaplicy – obiecuje wójt.

























Napisz komentarz
Komentarze