Człowiek z morza i marzeń. Sławomira Kitowskiego recepta na Gdynię i szczęśliwe życie

Sławomir Kitowski walczy o uratowanie klifu, tworzy, pisze książki, bada dzieje „stulatki” , zajmuje się dobroczynnością i bez skrupułów recenzuje każdą gdyńską władzę.
Człowiek z morza i marzeń. Sławomira Kitowskiego recepta na Gdynię i szczęśliwe życie
Sławomir Kitowski, społecznik związany z Orłowem od lat opowiada historię „miasta z morza i marzeń”

Autor: Dorota Abramowicz | Zawsze Pomorze

Żyć poza Gdynią? Możliwe, ale...

Pijemy kawę w Domku Żeromskiego w Orłowie, w pobliżu słynnego na całą Polskę klifu.

Pytam, czy mógłby mieszkać poza Gdynią. - Być może – odpowiada z uśmiechem Sławomir Kitowski. - Pod jednym warunkiem – musiałbym się gdzie indziej urodzić. 

A on przyszedł na świat w 1953 roku, w mieszkaniu przy Skwerze Kościuszki, nad apteką. Jest Gdynianinem w trzecim pokoleniu – dziadek Maksymilian Kitowski, budowniczy miasta od 1927 roku, został zamordowany w 1939 roku przez Niemców, ojciec pracował w Straży Pożarnej.

Sławomir Kitowski to człowiek wielu talentów i zainteresowań. Autor książek i albumów poświęconych Gdyni. W tym kultowego „Miasta z morza i marzeń”, publikacji o historii miasta, która stała się jednym z dowodów uzasadniających wpisanie śródmieścia do rejestru zabytków. Współpracownik Jerzego Gruzy, twórca plakatów i programów do największych światowych musicali i oper, wystawianych w Teatrze Muzycznym. Od lat organizator akcji dobroczynnych firmowanych przez gdyński Lions Club. Społecznik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Orłowa.

Między sztuką a ekonomią

Zdawał do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku (dzisiejszej ASP), zachęcany przez prof. Janinę Januszkiewicz, nauczycielkę plastyki. Była dumna z ucznia, który wygrał międzyszkolny konkurs na Plakat Kopernikowski. 

- Zdałem, ale się nie dostałem – rozkłada ręce. - Zabrakło 2 punktów. Pięć odebrano mi za tzw. pochodzenie, bo tata był wtedy prywatną inicjatywą na taksówce. Wybrałem więc Transport Morski na Uniwersytecie Gdańskim, kierunek odległy od sztuki, bo ekonomiczny. Po skończeniu studiów proponowano mi nawet pozostanie na uczelni i doktorat. Wybrałem inną drogę.

Jeszcze na studniach zaczął pracować w gdyńskim Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki jako plastyk. potem został tam również kierownikiem Galerii „Salon Młodych PWSSP”. W pracowni w KMPiK-u zaprojektował kilkaset plakatów do imprez i wystaw.

Jerzy Gruza, znany reżyser i scenarzysta, który otrzymał na początku lat 80. XX w. propozycję wyjazdu ze stolicy i przejęcia sterów Teatru Muzycznego w Gdyni, zwrócił uwagę na młodego pracownika tutejszego „empiku”.

- Anna Sapiego, inspicjentka teatru i późniejsza asystentka Gruzy, zaprosiła mnie na spotkanie z twórcami „Kolędy Nocki” – wspomina Sławomir Kitowski. - Był tam też Jerzy Gruza. Z uwagą słuchał, jak opowiadałem o krakowskim Starym Teatrze, na którego spektakle jeździłem w każde wakacje i w każdą przerwę semestralną. Zobaczył we mnie pasjonata teatru i … przyszłego swojego szefa reklamy i wydawnictw.

CZYTAJ TEŻ: Na jednego mieszkańca Polski średnio przypada 5 ptaków. Po każdym Sylwestrze trochę mniej

Broadway nad Bałtykiem i Jezus Supergwiazda

Było to osiem szalonych lat, w których Gruza otworzył gdyńską scenę na hity światowego musicalu. Do Gdyni z całego kraju przyjeżdżali widzowie, by obejrzeć takie przeboje jak „Skrzypek na dachu”, „Jesus Christ Superstar” czy „Les Miserables”.

- Amerykański krytyk Washington Post, prof. Glenn Loney, po wizycie w Gdyni w 1986 roku nazwał Teatr Muzyczny „Broadwayem nad Bałtykiem”. Zachwycił go rozmach inscenizacyjny, wielki, tańczący i śpiewający zespół, świetna orkiestra – pisał Kitowski w albumie ,,Musicale, operetki, wodewile…".

Wszystkie te spektakle promowały plakaty autorstwa młodego Gdynianina. Ten do „Skrzypka” zainspirowany został obrazami Marca Chagalla, ten do „Jesus Christ Superstar” – całunem turyńskim składającym się z 1954 kwadratów, przypominających lata, które upłynęły w 1987 r. od ukrzyżowania Chrystusa. 

- Premierę światowej rock-opery „Jesus Christ Superstar” zaplanowaliśmy na pięć dni przed 11 czerwca 1987r., czyli datą wizyty papieża Jana Pawła II w Gdyni – mówi Kitowski. - Zaprojektowałem 3-metrowe litery tworzące tytuł sztuki, które umieściliśmy na kominie teatru. Były one widoczne z ołtarza na Skwerze Kościuszki. Nie uzgadniałem tego z nikim, oczywiście oprócz dyrektora.

Już pierwsze słowo – Jesus – wzbudziło zainteresowanie władz. Do Służby Bezpieczeństwa napływały donosy, a ówczesny prezydent Gdyni Zbigniew Biernat pisemnie nakazał Gruzie zdjąć tytuł musicalu z komina i zastąpić go hasłem „Morze bogactwem narodu”. Dyrektor uprzejmie odmówił, więc jako następni interweniowali gdyński sekretarz partii Andrzej Kukiełko i Mieczysław Chabowski, sekretarz KW PZPR. Po tym ostatnim telefonie Kitowski zamknął na klucz właz na komin, klucz schował do kieszeni i wraz z Gruzą oddalił się „w nieznanym kierunku”.

Mieczysław Chabowski, który przyjechał osobiście interweniować w teatrze, nie miał szans na zmianę napisu. – Poznałem się z byłym już sekretarzem po latach i od niego dowiedziałem się, kto na nas doniósł – opowiada twórca plakatu. - Był to, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, proboszcz parafii NMP w Gdyni. Ponoć o interwencję prosiły go panie z rady parafialnej… 

Z kolei papież nie miał zastrzeżeń.

O teatralnych plakatach Kitowskiego można długo opowiadać. Jego pomysł na „Nędzników” (musical „Les Miserables”) znalazł się w antologii najlepszych afiszy firmujących ten spektakl. Zamiast zbliżenia twarzy Cosette, Gdynianin zaproponował wizję ludu szturmującego barykady. W 1989 r., kiedy w Polsce i wielu innych krajach powiał wiatr zmian, był to najbardziej adekwatny symbol. 

Łącznie Sławomir Kitowski zaprojektował ponad 150 plakatów dla teatrów polskich i zagranicznych. Tomasz Raczek, publikujący w „Polityce” krytyk teatralny pisał, że prowadzony przez niego dział reklamy i wydawnictw stał się najlepszym w teatralnej Polsce. 

(fot. archiwum prywatne)

Czas na miasto z morza i marzeń

O Gruzie Sławomir Kitowski mówi z wielkim szacunkiem. – W kraju po stanie wojennym dobijał wszystkich marazm i bieda, a my w teatrze byliśmy wyspą szczęśliwości, pełną pasji tworzenia. Przy Jerrym (tak nazywaliśmy między sobą dyrektora) każdy z nas wznosił się na wyżyny swoich możliwości, a on wniósł nasz teatr na szczyty i wpisał na światową mapę musicalową. 

Rezygnacja Jerzego Gruzy na początku ostatniej dekady XX wieku z kierowania Teatrem Muzycznym w Gdyni zmieniła wiele w życiu Sławomira Kitowskiego. I skierowała je na zupełnie nowe tory.

Władzę w Gdyni objęła charyzmatyczna Franciszka Cegielska. Niemniej barwną postacią był sekretarz gdyńskiego magistratu, kolekcjoner staroci Jerzy Zając. To on zaproponował, by Kitowski zaprojektował na 70-lecie miasta kalendarz z 12 starymi fotografiami Gdyni. Przeglądanie szuflad Muzeum Miasta Gdyni zaowocowało najpierw kalendarzem, a potem albumem. Jego tytuł stał się synonimem Gdyni, znanej od połowy lat 90. XX wieku jako miasto z morza i z marzeń. 

- Na 400 stronach i 1300 ilustracjach przedstawiłem chronologicznie i tematycznie historię Gdyni, jak w filmie dokumentalnym – podkreśla. - Była to pierwsza tak obszernie ilustrowana księga dziejów Gdyni – od jej narodzin do wybuchu II wojny światowej. Zawiera ona również eseje wybitnych profesorów, historyków idei, architektury i ekonomii oraz liczne, wyselekcjonowane cytaty z ówczesnej literatury i prasy. Książka jest właściwie dokumentem, zawiera w większości niepublikowane wcześniej fotografie, które opisałem.

Stanowiła ona materiał dowodowy we wpisie modernistycznego śródmieścia Gdyni do rejestru zabytków i przyznania statusu Pomnika Historii.

Założył wydawnictwo Alter Ego, wydaje kolejne pozycje poświęcone Gdyni, których jest autorem, współautorem lub wydawcą. Pisze artykuły poświęcone rodzinnemu miastu, zabiera głos w istotnych sprawach z nim związanych. Jako prezes Towarzystwa Przyjaciół Orłowa od lat walczy o ochronę krajobrazu kulturowego dzielnicy i alarmuje o potrzebie ochrony osuwającego się klifu – symbolu Gdyni. Nazywa to pracą społeczną na rzecz miasta.

Pytany, jakim miastem powinna być Gdynia, odpowiada krótko: - Wygodnym dla mieszkańców. Nie musimy schlebiać turystom. Osoby świadome i tak do nas przyjadą, by obejrzeć miasto-pomnik modernizmu. Albo odwiedzić najlepszy teatr muzyczny w Polsce, wychowujący własnych aktorów i będący jedną z największych scen muzycznych na świecie. Lub udać się do Orłowa na spacer pod klif.

Nie ma ambicji politycznych, ale nie unika recenzowania władzy – zarówno poprzedniej, jak i obecnej. 

- Gdynia zawsze potrzebowała nowoczesnego zarządzania przez liderów-wizjonerów, najlepiej z kompetencjami ekonomicznymi, więc interdyscyplinarnymi, wspomaganych przez architektów miasta do realizacji odważnej i rozważnej wizji rozwoju przestrzennego – mówi. - Lansowany przez lata mit, że Gdynia jest najlepszym miejscem do życia w Polsce, obecne realia weryfikują. W opinii mieszkańców, z którymi często rozmawiam, miasto powinno panować nad rozwojem przestrzennym, także na terenach skarbu państwa. Przykładem jest planowana dalsza „pudełkowa” zabudowa mola Rybackiego, przekreślająca bardziej kreatywne zagospodarowanie tej przestrzeni. Kiedyś na końcu tego mola planowano duży obiekt użyteczności publicznej, np. Muzeum Żeglarstwa. Dziś o tym nie słychać. Z kolei Orłowo, z którego nadmorskiej przestrzeni publicznej i unikatowego krajobrazu chętnie korzystają mieszkańcy i przyjezdni, jest zaniedbane, wręcz brudne, jakby nie miało gospodarza.

Triada platońska

Jeszcze na studiach, uczestnicząc w spotkaniach duszpasterstwa akademickiego w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, którego proboszczem był ksiądz Hilary Jastak, zainteresował się filozofią. Zaproponował opiekunowi grupy, ks. Andrzejowi Miszewskiemu, by ściągnął do Gdyni profesorów z KUL, z którymi można by było porozmawiać o Piśmie Świętym.

- Dosyć mocny w tym byłem – wspomina. - Wiedziałem, że filozofia, w tym chrześcijańska, opiera się na rdzeniu starożytnej filozofii, zaczynając od Platona, Sokratesa, Arystotelesa. I właśnie wtedy przyjąłem sobie drogowskaz życiowy oparty na triadzie platońskiej.

Według Platona ostatecznym celem ludzkiego rozwoju są trzy wartości: Dobro, Prawda i Piękno.

- Te trzy idee prowadzą mnie przez całe życie – mówi Kitowski. - Piękno to moja praca artystyczna, nie tylko plakaty, ale także albumy krajobrazowe, imprezy kulturalne, które organizuję. Prawda przekazywana jest w moich książkach historycznych o Gdyni i w aktywności społecznej na rzecz miasta. A Dobro? Przez ostatnie 25 lat zajmuję się działalnością dobroczynną. Jestem czwartą kadencję prezydentem Lions Club Gdynia, działającego na rzecz lokalnej społeczności. Wspieramy osoby w kryzysie bezdomności. Finansowaliśmy m.in. szkolenie psów asystujących i przewodników dla osób z niepełnosprawnościami, organizowaliśmy „Radosne Wakacje” na Kaszubach i „Żeglarskie Wakacje” w Gdyni dla dzieci i młodzieży z gdyńskich rodzin o niskim statusie materialnym. W tym roku organizujemy akcję, która obejmie aż 45 tys. osób – uczniów, rodziców i nauczycieli z Gdyni. Projekt „Profilaktyka cukrzycy i otyłości w szkołach – bezpieczna przyszłość naszych dzieci” kierowany jest do wszystkich gdyńskich przedszkoli i szkół.

Czy czuje się człowiekiem spełnionym? - W sensie artystycznym tak, chociaż mimo upływu 50 lat nie jest to zamknięty etap, pracuję nad nowymi projektami – odpowiada. - Szczęśliwie na swojej drodze, mimo wielu przeciwności, trafiłem na wspaniałych ludzi, dzięki którym mogłem rozwijać i realizować swoje kompetencje i pasje w różnych dyscyplinach. 

Czego więc mu jeszcze brakuje? – Życie pokazało, że budować można tylko w zgodzie i harmonii - tłumaczy Kitowski. - Ten stan może każdy osiągnąć, a wtedy wszystko w życiu osobistym i zawodowym raczej dobrze się ułoży. Triada „dobro-prawda-piękno” jest moim filozoficznym drogowskazem do osiągnięcia szczęścia, które uważam za najważniejsze w życiu. Odczuwam je, gdy pracuję twórczo i gdy pomagam innym. Ale ponieważ szczęście, to też zdrowie, więc dobrze jest temu szczęściu pomóc i dbać o zdrowie swoje i bliskich. To da nam więcej czasu na realizację marzeń, z których nigdy nie warto rezygnować.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze