Szukanie skarbów to w 90 procentach kopanie kapsli, a tylko w 10 dotykanie historii

Każdy sygnał, niepozorny dźwięk może oznaczać coś więcej niż kawałek rdzy. - To może nic nie oznaczać, ale może być też początkiem wspaniałej przygody – mówi Jarosław Kukliński z Fundacji LATEBRA, od lat zajmującej się poszukiwaniami reliktów historii.
Eksploratorzy z Fundacji LATEBRA z prof. Andrzejem Januszajtisem
Eksploratorzy z Fundacji LATEBRA z prof. Andrzejem Januszajtisem, znakomitym znawcą historii Gdańska

Autor: Fundacja Latebra

Operacja Hannibal na Wyspie Sobieszewskiej

Na Wyspie Sobieszewskiej w 1945 roku przeprowadzono Operację Hannibal, wielką ewakuację ludności cywilnej oraz wojska. Z tego m.in. powodu nazywana jest wyspą skarbów, potwierdzając ten przydomek kolejnymi znaleziskami. Ostatniego dokonano w połowie marca podczas rutynowych prac eksploratorskich. Maciej i Igor z Fundacji LATEBRA natrafili tam na ludzkie szczątki – niemieckiego żołnierza, poległego pod koniec wojny.

Takie zdarzenia nie są na Pomorzu czymś wyjątkowym – szczątki poległych w czasie wojny znajdowane są dosyć często (niedawno np. podczas prac remontowych torowiska w centrum Gdańska), zaskakujące było jednak to, co jeszcze znaleziono w prowizorycznym grobie. Antropolog sądowa, przeprowadzając wstępną analizę materiału kostnego, w szczęce zmarłego odkryła bowiem różaniec ze szklanych paciorków. – Dlaczego się tam znalazł, pewnie nigdy się nie dowiemy, może stanowił połączenie ludowych wierzeń i realiów wojny - spekulowali. Obok szczątków znaleziono też nieśmiertelnik, dzięki któremu możliwa będzie identyfikacja żołnierza.

Żołnierski niemiecki nieśmiertelnik, znaleziony nieoodal szczątków na Wyspie Sobieszewskiej (fot. Fundacja Latebra)

 Nikt o tym pochówku wcześniej nie wiedział – więc w tym sensie odkrycie było przypadkowe. Jednak eksploratorzy nie byli na Wyspie przypadkowo – Fundacja Na Rzecz Odzyskania Zaginionych Dzieł Sztuki LATEBRA od lat eksploruje nie tylko Pomorze, szukając historycznych artefaktów.

- Czy jesteśmy poszukiwaczami skarbów? Pewnie, każdy chciałby znaleźć złoty pociąg, ale jesteśmy detektorystami, nas interesuje odkrywanie tajemnic historii – mówi Jarosław Kukliński, jeden z założycieli fundacji.

Detektorystyka – szukanie artefaktów za pomocą wykrywacza metali - jest coraz popularniejszym zajęciem. Szacuje się – m.in. na podstawie liczby sprzedanych detektorów - że w Polsce przynajmniej od czasu do czasu na poszukiwanie skarbów z użyciem wykrywacza metali wybiera się ok. 150 tys. osób. Najprostsze wykrywacze metali kosztują parę set złotych , ale to raczej sprzęt dla początkującego hobbysty. Profesjonalny wykrywacz może kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

Sensacyjne znalezisko: Fragmenty Enigmy

Jarosław Kukliński zaczynał swoją przygodę z poszukiwaniami od wykrywacza metali i spacerów po plaży i trójmiejskich lasach. - Wtedy, na początku lat 90. to była zupełna amatorka, każdy dźwięk, wydawany przez sprzęt budził euforię – wspomina. – Trzeba było lat i coraz lepszego sprzętu, by nauczyć się rozróżniać dźwięki, wiedzieć, że to kapsel albo moneta, albo może jednak początek wielkiej przygody.

PRZECZYTAJ TEŻ: Enigma, słynna maszyna szyfrująca odnaleziona w Gdańsku. „To jest hit dekady!”

Tak było na przykład z jednym z najważniejszych odkryć, dokonanych przez członków LATEBRY, ponownie na Wyspie Sobieszewskiej. – To było miejsce nie tylko kapitulacji wojsk niemieckich, ale i wielkiej ewakuacji cywilów i wojska – przypominają detektoryści. - Do dziś na Wyspie są pamiątki z czasów II wojny światowej. To dlatego od wielu lat prowadzimy badania tam, zgodnie z pozwoleniami – Nadleśnictwa Gdańsk oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Odkrycia, które stało się dużą sensacją, dokonała Magda Masternak, początkująca detektorystka. 

Elementy maszyny szyfrującej Enigma, odnalezione na Wyspie Sobieszewskiej. Po potwierdzeniu autentyczności trafiły do Muzeum II Wojny Światowej (fot. Fundacja Latebra)

Enigma, niemiecka maszyna szyfrująca z czasów II wojny światowej, była jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic Trzeciej Rzeszy. Eksploratorzy na Wyspie Sobieszewskiej odnaleźli 8 rotorów Enigmy (bębnów szyfrujących), lampy elektronowe, akumulatory, części obudowy i drobne części klawiatury. Wydobyli także elementy telefonów polowych, laryngofony i fragmenty radiostacji. Niemcy, ewakuując się w popłochu, zniszczyli maszynę i wrzucili ją do dołu po ziemiance, by nie wpadła w ręce nadciągającej Armii Czerwonej.

Szczęście i cierpliwość

- Szczęście to oczywiście bardzo ważny aspekt poszukiwań – przyznaje Jarosław Kukliński. – Kto wie, ilu artefaktów nie odnaleźliśmy tylko dlatego, że zabrakło kilku centymetrów sprawdzonej ziemi? Ale chciałbym tu ochłodzić nieco entuzjazm poszukiwaczy - równie ważne albo ważniejsze jest wcześniejsze przygotowanie. Robimy kwerendy dokumentów, czytamy opracowania naukowe i prywatne zapiski, studiujemy mapy… I gdy np. dostajemy sygnał, że w jakimś miejscu można rozpocząć poszukiwania, jesteśmy przygotowani do pracy.

CZYTAJ TAKŻE: Niezwykłe odkrycie na dnie Bałtyku! Niedaleko Helu leży niemiecki wrak

Ale tu znowu trzeba liczyć na szczęście – bo taki sygnał albo powtarzane od lat informacje, częściej okazują się fałszywe niż prawdziwe.

– Niewiele się sprawdza. – Trzeba ćwiczyć cnotę cierpliwości, bo poszukiwanie skarbów to w 90 procentach kopanie kapsli, gwoździ i odłamków, a tylko w 10 dotykanie wielkiej historii.

Dlatego każdy eksplorator ma w swoim dorobku swoją „skrzynię złota”. Dla Jarosława Kuklińskiego to odkryty w 2006 roku w Juracie wrak niemieckiego niszczyciela czołgów Panzerjäger 38(t) Hetzer, porzuconego w 1945 roku. Pojazd przetrwał w piasku, a potem w wodzie, ponad 60 lat.

Wrak niemieckiego niszczyciela czołgów  Panzerjäger 38(t) Hetzer, porzucony w 1945 roku, odnaleziono w 2006 roku w Juracie 

- To też jeden z przykładów, gdzie sprawdziły się przekazywane nam informacje – przyznaje detektorysta. - Pewna osoba przypomniała sobie, że przed laty, kąpiąc się w morzu na wysokości Juraty, można było znaleźć w wodzie lub przez przypadek nadepnąć na elementy blachy. Jak się okazało, były to elementy Hetzera.

Przez kolejne lata członkowie stowarzyszenia mozolnie rekonstruowali pojazd. – Nie jestem historykiem z zawodu, ale pociąga mnie szperanie, wyszukiwanie informacji historycznych – przyznaje Kukliński. – Dziś wiem o nim chyba wszystko, co można wiedzieć.

Hetzer zafascynował go do tego stopnia, że zbudował nawet jego replikę. Dzisiaj Hetzera można oglądać w Wilczym Szańcu na wystawie poświęconej Powstaniu Warszawskiemu 1944r. Elementy Enigmy trafiły – po potwierdzeniu autentyczności – do Muzeum II Wojny Światowej.

Sojusz z konserwatorem

W Polsce, gdzie – mimo restrykcyjnych przepisów – żywy jest obraz poszukiwacza skarbów jako „dzikiego kopacza”, goniącego za skarbem, Fundacja LATEBRA próbuje to wyobrażenie obalić.

- Przy eksploracji zawsze współpracujemy z urzędami - podkreślają to w każdej wypowiedzi. – Mamy zgody właściciela terenu, jeśli trzeba – konserwatora zabytków. Czasem tu też trzeba wykazać się cierpliwością, w przypadku Hetzera załatwianie formalności trwało prawie rok.

Poszukiwania, zanim przeniosą się w teren, poprzedzone są miesiącami kwerendy w archiwach, uzyskiwaniem pozwoleń od nadleśnictw i wyznaczaniem obszaru poszukiwań przez konserwatora zabytków, potem – jeśli poszukiwania się powiodą – współpracą z naukowcami.

- Gdy znajdujemy coś wyjątkowego albo niebezpiecznego, prace natychmiast zostają wstrzymane i informujemy odpowiednie służby i urzędy – podkreślają. - Tak było w przypadku jednego z dokonanych przez członków fundacji odkryć z ostatniego roku – skarbu z epoki żelaza.

Podczas rutynowych poszukiwań w gdańskich lasach eksploratorzy LATEBRY natknęli się na zaskakujące przedmioty. Z ziemi wydobyto jedenaście artefaktów: sześć misternie zdobionych naszyjników, cztery nagolenniki i bransoletę. Ekspertyzy potwierdziły, że pochodzą one z VIII wieku p.n.e., czyli z samego początku epoki żelaza.

Skarb z epoki żelaza, odnaleziony na terenie NAdleśnictwa Gdańsk  (fot. P. Klimaszewski | M. Tymiński | WUOZ w Gdańsku)

Artefakty trafiły do naukowców z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku, a dokładnej lokalizacji znaleziska nie ujawniono - aby uniknąć wizyt w tym miejscu poszukiwaczy precjozów sprzed wieków.

Zagadka w Wilczym Szańcu

W dawnej głównej kwaterze Adolfa Hitlera w Gierłoży LATEBRA we współpracy z Nadleśnictwem Srokowo prowadzi eksploracje terenu, schronów i instalacji technicznych. Podczas prac w wilii Hermanna Goeringa, na głębokości 10-15 centymetrów pod dawną podłogą, szukając innych rzeczy, członkowie fundacji natrafili w ziemi na ludzką czaszkę. Powiadomili policję i prokuratora.

Do dzisiaj to znalezisko jest zagadką – prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, ale członkowie LATEBRY zwracali uwagę, że szczątki pozbawione były kości rąk i nóg, nie znaleziono też przy nich żadnych resztek wskazujących na ubiór. Będą kontynuowali prace poszukiwawcze – tym razem pod nadzorem archeologów z Państwowej Akademii Nauk w Krakowie.

ZOBACZ TEŻ: W kościele w Pączewie pochowano... wampira? Archeolodzy badają tajemnicze znalezisko

Dotykać historii

Naprawdę nie da się inaczej – przekonują w Latebrze. - Pierwsza rzecz, którą musi wiedzieć poszukiwacz skarbów, jeśli chce iść szukać legalnie, jest to, że musi uzyskać pozwolenia. Aby móc sobie pochodzić po polu czy lesie z wykrywaczem metali, trzeba mieć po pierwsze zgodę właściciela terenu, po drugie – zgodę konserwatora.

O ile to pierwsze na ogół nie jest problemem, o tyle z wnioskami do konserwatorów kieruje się niewielu. Problem w tym, że w Polsce nie ma precyzyjnej i jasno określonej definicji zabytku oraz zabytku archeologicznego. Więc za zabytek mogłaby być uznana łuska z II wojny światowej, zbroja z XV wieku i moneta z okresu PRL.

Dziś każda próba poszukiwań bez pozwolenia konserwatora jest uznawana za przestępstwo (zagrożone karą 2 lat pozbawienia wolności). Od 2027 roku ma jednak wejść w życie kontrowersyjna zmiana w ustawie o ochronie zabytków, która znosi obowiązek uzyskiwania pozwoleń wydawanych przez wojewódzkiego konserwatora zabytków na prowadzenie przy użyciu urządzeń elektronicznych lub technicznych poszukiwań ukrytych lub porzuconych zabytków. Chodzi o artefakty takie jak monety i ozdoby z metali szlachetnych czy broń z różnych epok historycznych, głównie z czasów II wojny światowej.

- Dla nas te przepisy to fundament – powtarzają. - Tylko działając jawnie, poszukiwacz może stać się prawdziwym odkrywcą, a nie grabieżcą. A kto poważny chciałby być grabieżcą, dotykając historii?

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze