Reklama

O muzyce nade wszystko. Awangarda z kosmosu – film o Sun Ra

Film, który chce Państwu polecić nie jest typową biografią muzyka, zaliczanego do awangardy lat 50. i 60. XX wieku. „Pojawiam się między wami jako mit. Bo czarni ludzie istnieją tylko jako mit” - mówił Sun Ra. I o tym micie jest ten film.

W w dniach 31 maja – 7 czerwca odbędzie się Krakowski Festiwal Filmowy, który po zakończeniu udostępni w formie VOD prezentowane filmy. W jego ramach przewidziany jest Doc Film Music, czyli międzynarodowy konkurs filmów dokumentalnych poświęconych muzyce. Namawiam Państwa, by zapisać w kalendarzu datę uruchomienia usługi VOD i obejrzeć film „Sun Ra i jego magiczne miasto”, międzynarodową produkcję w reżyserii Guillaume Maupina i Pabla Guarise. 

Jeszcze jako licealista, miałem okazję uczestniczyć w jazzowym święcie, jakim w latach 60. i 70. XX wieku były warszawskie festiwale Jazz Jamboree. Dzięki współpracy organizatorów z amerykańskim Departamentem Stanu co roku pojawiali się muzycy-legendy, dając szansę tysiącom jazzfanów z Polski i innych „demoludów” posłuchania i prawie dotknięcia wielkich gwiazd. Wówczas po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem amerykańskiego muzyka Sun Ra i jego Arkestrę. Kilkunastu muzyków, ubranych w kolorowe, wyszywane cekinami w trzech kolorach szaty, z fantazyjnymi nakryciami głowy, zachowując się na scenie nadzwyczaj swobodnie, dyskutując i dowcipkując, zagrało set muzyki nieporównywalnej z niczym, co proponowali inni Amerykanie. Stylistykę od biedy dałoby się określić jako połączenie awangardowych brzmień elektronicznych ze swobodą ulicznych występów muzyków w Nowym Orleanie i bopowymi improwizacjami. 

Dziś, gdy oglądam dokumentalny film „Sun Ra i jego magiczne miasto” wspomnienia splatają się z opowieścią, której znać nie mogłem wcześniej.

Gdy pierwszy raz ujrzałem i usłyszałem Arkestrę, przeżyłem, tak jak wielu innych słuchaczy, rodzaj szoku. Musiało pojawić się pytane, jak w kontekście „poważnych”, legendarnych muzyków z USA, jakich co roku coraz więcej pojawiało się na Jazz Jamboree, potraktować kilkunastu muzyków, przebranych w dziwaczne stroje.

Ówczesna moja odpowiedź, naiwna, ale odbijająca stan umysłu nastolatka z PRL, umieszczała owo niezwykłe zjawisko, jakim był warszawski koncert Sun Ra i jego zespołu, w kategoriach, jakbyśmy dziś to określili, marketingowych. „Przebierają się i wymyślają dziwaczne historie o Saturnie i przybyszach z kosmosu, dziwnie się zachowują – a wszystko to po to, by się wyróżnić, bo odmienność lepiej się sprzedaje”.

Dziś, dzięki udostępnieniu recenzentom konkursowych produkcji, oglądam film i słyszę, jakiej interpretacji „dziwactw” doczekały się czarnoskóre dziewczęta, na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, którym Sun Ra przedstawił się tak: „Jestem Sun Ra, ambasador intergalaktycznych przestrzeni kosmosu”. Wówczas kpiąco, może nawet prowokacyjnie pytały dziewczęta jedna przez drugą: „Jak mamy wierzyć, że mówisz prawdę? Może jesteś tylko starym hippiesem, który się wygłupia?”. I na to odpowiedź: „Chcecie na pewno wiedzieć, czy naprawdę nim jestem? Otóż nie jestem. Nie jestem prawdziwy, tak samo jak wy nie jesteście prawdziwe. Ja nie istnieję i wy nie istniejecie. Nie ma dla nas miejsca, dla takich jakimi jesteśmy, w społeczeństwie. Gdybyście naprawdę istnieli, musielibyście mieć równe prawa ze wszystkimi, a nie macie. Pojawiam się między wami jako mit. Bo czarni ludzie istnieją tylko jako mit”.

I o tym micie, na przestrzeni jednego miasta – Manchester (miejsce pochodzenia i młodych lat Sun Ra), w najbardziej rasistowskim stanie USA – Alabama, jest ten film.

Nie jest on typową biografią muzyka, zaliczanego do awangardy lat 50. i 60. XX wieku. Zachowuje jednak chronologię mniej więcej równoległą do życia Hermana Poole Blunta; pod takim imieniem i nazwiskiem Sun Ra urodził się i rozpoczął drogę, prowadzącą ku wielkości… i odmienności. Autorzy scenariusza celowo marginalizują specyficzny „ekscentryzm” Sun Ra. Natomiast z powściągliwością i maestrią obrazami i słowami przedstawiają tło mozaiki kulturowej amerykańskiego Południa, które było nie tylko kolebką jazzu nowoorleańskiego.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama