Znane są portrety trumienne polskiej szlachty, jednak dotychczas dotyczyły wyłącznie osób zmarłych. Jarosław Struczyński, kasztelan zamku w Gniewie, postanowił nadać tej tradycji nowy wymiar. W otwartej przed rokiem Stanicy Husarskiej w Opaleniu stworzył wyjątkowy Panteon Husarii, w którym pojawiają się portrety trumienne żyjących członków chorągwi husarskiej.
Docelowo kolekcja ma liczyć ponad 20 portretów. Obecnie gotowe są już wizerunki Jarosława Struczyńskiego, Wincentego Maciejewskiego oraz Patryka Pokorskiego.
Jarosław Struczyński od lat związany jest z zamkiem w Gniewie i rekonstrukcjami historycznymi. Kasztelan uchodzi za jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popularyzujących historię husarii i kultury szlacheckiej na Pomorzu.
Panteon Husarii w Opaleniu to kolejna inicjatywa, która ma łączyć historię, edukację i pasję do dawnej Polski.
CZYTAJ TEŻ: Kajakiem po Wiśle. Gniew, Kwidzyn i Grudziądz chcą ożywić turystykę na królowej polskich rzek
Jak powstała Stanica Husarska w Opaleniu?
Historia tego miejsca sięga 2006 roku. Właśnie wtedy podczas konnej wyprawy Jarosław Struczyński po raz pierwszy zobaczył wzgórze w Opaleniu, które – jak wspomina – od razu zrobiło na nim ogromne wrażenie.
- Przez ostatnich kilka lat cały czas czułem wewnętrznie, że fajnie byłoby znaleźć takie miejsce, w którym można by było te swoje pomysły na życie kontynuować, też te historyczne – mówi kasztelan. - Opatrzność Boża postawiła na mojej drodze mojego przyjaciela, wspaniałego żołnierza chorągwi husarskiej, Wincentego Maciejewskiego ze wsi Opalenie, która to wieś przez wiele lat inspirowała mnie do tej myśli, z którą podzieliłem się z Wincentym.
– Wincenty Maciejewski powiedział wtedy: „To jest twoja przyszła góra” – wspomina kasztelan.
Z czasem udało się kupić nieruchomość, a Struczyński postanowił przenieść się tam z rodziną. Początkowo miało to być przede wszystkim miejsce do życia, jednak pandemia i nowe pomysły sprawiły, że projekt zaczął ewoluować.

„To idealne miejsce na fortalicję”
Kasztelan przyznaje, że właśnie podczas pandemii narodziła się idea stworzenia miejsca poświęconego husarii i żywej historii.
– Pomyślałem wtedy: „Panie Boże, to jest idealne miejsce na fortalicję” – opowiada Jarosław Struczyński.
Dzięki wsparciu programu Wstęga Kociewia oraz własnym środkom rozpoczęto budowę Stanicy Husarskiej. Jej centralnym punktem stał się niewielki dworek pełniący funkcję świetlicy i przestrzeni historycznej. Dworek, co prawda, składa się tylko ze wspomniane świetlicy, ale ma ona ogromne znaczenie, dlatego że tam powstaje pierwsza, jedyna na świecie kolekcja portretów trumiennych, żywych osób „nieboszczyckich”. I pierwsze postaci już tam są.

Pierwszy na świecie panteon „żyjących nieboszczyków”
Najbardziej niezwykłym elementem stanicy jest właśnie Panteon Husarii. To pierwsza na świecie kolekcja portretów trumiennych przedstawiających osoby żyjące.
Inspiracja pojawiła się podczas rozmowy z Patrykiem Pokorskim, rekonstruktorem historycznym związanym z chorągwią husarską.
– Kiedy usłyszałem pytanie: „Portrety trumienne?”, pomyślałem: „To genialny pomysł” – wspomina kasztelan.
Obecnie w panteonie znajdują się trzy portrety, jednak plan zakłada stworzenie całej galerii poświęconej członkom chorągwi husarskiej i przyjaciołom gospodarza stanicy.

Portrety mają także praktyczne zastosowanie
Choć pomysł może wydawać się nietypowy, Jarosław Struczyński podkreśla, że wpisuje się on w staropolską tradycję.
– Jeśli kiedyś odejdziemy z tego świata, rodzina będzie mogła wykorzystać taki portret podczas ceremonii pogrzebowej – tłumaczy.
Dla kasztelana najważniejsze pozostaje jednak coś innego: budowanie miejsca spotkań ludzi kochających historię i kulturę dawnej Rzeczypospolitej.
W Opaleniu powstaje centrum żywej historii
Stanica Husarska wciąż się rozwija. Powstaje arena turniejowa, historyczne pomniki oraz przestrzeń do organizacji lekcji żywej historii.
W projekt zaangażowani są także członkowie chorągwi husarskiej, m.in. Krystian Mróz – zięć Wincentego Maciejewskiego.
– Chcemy stworzyć miejsce, które pozwoli ludziom choć na chwilę przenieść się w czasie – podkreśla Struczyński.
Jak dodaje, ogromnym atutem jest również położenie stanicy. Od strony wschodniej nie widać nowoczesnej zabudowy, dzięki czemu krajobraz przypomina dawne czasy Rzeczypospolitej szlacheckiej.

Portrety trumienne wykonuje Marcin Lipiński ze StudioA. Czy to trudne zadanie – zapytaliśmy autora tych niecodziennych dzieł.
Czy wykonywałeś już portrety nagrobne?
Nie, to było moje pierwsze zetknięcie z tą niezwykle specyficzną i unikalną w dzisiejszych czasach formą artystyczną. Do tej pory moja praca portretowa opierała się na współczesnych kanonach, gdzie kluczowe jest nowoczesne operowanie światłocieniem. Wejście w świat portretu trumiennego wymagało ode mnie zupełnie innej filozofii patrzenia na modela i porzucenia wielu dotychczasowych, fotograficznych przyzwyczajeń.
Jak wygląda praca przy takim portrecie?
To proces, który przebiega etapowo. Zaczęliśmy od solidnego researchu historycznego. Musiałem zrozumieć, na czym polegał sarmacki realizm. Zauważyłem, że w przeciwieństwie do dzisiejszych fotografii, dawne malowidła trumienne były bardzo dosłowne, surowe i stosunkowo płaskie. Wynikało to z faktu, że zmarły miał „uczestniczyć” w pogrzebie, spoglądając na żałobników przenikliwym wzrokiem.
W studiu musiałem więc celowo zrezygnować z nowoczesnych zasad oświetlania twarzy na rzecz bardziej bezpośredniego, twardszego światła, które imitowało ten specyficzny dawny styl. Kolejnym, równie ważnym etapem, była długa postprodukcja cyfrowa w Photoshopie. Musiałem przekształcić nowoczesną fotografię tak, by do złudzenia przypominała farbę olejną kładzioną na blachę. Ostatnim krokiem było odpowiednie skomponowanie całości: naniesienie warstwy z epitafium i heraldyką oraz wykadrowanie grafiki w charakterystyczny, trumienny sześciokąt, tak aby wypełniała idealnie całą przestrzeń pliku.
Ile czasu wymaga wykonanie portretu nagrobnego?
Złożoność tego zadania sprawia, że to praca wykraczająca poza standardowe ramy czasowe. Od rozmów koncepcyjnych z Panem Jarosławem i analizy dzieł historycznych, przez odpowiednie przygotowanie światła w studiu, aż po obróbkę cyfrową i tworzenie malarskiej faktury - proces ten zajął mi kilkadziesiąt godzin intensywnej pracy rozłożonej na kilka dni.
Czy oferta na portrety trumienne nieboszczyków żyjących była dla Ciebie zaskoczeniem?
Gdyby z taką propozycją przyszedł do mnie ktoś inny, z pewnością byłbym mocno zdziwiony. Jednak w przypadku Jarosława Struczyńskiego - człowieka tak mocno zakorzenionego w rekonstrukcji historycznej - wszystko od razu nabrało sensu. Pan Jarosław żyje historią, więc chęć stworzenia tak unikalnego, sarmackiego artefaktu z własnym wizerunkiem, wydała mi się fascynującym i w pełni zrozumiałym wyzwaniem.
Słowo od fotografa:
Praca nad portretem trumiennym uświadomiła mi, jak bardzo na przestrzeni wieków zmieniło się nasze podejście do utrwalania wizerunku. Dzisiaj przed obiektywem chcemy być idealni. Dawne portrety trumienne nie kłamały - pokazywały człowieka z surowym autentyzmem, ze wszystkimi śladami, jakie odcisnęło na nim życie i wojny. To wspaniałe uczucie móc jako współczesny twórca cofnąć się w czasie i spojrzeć przez obiektyw okiem dawnego, sarmackiego rzemieślnika.


















![Otworzył drzwi i kopnął kierującą. Bulwersujące nagranie ze Straszyna [FILM] Kopnął kierującą i walił pięścią w szybę. Bulwersujące nagranie ze Straszyna](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-kopnal-kierujaca-i-walil-piescia-w-szybe-bulwersujace-nagranie-ze-straszyna-1779716441.png)





Napisz komentarz
Komentarze