W sobotę biało-zieloni grali w Niecieczy z Termaliką, a stawką spotkania był ligowy byt. Trener biało-zielonych John Carver nie ukrywał, że atmosfera po ostatnim meczu była trudna, jednak podkreślał, że zespół nadal ma wszystko w swoich rękach. Szkoleniowiec Lechii przyznał, że rozumie frustrację kibiców po przegranej w Gdańsku.
- Kibice płacą przecież za bilety i mają prawo mówić, co chcą. Mnie najbardziej złości to, w jaki sposób przegraliśmy ostatni mecz - mówił Carver, zaznaczając, że drużyna musi odciąć się od przeszłości i skupić wyłącznie na spotkaniu w Niecieczy.
W Lechii przed sobotnim meczem dało się wyczuć wiarę, że mimo ogromnej presji uda się wygrać i zakończyć sezon pozytywnym akcentem. Lechia zdecydowała się na to, aby w podróż na mecz z Termaliką udać się samolotem. Chodziło o to, by uniknąć wielogodzinnej jazdy autokarem i jak najlepiej przygotować się do decydującego starcia.
- Nie będzie żadnych wymówek. Wszystko rozstrzygnie się w ostatnim meczu - podkreślał na konferencji trener biało-zielonych.
Carver zaznaczał też, że po dokładnej analizie meczu z Legią więcej optymizmu przyniosła druga połowa tamtego spotkania. Jego zdaniem zespół już wielokrotnie pokazywał, że potrafi radzić sobie pod presją i właśnie na to liczył również w sobotnie popołudnie w Niecieczy.
Oglądanie meczu Lechii w Niecieczy w pierwszej połowie było katorgą dla oczu i nadziei kibiców na to, że drużyna zagra szybko, z determinacją i jakimś pomysłem. Niestety, niczego z tych cech drużyny, która miała walczyć o utrzymanie kibice nie widzieli. Przeciwnie, Lechia człapała po boisku, jej zawodnicy patrzyli się na siebie w poszukiwaniu jakiegoś impulsu lub zagrania otwierającego drogę do bramki. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło a drużyną, która dwa razy - po szkolnych błędach defensywy – znalazła drogę do bramki rywala był Bruk Bet Termalica, czyli zespół już dawno zdegradowany do Betclic 1 Ligi.
Z trybun małego stadionu w Niecieczy było słychać jak kibice Lechii skandują „Co wy robicie, wy naszą Lechię hańbicie” czy Lechia grać, k….mać”
W przerwie już tylko niepoprawni optymiści wierzyli, że sytuacja Lechii może się zmienić. Biało-zieloni lepiej zaczęli drugą połowę, a bramka Tomasa Bobceka w 50 minucie spotkania wlała trochę nadziei w serca kibiców Lechii. Kilka minut później kolejny błąd obrony spowodował, że gdańska drużyna straciła trzeciego gola. Bobcek mógł zdobyć drugiego kontaktowego gola, ale nie wykorzystał rzutu karnego strzelając w poprzeczkę. To był symboliczny koniec sezonu Lechii w ligowej elicie. W doliczonym czasie Bobcek zdobyl drugiego gola, ktory dał mu tytuł Króla Strzelców (20 bramek).
Po przegranej w Niecieczy spadek Lechii stał się faktem. I pomyśleć, że w styczniu ta drużyna potrafiła pokonać mistrza Polski – Lecha i to na jego terenie 3:1, a w lutym mówiło się o tym, że Lechia nie jest bez szans na grę w europejskich pucharach. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej brutalna.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Lechia Gdańsk 3:2 (2:0)
Bramki: Artem Putiwcew (21), Rafał Kurzawa (29), Kamil Zapolnik (57) – Tomas Bobcek (50, 90+4).

























Napisz komentarz
Komentarze