Reklama Activa - Kamienice Pruszczańskie

Marcin Horała: Kacper Płażyński od lat gra na siebie. Jest ostatnim, który może pouczać o lojalności i grze zespołowej

Wszyscy wiedzą, że Kacper Płażyński od wielu lat na Pomorzu gra tylko na siebie. Mnie dlatego tak ten jego wpis zirytował, bo to jest ostatnia osoba, która powinna pouczać o lojalności i pracy zespołowej - mówi poseł Maricn Horała.
Rozłam w PiS. Marcin Horała ostro o Kacprze Płażyńskim. "Od lat gra na siebie"
Kacper Płażyński od wielu lat na Pomorzu gra tylko na siebie - mówi Marcin Horała, członek stowarzyszenia "Rozwój Plus"

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

W tych partyjnych gierkach z udziałem partii Jarosława Kaczyńskiego i frakcji Mateusza Morawieckiego można się pogubić. To jest pan nadal w Prawie i Sprawiedliwości, czy nie? 

W zeszły piątek władze PiS pod wpływem dążącej do rozłamu grupy intrygantów podjęły decyzję o usunięciu nas z partii. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu postanowiono przy tym zafundować wyborcom wielotygodniowy, gorszący spektakl wewnętrznych, partyjnych gierek i przepychanek. Więc jestem jeszcze formalnie w PiS, ale nie chcę się bawić w jakieś dziwne procedury. chce pracować. Dlatego dziś założyliśmy klub parlamentarny Rozwój Plus.

Ale rozłam w PiS stał się faktem, a pan jest jednym z "rozłamowców" - jak mówią o was koledzy z PiS. Dlaczego pan zaryzykował?

Obserwowaliśmy od miesięcy, że sprawy w Prawie i Sprawiedliwości idą źle. Że przyjęta rok temu doktryna dociskania "do prawej ściany" i odbierania głosów Grzegorzowi Braunowi metodą upodabniania przekazu do tego, który głosi Konfederacja Brauna, przynosi fatalne efekty. Takie, że notowania PiS spadają, a Grzegorz Braun ma rekordowe poparcie. Prawdziwa lojalność wobec szefa wymaga, żeby mu uczciwie powiedzieć: szefie idzie źle. Oczywiście jest takie ryzyko, że przyjdzie pięciu lizusów i szepnie do ucha prezesa, że wszystko idzie znakomicie, tylko tych defetystów trzeba usunąć. I tak trochę było w naszym przypadku.

CZYTAJ TEŻ: Kacper Płażyński grozi Marcinowi Horale sądem. Konflikt w PiS zaczyna się wymykać spod kontroli?

Ten rozłam niesie ze sobą wojnę na wyciąganie brudów. Do gry wszedł Jacek Kurski, który odpalił bombę, mówiąc publicznie, że Mateusz Morawiecki był taką V kolumną w szeregach Donalda Tuska.

No cóż, jeżeli Mateusz Morawiecki działał na rzecz Tuska, a nawet - jak powiedział Jacek Kurski - na rzecz planu niemieckiego zniszczenia Polski, to rzucił gigantyczne oskarżenie pod adresem osoby, która Mateusza Morawieckiego zrobiła premierem i przez 6 lat pozwalała mu na rządzenie Polską. Idąc tropem Kurskiego, to dopiero musi być szkodnik. Ale PiS stało się partią, w której nie ma miejsca dla Mateusza Morawieckiego, a bryluje Jacek Kurski, któremu nikt wyrzuceniem z partii za te słowa nie grozi. 

Partyjny rozlew krwi między wami jednak nie ustaje.

Przez ostatnie dni jako środowisko Rozwoju Plus byliśmy w pułapce. Naszym byłym, partyjnym adwersarzom zależało na rozłamie i wywołaniu tej wewnętrznej awantury. Atakowali nas kłamstwami, manipulacjami, a my mieliśmy dwa wyjścia. Albo na to nie odpowiadać i wtedy w przestrzeni publicznej zostaną tylko te kłamliwe ataki, które się będą utrwalały, albo odpowiadać. A wtedy tworzy się wrażenie, że się kłócą, wylewają publicznie brudy itd. Nie mówmy o tym, kto zaczął, choć to oni zaczęli. Ale przyjęliśmy zasadę, że nie nadstawiamy trzeciego i czwartego policzka. Odpowiadamy na co drugi atak. I sami staramy się nie zaczynać, choć nie zawsze się to udaje. 

Ale pan sam kilka dni wcześniej odpalił bombę, mówiąc w Kanale Zero, że to Kacper Płażyński stoi za raportem dla PiS o Karolu Nawrockim. Dostał pan od niego pismo przedprocesowe i żądanie zapłaty 50 tysięcy na fundację żony posła. Pan odpowiada, że nie przeprosi i... co dalej?

Dyskusja między mną, a Kacprem Płażyńskim zaczęła się od tego, że pan poseł zaatakował publicznie Mateusza Morawieckiego, pouczając go, czym jest lojalność wobec partii, gra zespołowa itd. Każdy kto choć trochę interesuje się pomorską polityką, wie, że lojalność i gra w zespole to słowa, które Kacprowi Płażyńskiemu są od lat obce. I na to moje stwierdzenie, on odparł insynuacją, że go skrzywdziłem podejrzeniami, iż celowo nie był na wiecu Karola Nawrockiego, gdy tymczasem on był przy chorej żonie w szpitalu. Pierwsze słyszę. Życzę zdrowia. Nie wiedziałem o kłopotach zdrowotnych jego żony. Ale jak sam Płażyński mówi, one miały miejsce w styczniu, a rzeczony wiec Karola Nawrockiego odbył się w maju. Rozjechał się więc w faktografii. Co do samego raportu, to już się nie wypowiadam, bo kolega Płażyński chce mnie pozwać do sądu. I proszę bardzo, niech sąd rozstrzyga. Prawnicy doradzili mi, żeby uważać na słowa, które druga strona może wykorzystać. 

Pani też nadużyła, bo nie użyłem słów, że Kacper Płażyński jest autorem, tylko powiedziałem inaczej. Generalnie rzecz biorąc, wszyscy wiedzą, że Kacper Płażyński od wielu lat na Pomorzu gra tylko na siebie, łącznie z tym, że w kampanii samorządowej mieliśmy na listach PiS dwie listy. Bo była jeszcze jakaś dziwna drużyna Płażyńskiego, co do której można było odnieść wrażenie, że nie jest z Prawa i Sprawiedliwości. Mnie dlatego tak ten jego wpis zirytował, bo to jest ostatnia osoba, która powinna pouczać o lojalności i pracy zespołowej. 

Pan mówi o lojalności, a tymczasem prezes Jarosław Kaczyński wyłuskał już z frakcji Mateusza Morawieckiego dwie osoby: europosła Daniela Obajtka i posła Grzegorza Lorka. Czy wasza reszta będzie twarda jak skała?

Osoby, które skłaniają się ku takiemu zachowaniu, nie chwalą się tym publicznie. Może ktoś się trafi. Ale też nie wykluczałbym ruchu w drugą stronę, czyli przyjścia do nas. Wielu kolegów mówi, że zastanawiało się nad tym, czy przystąpić. I teraz kiedy widzą Jacka Kurskiego w akcji, czy słyszą jak różni politycy PiS odkrywają po latach, że Mateusz Morawiecki był rzekomo przeciwny 500 plus, to ich to oburza i nie chcą być częścią tak prowadzonej polityki. 

PiS się dzieli, a prezydent milczy. Co to znaczy, pana zdaniem?

Pan prezydent jest osobą bezpartyjną i nie angażuje się w spory wewnątrzpartyjne. Nie taka jest jego rola.

Ale nie jest tajemnicą, że karierę zawdzięcza Prawu i Sprawiedliwości oraz prezesowi Kaczyńskiemu. To dla was dobrze, że milczy?

Zdecydowanie lepiej, że milczy. Nie warto tutaj rozmieniać autorytetu prezydenta na drobne.

Mówi się już o klubie, który stworzycie w Sejmie, a także o tym, że jest pan faworytem frakcji Morawieckiego do stanowiska wicemarszałka. 

Idea klubu jest pożyteczna w takiej codziennej pracy posła. Będąc nadal członkiem klubu PiS nie dostałem z klubu przed ostatnim posiedzeniem Sejmu ani harmonogramu posiedzenia, ani informacji o projektach. Biuro prasowe klubu PiS nie posyła mnie do mediów itd. To techniczna strona pracy posła, bez której trudno się obejść. 

Będziemy więc tworzyć swój klub. A co do wicemarszałka... na razie jest jeden wakat w Prezydium Sejmu. Prawo i Sprawiedliwość zgłosiło Marcina Ociepę. To bardzo dobry wybór.

ZOBACZ TAKŻE: Sondaż: Partia Mateusza Morawieckiego może osłabić PiS. Układ sił w Sejmie może się zmienić

I sprytny, wyprzedzający ruch prezesa. Bo Marcin Ociepa jeszcze kilka dni temu nie wiedział, po której jest stronie.

Największy klub powinien mieć swego reprezentanta w prezydium. Można się tylko uśmiechnąć, że oto desygnowano na to stanowisko szefa politycznego Stowarzyszenia OdNowa RP. My za przynależność do stowarzyszenia Rozwój Plus zostaliśmy usunięci, a w tym przypadku prezesowi to nie przeszkadza. Oczywiście kiedy powstanie trzeci co do wielkości klub w Sejmie, to też powinien mieć swojego wicemarszałka. Taki jest parlamentarny obyczaj. Ale czy taka będzie wola większości rządowej, żeby zmienić regulamin Sejmu i zwiększyć liczbę wicemarszałków? Na razie to pieśń przyszłości. 

Na jaki elektorat liczy frakcja Mateusza Morawieckiego? Na razie według pierwszych sondaży, które wam dają około 6 procent, wygląda na to, że "urwaliście" trochę wyborców Prawu i Sprawiedliwości, któremu spadły notowania o te kilka procent.

Powiedziałbym, że nasze notowania to między 7 a 8 procent. Bo należy jeszcze doliczyć niezdecydowanych. W jednym z sondaży były pokazane przepływy. I w tych 7 i pół procentach było 4 i pół procent wyborców PiS, 2 procent niezdecydowanych i półtora procent z Konfederacji. Myślę, że w tej zupełnie nowej sytuacji zaproponujemy nową jakość i nową propozycję. Wyjdziemy z pewnych schematów myślenia. 

To znaczy?

Chcemy zaproponować sprawne zarządzanie państwem i poważne zajęcie się palącymi problemami. Wydaje mi się, że wielu Polaków ma poczucie jednak takiej jałowości sporu politycznego. Polityka to już nie jest dobro wspólne, tylko jak to mawiają niektórzy, szołbiznes dla brzydkich ludzi. Trzeba kręcić rolkę, a brak kompetencji przykryć ostrymi sformułowaniami. I ta oferta może być męcząca.

To wszystko jasne, ale lider stowarzyszenia Rozwój Plus ma nie tylko prokuratorskie zarzuty, ale też sporą część wyborców pamiętających jego rządy jako złe.

Myślę, że spora część elektoratu uważa, że to były dobre rządy. Nie będziemy uciekać od tego, co robił premier Morawiecki i my kiedy pełniliśmy funkcje rządowe. Jesteśmy na taką merytoryczną dyskusję gotowi i będziemy bronić swoich racji. Oczywiście w wyborach nie decydujemy o książce historycznej roku, ani o tym kto miał kilka lat temu rację, tylko o tym. co się będzie działo z krajem w przyszłości. I to będzie najważniejsze. 

Czy koalicja frakcji Mateusza Morawieckiego z Polskim Stronnictwem Ludowym wchodzi w grę?

Odpowiedź krótka brzmi: nie. To jest nieszczęście układu podtrzymującego ten rząd, który uważamy za zły. PSL miało szansę wyjść z tej koalicji w tej kadencji. Nie skorzystało z tego i opowiedziało się po tamtej stronie. Ale też patrzymy na to pragmatycznie. Jeżeli mamy 7-8 procent poparcia w sondażach, a PSL około 3 procent, to po co nam sobie brać na plecy takiego niepopularnego wspólnika? Jestem przekonany, że hipotetyczna lista Rozwój Plus i PSL miałaby mniejsze poparcie, niż nasza samodzielna lista. Będziemy wyborców przekonywać do siebie, bez ciągnięcia jakichkolwiek przyczepek. 

W Polsce jest duży antypisowski elektorat. I tu pojawia się pytanie, czy już po takim wyraźnym zerwaniu z PiS, kiedy będziemy czymś innym, niż Prawo i Sprawiedliwość, może ktoś z tych wyborców do nas przyjdzie? Stawiam tezę, że może być całkiem sporo takich wyborców. A stawiam tę tezę dlatego, iż obserwuję, że Donald Tusk próbuje robić PiS bez marki PiS. Buduje CPK i nazywa go Portem Polska, wypłaca 800 plus, stawia mur na wschodniej granicy. Jednak my w tym będziemy bardziej wiarygodni. 

Czy można być czymś innym od PiS, skoro tą partią nasiąkało się przez 20 lat?

Można. To zupełnie nowa rzeczywistość, nowa formuła i nowy program. My ten PiS chcieliśmy zmieniać, ale ta partia poszła w drugą stronę. Nie wyrzekamy się swoich korzeni. Ja byłem w Prawie i Sprawiedliwości 22 lata i zostałbym dłużej, ale mi nie pozwolono. Ale teraz otwieramy nowy rozdział. Zaczynamy rozmowy z nowymi środowiskami i osobami oraz prezentujemy kolejne elementy naszego autorskiego programu. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo
Reklama Activa - Kamienice Pruszczańskie
Reklama Radio Gdańsk Wakacyjne Bingo - konkurs