Reklama Activa - Kamienice Pruszczańskie

Gogol Bordello, bum bum! Wielkie cygańskie wesele w B90

Wspaniała to była rozpierducha. Gogol Bordello na żywo to istny ogień. Międzynarodowa formacja rodem z Nowego Jorku przyjechała do gdańskiego B90 i od pierwszego do ostatniego utworu po prostu szalała, a publiczność razem z nią. Tak powinno grać się koncerty, zwłaszcza w poniedziałki.
Gogol Bordello, bum bum! Wielkie cygańskie wesele w B90
Gogol Bordello na żywo to istny ogień.

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Kosmopolityczna ferajna Hütza

Gogol Bordello narodziło się w Nowym Jorku, ale wcale to nie oznacza, że jest to zespół amerykański. Przez blisko trzydzieści lat przez skład przewinęła się masa narodowości i tak też pozostaje do dziś. Ale nie może to dziwić, skoro liderem jest charyzmatyczny Eugene Hütz - Ukrainiec romskiego pochodzenia.

Stąd też w muzyce zespołu jest tak wiele ludowego folku, a także naleciałości z innych kultur - ich koncerty przypominają cygańsko-bałkańsko-słowiańskie weselicho. Na szczęście, w odróżnieniu do poprzedniej trasy po Europie, tym razem frontman nie szarżował z politykowaniem. Oczywiście pojawiły się utwory poświęcone Ukrainie, ale było też „Solidarity” zadedykowane Gdańskowi i ludziom, którzy obalili komunę.

„Ignition”, czyli od razu ogień

Co prawda można trochę kręcić nosem, że zespół już nie sięga w swoich setlistach po „Harem in Tuscany”, ale i tak mini-trasa po Polsce - poza Gdańskiem Gogol Bordello pojawił się również w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu - jest jak erupcja wulkanu, która nie ma zamiaru ucichnąć. Jednak skoro koncert zaczyna się utworem o znamiennym tytule „Ignition”, to po prostu nie mogło być inaczej.

Przeboje atakowały publiczność z każdej strony. „Immigrant Punk”, „Wonderlust King”, „Fire on Ice Floe”, „Start Wearing Purple”, „Alcohol” czy nieśmiertelne „Pala Tute”. A wraz z przebojami ramię w ramię szła energia Eugene’a Hütza i jego kamratów. Aż niemożliwe, że na tak niewielkiej scenie zmieściło się tyle osób, a do tego praktycznie każda z nich była dosłownie wszędzie.

Naturalność i nieposkromiony żywioł

Bardzo dobrze też wypadła Kay Bontempo, która gościnnie pojawiła się w kilku momentach koncertu. Wokalistka nowojorskiej kapeli Puzzled Panthers nie znalazła się w Gdańsku przypadkiem. Jej zespół jest pod skrzydłami wytwórni Hütza, czyli Casa Gogol Records. Bontempo dała sporo świeżości temu koncertowi.

Ale to wcale nie tak, że jej brakowało. Absolutnie. Po tylu latach Gogol Bordello to istny ogień na scenie. Aż chce się przypomnieć słowa Franka Dolasa: „Bordello, bum bum”. Połączenie folku i punka nie jest niczym odkrywczym, ale niewielu zespołom udaje się to, co kosmopolitycznej ferajnie Hütza, czy kilku celtic-punkowym kapelom. Tu działa przede wszystkim naturalność i nieposkromiony żywioł, który po prostu porywa do zabawy.

O to właśnie chodzi w koncertach

Takie koncerty tak naprawdę przypominają nam, o co chodzi w muzyce granej na żywo. Bo, oczywiście, wielką przyjemnością jest oglądanie stadionowych spektakli, gdzie każdy ruch, gest czy dźwięk musi pojawić się w odpowiednim momencie. Tyle że z drugiej strony, kiedy patrzy się na taki zespół jak Gogol Bordello, który ma kilka mankamentów, ale po prostu cały żyje muzyką i chce tą szaloną radością zarażać wszystkich wokół… To chyba to jest właśnie sedno tego wszystkiego.

Absolutnie fantastyczny poniedziałkowy wieczór. Gogol Bordello naładowali nam wszystkim baterie na kolejny tydzień. Ale też ten zespół przypomina o czymś, co w dzisiejszych czasach nie jest takie oczywiste - wbrew pozorom wszyscy na tym świecie jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż nam się wydaje.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Tyczka na molo Sopot 2026
Reklama Activa - Kamienice Pruszczańskie
Reklama Radio Gdańsk Wakacyjne Bingo - konkurs