Reklama Sopot Jazz Festival

Ruszają próby do opery na podstawie książki „Weiser Dawidek” Pawła Huellego

Weiser urodził się tego samego dnia co Paweł Huelle, 10 września. Próby reżyserskie zaczynam właśnie 10 września, niby to czysty przypadek... – mówi Romuald Wicza-Pokojski, reżyser opery „Weiser”. Premiera w Operze Bałtyckiej w październiku.
Romuald Wicza-Pokojski, reżyser opery „Weiser”
Operę „Weiser” reżyseruje Romuald Wicza-Pokojski. Premiera w październiku w Operze Bałtyckej

Autor: K. Mystkowski | KFP

Jeszcze nie rozpoczęły się próby, a już pewne warszawskie biuro turystyczne wystosowało ofertę weekendowego wyjazdu do Gdańska śladami „Weisera Dawidka” Pawła Huellego, zwieńczonego – a jakże! – przedstawieniem „Weiser” w Operze Bałtyckiej.

Wcale się nie dziwię! To kultowa powieść, właśnie ukazało się nowe wydanie. Paweł Huelle pisał ją mając dwadzieścia parę lat, rzecz dzieje się w Polsce, jaką część z nas jeszcze pamięta, w Polsce końcówki lat 50., w czasie, gdy oprócz nadziei nie było niczego innego. Tej sytuacji towarzyszyło pytanie: Co dalej? oraz uczucie bezpowrotnie utraconej młodości.

O tym opowiada pana „Weiser”?

Libretto mogłem powierzyć tylko dwójce gdańskich poetów: Ani Czekanowicz i Władysławowi Zawistowskiemu, oboje dobrze znali autora, poza tym należą do tego samego pokolenia. Ze współpracy z Władysławem Zawistowskim musiałem zrezygnować na starcie, bo jest moim bezpośrednim szefem. A Ania to kobieca wrażliwość, pomogła nam zwrócić uwagę na inne aspekty tej opowieści. Ta opera jest dla nas swego rodzaju misją, wymagającym zadaniem. Ale to też powinność.

„Weiser”
Plakat autorstwa Dominiki Wróblewskiej

Powinność?

Jeśli żyjemy w regionie, który tyle wniósł do świata polskiej, ale i europejskiej kultury, to moją, dyrektora gdańskiej opery, powinnością właśnie jest zaoferować przestrzeń, by ta pomorska sztuka wybrzmiała dla szerszego grona odbiorów, by promować ją tak, jak na to zasługuje. Mamy na Pomorzu wybitnych literatów, do nich zalicza się właśnie Paweł Huelle. Wiem, że Pawła interesowała opera, żal, że nie dane mu było napisać libretta, do któregoś ze swoich dzieł. Myślę, że „Weiser” będzie kolejnym krokiem w kwestii przypominania jego wybitnej twórczości. Wcale się nie dziwię, że „Weisera Dawidka” okrzyknięto kiedyś głosem pokolenia. To ważna opowieść o Gdańsku, ludziach, którzy tu się urodzili po wojnie, tych, którzy tworzyli to miasto. Urzekła mnie też biblijność tej historii. Bo każda postać tutaj ma swój pierwowzór w Biblii. Poczynając od samego Weisera — zwykłego chłopaka, a cudotwórcy, Mesjasza, Chrystusa. Elka przypomina Marię Magdalenę, trójka chłopaków, jego najbliższych kolegów to trzej apostołowie, nawet imiona na to wskazują. Wreszcie tutejszy krawiec, Ojciec-Bóg. Jest i najbardziej tajemnicza postać Żółtoskrzydłego, którego będzie kreował Łukasz Konieczny. W latach 50. wiele było w Gdańsku takich połamanych psychicznie, okaleczonych przez wojnę ludzi. On wieszczy, tym samym przypomina Jana Chrzciciela. Jest symbolem postaci, które nie tworzą nowej rzeczywistości, próbują jedynie wyzwolić się z bolesnej przeszłości. Ale „Weiser Dawidek” to też historia pełna liryzmu i humoru, którego nie zabraknie w naszej realizacji.

Jakie będzie zatem przesłanie tego dzieła?

To opowieść o pamięci, dojrzewaniu i tajemnicy, osadzona w pejzażu Gdańska lat 50. Przede wszystkim to rzecz o utracie, dzieciństwa, bliskich osób, pewnego etapu naszego życia, który minął. Ale to też historia o utracie, która jest tu tylko pewnym etapem, przejściem na drugą stronę, gdzie byt zamienia się w obecność, w pamięć. W budowaniu tego mitu potrzebne są jednak relacje. Bez nich wszak nie ma utraty.
 

Ile tej książki zobaczymy na scenie?

Musieliśmy dokonać sporych skrótów, w przeciwnym razie widz otrzymałby przedstawienie, które trwałoby z 20 godzin. Skupiamy się na dzieciństwie bohaterów, których wszak grać będą dojrzali już artyści. Dzięki temu uzyskamy, niezbędny w tej opowieści, dystans, a unikniemy swego rodzaju infantylności w opowiadaniu tej historii.

I tak, wspomniana trójka chłopaków z podwórka będą to postaci rodem z początków punk rocka. To akurat wspomnienie mojego dzieciństwa.

Poza tym będziemy bardzo wierni czasom ukazanym w książce. Długo zastanawiałem się, jak pokazać zniknięcie Weisera w tunelu… Wymowa tej sceny jest tak mocna, że omawiając ją ze scenografką, zasugerowałem, że najchętniej widziałbym tu dekoracje bez dekoracji. Ostatecznie otrzymałem projekt betonowej ściany po wybuchu z lecącymi w przestrzeń kamieniami. Zachwycił mnie ten pomysł! Od razu zobaczyłem w tym pęknięte miasto, miasto, które chce się odbudować. Na tle tej mocnej, powściągliwej w emocjach scenografii będziemy mówić o ludziach poprzez ludzi.

Romuald Wicza-Pokojski, reżyser opery „Weiser”
Dla mnie tajemnica Weisera to jest dokładnie ta sama tajemnica – mówi reżyser (fot. K. Mystkowski | KFP)

Czy to też książka pana pokolenia?

To książka pokolenia, które rodziło się w Gdańsku po wojnie, a zatem moich blisko o dwie dekady starszych kolegów. Ale dla mnie tajemnica Weisera to jest dokładnie ta sama tajemnica. Uważnie wsłuchuję się w to, co ona do mnie mówi. Mieszkam w Gdańsku już długie lata. Niezmiennie spotykam miejsca i ludzi, którzy – niejako w imieniu Gdańska – mówią do mnie: „Taki jestem. Taki jest Gdańsk”. Weiser to Gdańsk. Przed oczami mam jeszcze ruiny na Wyspie Spichrzów z lat 90. Przewodnicy opowiadali, że to na pamiątkę wojny. Jak sobie uświadomię to morze ruin w Gdańsku lat 50., to tym bardziej jestem zachwycony i poruszony symboliką tej pękniętej ściany na scenie.

Co odnajdzie w tym operowym dziele młode pokolenie?

Myślę, że to, co dla nich może być poruszające to idea utraty dzieciństwa. Ale też młodość jako magia, moment, gdy chwytamy to, co wydaje się niemożliwe do zdobycia. Także dorosłość, która bywa opresyjna. Bezwzględny nauczyciel M-ski zbiera motyle. Zamiast podziwiać ich ulotne piękno, nakłuwa je szpilką... To ewidentna opozycja między dzieciństwem a dorosłością, która często bywa próbą przyszpilenia w gablocie. Myślę, że Paweł też chciał się rozliczyć z dzieciństwem. Należał do pokolenia, którego przejście z młodości do dorosłości było ostro pokiereszowane. 

Autorką muzyki jest Ewa Fabiańska-Jelińska.

Początkowo muzykę miał skomponować Stefan Wesołowski, ale nasze drogi rozeszły się. To będzie pełny, operowy debiut Ewy. Ma już za sobą mnóstwo sukcesów, wygranych konkursów, nawet profesurę, a jednak jest w niej pewne szaleństwo, niezbędne w tworzeniu tej historii. Rozmawiamy o współczesnej operze, gdzie kompozytor jednak nie szuka swoich i naszych granic wytrzymałości, tylko przeciwnie, zaprasza do świata muzyki. A zatem zaprosiliśmy do współpracy, do roli Elki – Annę Bochnak-Fryc oraz Joannę Gostkowską, Kaszubki, dziewczyny, które śpiewają białym głosem. Ze sceny popłyną też kaszubskie motywy. Ważne, by oddać tajemniczą, mistyczną wręcz, atmosferę książki Pawła Huellego, ale też, jak ta książka... dać ludziom nadzieję. 
 

Duchowo przygotowuje się pan do tego zadania?

Najważniejsze teraz, to znaleźć w sobie tamtą atmosferę. Muszę wyznać, że od kilku tygodni żyję już w 1957 roku. Jednak nastrój to jedno, a zrozumienie powodu, dlaczego autor wybrał 1957 rok to drugie. Weiser urodził się tego samego dnia co Paweł Huelle, 10 września, choć kilka lat wcześniej. Próby reżyserskie zaczynam właśnie 10 września, niby to czysty przypadek... 

Nie ma przypadków.

Te przygotowania do prób przypomniały mi moją, przed laty, wizytę u wybitnego aktora, Ignacego Gogolewskiego, który szykował się do roli Zygmunta Augusta. By dojść do stołu w głównym pokoju trzeba było pokonać długi labirynt książek… Z kolei Wojciech Siemion radził mi, początkującemu reżyserowi, by na początku pracy zadawać pytania, wyborów dokonać później. Najważniejsze stawiane tu pytanie zaczyna się od słowa: Dlaczego? Dlaczego Weiser to Weiser? Dlaczego Weiser to Weiser Dawidek? Nawet sam rok, 1957 prowokuje do zadawania pytań. I tych pytań jest tu więcej niż odpowiedzi. Weiser objawia się podczas Bożego Ciała tamtego roku. Upał totalny, morze wyrzuca na brzeg śnięte ryby. To też czas odwilży po roku 1956. Przychodzi nowa nadzieja. Ludzie znów zaczynają marzyć. A zatem śnięte ryby i motyle. To jest klimat tej powieści, niektórzy jeszcze go pamiętają z własnych doświadczeń. Człowiek żyje tak jak i żyje miasto. Tyle żyją w nas historie, ile je pamiętamy. Chciałbym, by Paweł Huelle był w tej naszej opowieści bardzo obecny.
 

Wspomniał pan Ignacego Gogolewskiego. Jako początkująca dziennikarka, w latach 90., robiłam z Mistrzem wywiad w Warszawie. Umówiliśmy się w jego teatralnej garderobie, do której wpuszczono mnie jakimś bocznym wejściem. Czekał na mnie na schodach, a widząc jak wyłaniam się z ciemnego korytarza z wielkim bukietem białych róż, na ich widok zawołał: "To jest dopiero teatr!". Nie wiem, dlaczego mi się to akurat przypomniało...

Ładna metafora! Chciałbym, by to nasze przedstawienie było jak tamten bukiet białych róż w ciemności czasów, o których opowiadamy. Przy tak wysublimowanej mistyce mniej znaczy więcej. Wolałbym, by do głosu dochodziła tu poetyka autora niż sucha refleksja nad światem, w którym jesteśmy tylko na chwilę. Swoją obecnością zmieniamy innych, po czym znikamy, na ile skutecznie, to już mogą wiedzieć tylko ci, którzy tu po nas zostają.

Paweł Huelle lubił operę?

Nie wiem, czego słuchał, ale książka „Śpiewaj ogrody” każe mniemać, że świat opery nie był mu obcy. Miał słuch muzyczny, wrażliwość na muzykę. W tym naszym spektaklu słychać będzie przede wszystkim trzepot skrzydeł Anioła Historii. Jest słyszalny w Gdańsku, na Pomorzu. Z niego – genius loci. 

Powstaną rysunkowe relacje z prób!

Dokumentację, swego rodzaju reportaże rysunkowe, tworzyć będzie Dominika Wróblewska. Rodzi się osobna opowieść. Zamówiliśmy też u niej plakat. Prosta kreska, a wszystko tu jest, ludzie i motyle, cała topografia miasta.


Spotkanie z realizatorami opery „Weiser” 

Spotkanie z realizatorami opery „Weiser” odbędzie się podczas Gdańskich Targów Książki (ECS, sala 4, III piętro). Wezmą w nim udział librecistka, kompozytorka i reżyser, a poprowadzi je Katarzyna Żelazek.  Goście spotkania opowiedzą o tym jak powstaje spektakl operowy na podstawie powieści – jak oddać fabułę i poetycki język Weisera Dawidka w muzyce i libretcie, i jak operowymi środkami zobrazować Gdańsk lat 50. XX wieku.

 11 września, godz. 17, Gdańskie Targi Książki  w Europejskim Centrum Solidarności - sala 4 (3 piętro)

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa