Czwartkowa sesja zaczęła się od pieniędzy. Radni podnieśli stawki podatku od nieruchomości na 2027. Za metr kwadratowy mieszkania Gdańszczanie zapłacą 1,29 zł, czyli 4 grosze więcej niż dotąd, firmy – 36,49 zł, o 96 groszy więcej. Miasto zyska na tym ok. 9 mln zł.
Przewodnicząca rady Agnieszka Owczarczak tłumaczyła w Radiu Gdańsk, że stawki rosną niemal co roku, a pieniądze są potrzebne na oświatę, pomoc społeczną i komunikację. Przeciw byli radni PiS. Przemysław Majewski przekonywał, że przy budżecie przekraczającym 6 mld zł miasto mogłoby oszczędzić mieszkańców i przedsiębiorców, których i tak dociskają rosnące ceny energii.
Rada uchyliła też uchwałę o gdańskim bonie żłobkowym. Miasto wprowadziło go w 2019 dla rodziców, których dzieci chodzą do niepublicznych żłobków – wynosił do 500 zł miesięcznie. Uzasadniano, że tę potrzebę zaspokaja już rządowe wsparcie: z programu „Aktywny rodzic” ZUS dopłaca do pobytu dziecka w żłobku do 1500 zł miesięcznie.
Radni zgodzili się też, by miasto zaciągnęło w Banku Gospodarstwa Krajowego pożyczkę w wysokości do 4,75 mln zł na sfinansowanie deficytu związanego z inwestycjami. Pieniądze mają być wykorzystane w latach 2026–29, a spłata potrwa do 2046. Zmieniono też uchwałę w sprawie wcześniejszej pożyczki z tego banku.
Bez większych emocji przeszła natomiast polityka zdrowotna „Gdańsk wybiera zdrowie” na lata 2027–30. Miasto przeznaczy na nią prawie 166 mln zł, z czego ponad 104 mln na profilaktykę i przeciwdziałanie uzależnieniom, blisko 35 mln na zdrowie psychiczne i ok. 27 mln na promocję zdrowia.
Poseł w ratuszu
W trakcie sesji przed radnymi wystąpił poseł PiS Kacper Płażyński. Zaatakował prezydent Aleksandrę Dulkiewicz, którą nazwał „ambasadorką Republiki Deweloperów”. Jako przykład podał XIX-wieczną zajezdnię tramwajową na Dolnym Mieście, gdzie – jak twierdził – zamiast planowanych w 2020 czterech kondygnacji i 7 tys. m kw. mają powstać sześć pięter i 17 tys. m kw. Zapowiedział, że jeśli prezydent tego nie wyjaśni, zajmą się tym „inne organy”.
Mówił też o Ukrainie. Inicjatywę radnych Koalicji Obywatelskiej nazwał słuszną, choć podyktowaną „pewnym politycznym oportunizmem”.
– Takie uchwały są potrzebne. W szczególności tutaj w Gdańsku, gdzie tak wiele rodzin ma wśród swoich przodków ludzi porąbanych siekierami, nabitych na widły przez ukraińskich szowinistów. Ale jednego nie mogę zrozumieć. Jak to jest, że dzisiaj, kiedy wiemy, że banderyzm staje się naczelną ideologią na Ukrainie, kiedy władze ukraińskie mimo całej pomocy, której udzieliliśmy, plują na nas, gardzą Polską i Polakami, na maszcie przy urzędzie miasta cały czas powiewa ukraińska flaga? To nie znaczy, że sprzyjamy Rosji. Chcemy po prostu się szanować – mówił Płażyński, wzywając prezydent do „przejścia do czynów”.
„Zdrajców się eliminuje”
Oświadczenie przygotowali radni KO. Lwowska Rada Obwodowa 20 października ogłosiła rok 2027 Rokiem UPA, Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza. Gdańska rada wzywa ją do wycofania się z tej decyzji i przypomina, że zbrodnie UPA na Polakach w latach 1943–45 były ludobójstwem. Stanowisko trafi do władz obwodu i miasta Lwowa, ambasady Ukrainy i MSZ. Radni PiS chcieli pójść dalej i zawiesić współpracę z ukraińskimi samorządami, jak zrobiły to Kraków i Przemyśl, ale ich projekt nie trafił do porządku obrad.
Najostrzej mówił Andrzej Skiba (PiS). Zastanawiał się, czym kierują się lwowscy radni, i wskazał trzy możliwości: głupotę, agenturę Kremla albo premedytację.
– Jeżeli mamy do czynienia ze zdrajcami po stronie części polityków ukraińskich, to ze zdrajcami się nie rozmawia. Zdrajców się eliminuje, bo taka jest kolej rzeczy – mówił Skiba. Ukraińską flagę porównał do czerwono-czarnej, banderowskiej: czerwień miałaby przypominać o zamordowanych Polakach, czerń – o „spalonej ziemi w relacjach polsko-ukraińskich”. – Dosyć myślenia o tym, co pomyśli Ukraina. Te flagi trzeba zdjąć. Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy – zakończył.
Odpowiedział mu Wojciech Błaszkowski z KO, który przypomniał, że uchwałę podjęła nie rada Lwowa, tylko rada obwodu, odpowiednik naszego sejmiku.
– Była to uchwała bardzo zła, szkodliwa i bolesna i powinniśmy na nią zdecydowanie reagować, ale nie oznacza to, że mamy stymulować konflikt między narodami i rozciągać go na cały naród ukraiński. Niewątpliwie przesadził dzisiaj poseł, który złożył nam wizytę, choć nic konstruktywnego się po nim nie spodziewaliśmy. Błędem byłoby zdejmowanie flagi z urzędu miejskiego – mówił.
Radni PiS przekonywali, że oświadczenie jest za miękkie. Aleksander Jankowski przypomniał, że memorandum o współpracy z Lwowem prezydent Dulkiewicz podpisała w 2023 z merem Andrijem Sadowym, którego nazwał „banderowskim poplecznikiem”, a słowne protesty bez czynów – „jałowymi apelami”. Przemysław Majewski odczytał kalendarium antypolskich decyzji ukraińskich władz z ostatnich dziesięciu lat, przekonując, że Rok UPA nie jest jednorazowym wybrykiem. Kazimierz Koralewski uznał tekst KO za „ciamciaramcię” i zaapelował, by działać konkretnie, „a nie tylko rysować kredką po chodniku”.
Skiba zapytał jeszcze, co musi się stać, by flaga została zdjęta, i zarzucił, że przy urzędzie miejskim zajęła miejsce flagi Gdańska. Przewodnicząca Owczarczak odparła, że o flagach przy Nowym Ratuszu decyduje urząd, czyli prezydent, a radny KO Maksymilian Kieturakis zapewnił, że flaga Gdańska powiewa nad gmachem magistratu w najbardziej reprezentacyjnym miejscu.
Ostatecznie oświadczenie przyjęto 32 głosami, bez głosów przeciwnych i wstrzymujących się.



Napisz komentarz
Komentarze