Julia pojechała na obowiązkowy obóz studencki. Wróciła sparaliżowana od pasa w dół

Julia, studentka AWFiS w Gdańsku, podczas obowiązkowego obozu narciarskiego stała się ofiarą wypadku, który zmienił całe jej życie. Po tym, jak doszło do całkowitego uszkodzenia rdzenia kręgowego, zmaga się z wiotkim porażeniem kończyn dolnych oraz brakiem czucia od piersi w dół. Julia w sieci zbiera pieniądze na niezbędną rehabilitację. Tylko dlaczego studentka nie otrzymała przez 10 miesięcy adekwatnego odszkodowania?
Julia pojechała na obowiązkowy obóz studencki. Wróciła sparaliżowana od pasa w dół

Autor: zrzutka.pl

Tragedia na stoku

Życie podzielone na pół. Ta pierwsza, szczęśliwa połowa to czas do 8 marca tego roku, gdy pracowita, ambitna 20-latka po przyjeździe z rodzinnego Morąga podjęła studia na gdańskiej uczelni. Ta druga, po wyjeździe do miejscowości Tonale we Włoszech na organizowany przez AWFiS obóz narciarski, okupiona została cierpieniem, bezradnością i niepewnością jutra.

- Nigdy wcześniej nie jeździłam na nartach – mówi cicho Julia. – Na obóz jednak musiałam jechać – jest obowiązkowy, jeśli bym nie uczestniczyła w nim, nie zaliczyłabym roku na uczelni.

W niedzielę, 8 marca, Julia ruszyła na stok wraz z grupą początkującą. Instruktor, jeden z wykładowców uczelni, nie rozpoczął szkolenia na płaskim terenie, ale zaprowadził studentów na wzniesienie ze spadem po obu stronach. Początkowo trenowali z jedną nartą. Po założeniu drugiej Julia nagle ześlizgnęła się z krańca stoku, spadając na kamienie. Straciła przytomność. Po jej odzyskaniu nie czuła już ciała od pasa w dół.

Diagnoza jak wyrok

Trafiła najpierw do włoskiego szpitala, a następnie transportem lotniczym do Gdańska. Na oddziale rehabilitacji neurologicznej szpitala na gdańskiej Zaspie w rozpoznaniu czytamy: wiotkie porażenie kończyn dolnych, stan po złamaniu odcinka piersiowego Th4-Th5 z bardzo poważnym uszkodzeniem rdzenia kręgowego i po operacji odbarczenia i stabilizacji piersiowej Th2-Th8/artrodezie (czyli trwałym usztywnieniu tego odcinka - red.) 

W sierpniu br. Powiatowy Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Ostródzie orzekł u Julii niepełnosprawność znacznego stopnia, skutkującą m.in. niezdolnością do pracy.

Julia ma tylko mnie

Sytuacja młodej dziewczyny jest patowa. Mieszka w Gdańsku. Mama Julii sama leczy się onkologicznie, więc nie może pomagać córce. 

- Julia ma tylko mnie. Od pół roku jest wyłącznie pod moją opieką – mówi Piotr, narzeczony Julii. - Od czasu wypadku uczelnia nie interesuje się swoją studentką.

Piotr wszystkie swoje oszczędności wkłada w jej leczenie i rehabilitację. A są to ogromne pieniądze, bo ze względu na długie oczekiwanie na zabiegi na NFZ, korzystają z usług prywatnych. A to kosztuje nawet kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie Dlatego zdecydowali się założyć zrzutkę na leczenie Julki:

 https://zrzutka.pl/julia-krol-rehabilitacja-po-upadku-ze-stoku-narciarskiego. 

Z zaplanowanych 100 tys. zł udało się im zebrać dopiero niecałe 25 tys. zł.

A co z odszkodowaniem? Z ewentualną rentą? 

- Złożyłam papiery tylko do swojego ubezpieczyciela – mówi Julia. – Dostałam za uraz 5 tys. zł i ok. 6 tys. za pobyt w szpitalu. I kartę apteczną na wykup leków za 200 zł. To wszystko.

Stanowisko uczelni

Rzecznik prasowy Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, Mikołaj Polak, podkreśla, że wypadek, do którego doszło w marcu 2026 r. podczas zajęć narciarskich na obozie we Włoszech, był dla całej społeczności uczelni bardzo bolesnym wydarzeniem. 

- Myślami jesteśmy z naszą studentką i jej bliskimi – czytamy w obszernym wyjaśnieniu AWFiS. - Nie możemy zgodzić się ze stwierdzeniem, że uczelnia nie interesuje się losem studentki. Od chwili wypadku uczelnia była w stałym kontakcie z mamą studentki, która sprawowała nad nią opiekę. Rektor AWFiS oraz wskazane przez niego osoby starali się udzielić rodzinie wszelkiej możliwej pomocy.

Obóz narciarski, jak pisze rzecznik, jest stałym elementem programu studiów, a studenci mogą wybrać miejsce jego realizacji. 

- Po wypadku rektor powołał zespół, który przeprowadził szczegółowe postępowanie wyjaśniające – twierdzi przedstawiciel uczelni. - Zabezpieczono dokumentację, zebrano relacje świadków i przeanalizowano przebieg zajęć oraz akcji ratunkowej. Pracownicy uczelni w pełni współpracowali również z włoskimi służbami. Zwracamy przy tym uwagę, że z zebranego przez nas materiału dowodowego nie wynikało w żaden sposób, że uczelnia lub jej pracownicy ponoszą winę za zaistniałe zdarzenie losowe.

Co z ubezpieczeniem?

Czy uczelnia, organizując obóz w górach, nie ubezpieczyła od następstw nieszczęśliwych wypadków uczestników wyjazdu?

- Rektor skierował pismo do ubezpieczyciela Signal Iduna, w którym uczestnicy obozu byli ubezpieczeni od następstw nieszczęśliwych wypadków – czytamy w wyjaśnieniu AWFiS. – Według naszej wiedzy ubezpieczyciel odniósł się do sprawy pozytywnie. Uczelnia z własnej inicjatywy zgłosiła też zdarzenie swojemu ubezpieczycielowi, aby ewentualne roszczenia studentki mogły zostać sprawnie rozpatrzone.

Zdaniem uczelni ani Julia, ani jej rodzina nie zwracały się z prośbą o dalszą pomoc do rektora ani do osób, które wcześniej utrzymywały kontakt z rodziną. Szanując prywatność studentki i jej bliskich, uczelnia nie podejmuje działań bez ich wiedzy i woli. Nie może też dochodzić roszczeń w imieniu 20-latki, o czym miano poinformować matkę Julii.

zrzutka.pl

Jednak, jak ma wynikać z ustaleń pośrednika ubezpieczeniowego pracującego na rzecz AWFiS, prawdopodobnie 14 kwietnia tego roku ubezpieczyciel AWFiS - PZU odmówił wypłaty odszkodowania, informując studentkę jednocześnie o tym, że wróci do sprawy, jeżeli zostaną przedstawione niezbędne dokumenty.

- Powyższa decyzja nie została doręczona AWFiS - twierdzi Mikołaj Polak. - Podkreślamy przy tym, że uczelnia nie może zbierać dowodów swojej winy na korzyść studentki, granice wsparcia w tej sprawie wyznacza oczywisty konflikt interesów.

I na koniec – przedstawiciele AWFiS twierdzą, że Piotr przed napisaniem maila do redakcji nie kontaktował się z uczelnią. 

Pisma bez odpowiedzi

Dlaczego Julia nie wie o wcześniejszych staraniach uczelni? Czy to możliwe, by pisma trafiające do Morąga ze względu na hospitalizację jej mamy nie dotarły do dziewczyny?

- Niemożliwe – twierdzi narzeczony. - Wszystkie pisma są w Morągu odbierane. Ostatnio prosiłem w AWFiS, by podano, kiedy Julia uczestniczyła ostatni raz w zajęciach, i odpowiedź nadesłano do Morąga. Zresztą pisałem na uczelnię wiele razy, często nie otrzymując w ogóle odpowiedzi. Mam na to dowody. Ponadto o tym wszystkim, co znajduje się w piśmie do redakcji, ani Julia, ani jej mama nie zostały poinformowane. Nie wiemy też nic na temat potrzeby dostarczenia gdzieś dokumentacji medycznej. 

Julia dodaje, że po wypadku zainteresowały się nią tylko dwie osoby z uczelni. - Odwiedził mnie kilka razy pan od lekkoatletyki, był zaniepokojony, że nie ma mnie na zajęciach, a ciężko mu było się dowiedzieć, co się ze mną dzieje. I pani od angielskiego. Nikt poza nimi – stwierdza szeptem.

Zaproszenie do kontaktu

Zapewne wszystkie wątpliwości mogłyby być wyjaśnione podczas bezpośredniej rozmowy.

- Popieramy każdą inicjatywę, która może pomóc naszej studentce – deklaruje rzecznik uczelni. - Zapraszamy ją, jej rodzinę lub osoby przez nią upoważnione do bezpośredniego kontaktu z panem prorektorem prof. dr hab. Waldemarem Moską, który został powołany decyzją rektora AWFiS prof. dr hab. Pawła Cięszczyka na stanowisko szefa zespołu dedykowanego do wyjaśnienia sprawy i dysponuje najlepszą wiedzą i wolą pomocy. Chętnie porozmawiamy o dalszym wsparciu, także w sprawach związanych z kontynuowaniem studiów, to wymaga jednak inicjatywy samej zainteresowanej bądź osób sprawujących nad nią opiekę.

- Na pewno skorzystamy z tej propozycji – odpowiada Piotr. - Musimy zrobić wszystko, by Julia miała szansę stanąć na nogach. I żeby nie musiała błagać o każdą złotówkę na niezbędną w jej stanie rehabilitację.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Strefa GDA - uzyskaj wsparcie