Arka Gdynia to nie tylko piłkarskie wyniki, awanse czy puchary. To przede wszystkim historia ludzi, którzy przybyli nad Bałtyk z różnych stron Polski, znaleźli tu swoje miejsce i związali z klubem kolejne lata życia.
W jubileuszowym numerze magazynu „The Polish Migration Review” wydanym przez Muzeum Emigracji w Gdyni ukazał się artykuł „Arka Gdynia - klub marzeń miasta z morza”, którego autorami są: Prof. Instytutu Socjologii UG Radosław Kossakowski, historyk Marcin Szerle, historyk klubowy i dokumentalista Maciej Witczak, rzecznik prasowy Arki Tomasz Rybiński, pracownik UG Piotr Walczak, profesor nauk medycznych Tomasz Zdrojewski.
Tych sześć osób w swoim obszernym artykule pokazuje klub jako przestrzeń spotkania różnych biografii, symbol lokalnej tożsamości i wspólnotę, która przetrwała sportowe oraz organizacyjne, dość liczne, kryzysy.
Miasto przyjezdnych
Przedwojenna Gdynia rozwijała się dzięki migracji. W 1936 roku około 86 proc. jej blisko 100 tysięcy mieszkańców stanowili przyjezdni. W budowaniu więzi między ludźmi o różnym pochodzeniu ważną rolę odgrywał sport. Jak przekonują autorzy, piłka nożna rozwijała się w mieście już w latach 20. Wśród klubów, których tradycje złożyły się na historię Arki, były KS Gdynia i KS Kotwica, skupiająca między innymi pracowników portu. Także późniejszy skład drużyny odzwierciedlał różnorodność miasta: w 1956 roku spośród 84 zawodników Arki tylko 29 urodziło się w Gdyni.
Związek klubu z morzem wykraczał poza nazwę i symbole. Niektórzy piłkarze podejmowali pracę na statkach, nie rezygnując z futbolu. Działa tzw. Liga Atlantycka, a sport i morska codzienność łączyły się w tych samych życiorysach.
Ludzie, którzy tworzyli historię
Dzieje Arki to również opowieść o ludziach, którzy przyjechali do Gdyni i zostali tu na dłużej, jak choćby Józef Barbachen. Przez niemal sześć dekad był związany z klubem jako zawodnik, trener i wychowawca młodzieży. Pochodzący ze Śląska Herman May należał do czołowych piłkarzy Arki lat 40. i 50., łącząc sport z pracą w przedsiębiorstwie połowów dalekomorskich.
Szczególną rolę w pamięci kibiców zajmują, m.in. Janusz Kupcewicz, Czesław Boguszewicz czy Dariusz Ulanowski, który rozegrał w Arce 16 sezonów i jako jedyny przekroczył granicę 400 występów w klubowych barwach. Te przykłady pokazują, że o przynależności do Gdyni decydowało nie tylko miejsce urodzenia, lecz także zaangażowanie i wspólne doświadczenia.

Barwy i kibicowska pamięć
Żółto-niebieskie barwy, herb i stadionowe tradycje stały się ważnymi znakami rozpoznawczymi klubu. Historia kolorów nie jest jednak tak jednoznaczna, jak głosi popularna opowieść o prezencie od szwedzkich marynarzy. Wcześniej Arka występowała w strojach niebiesko-białych, a żółty i niebieski pojawiły się dopiero w późniejszym okresie.
Zdaniem autorów jeszcze wyraźniej znaczenie wspólnoty widać na trybunach. Legendarna „Górka” przy ulicy Ejsmonda była miejscem kształtowania się gdyńskiego ruchu kibicowskiego. Wierność drużynie symbolizuje np. przyśpiewka: „Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham cię”.
Kibice nie tylko dopingowali drużynę, ale też dokumentowali jej historię i podtrzymywali więzi w trudnych czasach. Zresztą robią to do dziś. Mariusz Jędrzejewski, znany jako „Megafon”, prowadził doping przez niemal 28 lat. Józefa Wojciechowska, czyli „Pani Czesia”, przez dekady wręczała kwiaty piłkarzom i trenerom. Po jej śmierci w 2010 roku na grobie umieszczono napis „Honorowy Kibic Arki”. O pamięć o klubie dbają również kolekcjonerzy i kronikarze, gromadzący pamiątki, fotografie i wspomnienia. Dzięki nim historia Arki nie ogranicza się do tabel i statystyk.
Klub miasta z morza i marzeń
Ważnym elementem tożsamości Arki pozostają jej związki z lokalnym biznesem i mieszkańcami. W 2024 roku klub przejął Marcin Gruchała, Gdynianin i wychowanek Arki. Z kolei zainicjowany w 2018 roku projekt „Wielka Arka” miał podkreślić wspólne dziedzictwo różnych gdyńskich środowisk sportowych pod żółto-niebieskimi barwami.
Artykuł „Arka Gdynia - klub marzeń miasta z morza” pokazuje, że taki klub jak Arka jest czymś więcej niż tylko sportową instytucją. To łącznik ludzi o różnym pochodzeniu, doświadczeniach i wieku. W mieście zbudowanym przez przyjezdnych stał się jednym z miejsc, w których można znaleźć poczucie przynależności.
- Praca nad tym artykułem była szalenie interesującym doświadczeniem – wspomina Radosław Kossakowski. – Świetne było to, jak każdy z nas „dolepiał” swój fascynujący go wątek dotyczący Arki, a całość wyzwala u mnie refleksje dotycząca wyjątkowości tego klubu. Mam wrażenie, że Arka jest mocniej wrośnięta w tożsamość Gdyni niż np. Lechia w tożsamość Gdańska. To oczywiście nieco mniejsza baza kibicowska niż w przypadku Lechii i może właśnie dlatego jest o to łatwiej, a może istotne są tu kwestie właścicielskie i sposób zarządzania klubem - zastanawia się Radosław Kossakowski. To w każdym razie temat do dalszych rozważań, nie tylko o Arce.



Napisz komentarz
Komentarze