Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo

Lechia Gdańsk wraca [nl] z Kielc bez punktów

Piłkarze Lechii Gdańsk w sobotę, 18 lutego nie potrafili choćby zremisować w Kielcach z Koroną. Co więcej, gospodarze grali przez pół godziny w osłabieniu. Mimo to, biało-zieloni i tak przegrali 0:1.
Lechia Gdańsk-Widzew Łódź
W Kielcach w sobotę, 18 lutego piłka nie chciała wpaść do bramki rywala gdańskiej Lechii

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Lechia Gdańsk pojechała do Kielc walczyć o zwycięstwo i trzy punkty. Jak bardzo były one potrzebne, wystarczy spojrzeć na tabelę PKO Ekstraklasy. Lechia przed sobotnim (18.02.) spotkaniem z Koroną zajmowała 13. miejsce. Rywal był w gorszym położeniu, bo po 20 kolejkach Korona zajmowała 17. miejsce. Lechia miała więc nad przeciwnikiem pięć punktów przewagi, ale to nie oznaczało komfortowej sytuacji, bo w dolnych rejonach tabeli, a zwłaszcza w strefie spadkowej, ścisk jest ogromny.

Pewien optymizm wśród kibiców biało-zielonych wiązał się z tym, że drużyna trenera Marcina Kaczmarka zaczęła w rundzie wiosennej lepiej grać w defensywie. Odpowiedzialność za to ponoszą, w różnym stopniu, wszyscy zawodnicy na boisku, i to widać w postawie Lechii. Gdańszczanie w trzech ligowych meczach z: Wisłą Płock, Górnikiem Zabrze i Widzewem Łódź, stracili tylko jedną bramkę, i to z rzutu karnego. Inna sprawa, że dwa zdobyte gole w tych spotkaniach nie rzucają na kolana.

PRZECZYTAJ TEŻ: Joshua Chima Eze na testach w Lechii Gdańsk

– Stabilizacja w obronie jest sprawą bardzo ważną. W tej chwili nie mamy podstaw, aby szukać roszad w tym aspekcie. Mam nadzieję, że to nadal będzie wyglądało co najmniej poprawnie. Broni natomiast cały zespół i tę pracę defensywną musi wykonywać większość zawodników. Wygląda to dobrze i obyśmy to kontynuowali – nie będziemy tracić bramek. Mamy natomiast dużo takiego zapasu, jeśli chodzi o możliwości kreowania sytuacji bramkowych, i wierzę, że od meczu z Koroną będzie to wyglądało już zdecydowanie lepiej – mówił przed spotkaniem w Kielcach trener Kaczmarek.

I tak było w pierwszych fragmentach pierwszej połowy meczu w Kielcach. Lechia sprawiała wrażenie dojrzalej i cierpliwiej konstruującej akcje, z których jednak nic nie wynikało. Od około 20. minuty zaczęła się zarysowywać lekka przewaga gospodarzy, którzy nie dawali już tyle swobody lechistom. W 37. minucie, chwilę po dobrej akcji Lechii na bramkę Korony, gospodarze zdobyli prowadzenie po efektownym strzale rumuńskiego pomocnika Ronaldo Deaconu. Obrońcy Lechii zostawili mu tyle miejsca i czasu, że ten mógł zrobić z piłką niemal wszystko.

PRZECZYTAJ TEŻ: Gra Lechii daje kibicom trochę optymizmu

W drugiej połowie Lechia wprawdzie nie straciła bramki, ale też jej nie strzeliła. To nie świadczy dobrze o ofensywnych możliwościach biało-zielonych, którzy mieli nieco ułatwione zadanie. W 60. minucie za drugą żółtą kartkę boisko musiał opuścić Kyryło Petrov. Lechia miała jeszcze dwie świetne sytuację do zdobycia bramek. Najpierw Conrado uderzył piłkę głową, ta odbiła się od murawy, a potem od poprzeczki, ale do bramki nie chciała wpaść. W doliczonym czasie w jednej akcji nie udała się ta sztuka również Łukaszowi Zwolińskiemu i próbującemu dobijać piłkę do pustej bramki Michałowi Nalepie.

Lechia przegrała pierwszy ligowy mecz w tym roku i, oczywiście, nie poprawiła swojego położenia w tabeli.

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 1:0 (1:0)

Bramki: Ronaldo Deaconu (37)

Korona: Zapytowski – żółta kartka, Zator, Petrov – dwie żółte kartki i czerwona, Briceag, Trojak, Malarczyk, Deaconu (66. Takać), Błanik (66. Podgórski), Malarczyk, Nono (73. Deja), Łukowski (85. Kostorz), Szykawka (73. Godinho).

Lechia: Kuciak – Bartkowski (85. Sezonienko), Maloca, Nalepa, Pietrzak, Kubicki – żółta kartka, Tobers (57. Terrazino), Gajos (68. Paixao), Conrado, Durmus (57. Friesenbichler), Zwoliński.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo
Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo