Stefan W.

(fot. Jacek Wierciński | Zawsze Pomorze) 

Zabójca Adamowicza wyrzucony za śmiech. Koniec procesu w styczniu

Głośny chichot i śmiech zabójcy Pawła Adamowicza, według sądu, utrudniał zrozumienie zeznających świadków. Stefan W., w trakcie czwartkowej (20 października) rozprawy, po około godzinie został wyprowadzony z sali. O tragedii z 13 stycznia 2019 roku i osobie oskarżonego opowiadali m.in. pracownicy karetek, które uczestniczyły w akcji ratunkowej, oraz były współwięzień, który stwierdził, że nigdy nie spotkał oskarżonego, a zeznania do podpisania przygotował mu funkcjonariusz. Mowy końcowe w procesie mamy usłyszeć jeszcze w styczniu 2023 roku.
Jacek
Wierciński
20.10.2022 / 11:26

Kolejna rozprawa Stefana W. Pierwszy świadek

W dniu zdarzenia pełniłem dyżur na karetce G0101 wspominał 48-letni dyspozytor medyczny, który w styczniu 2019 roku pracował jako ratownik medyczny. Dokładnie nie wiem, która to była godzina. To był dzień moich urodzin. Stawiłem się na zmianę, wchodząc na dyżur i praktycznie jak wszedłem na dyżur, to pojawiło się powiadomienie o zatrzymaniu krążenia na Targu Węgłowym. Informacja była taka, że jedziemy do mężczyzny i to było wszystko. Już wjeżdżając na scenę, torując sobie drogę, dostaliśmy zawiadomienie od dyspozytora, że to jest na scenie i że to prawdopodobnie jest pan Adamowicz – dodał.

W innym miejscu stwierdził zaś: Zastaliśmy prezydenta Adamowicza leżącego w otoczeniu ekipy bodaj że zabezpieczenia czy jakiejś formy zabezpieczenia medycznego. Już były prowadzone czynności resuscytacyjne, pacjent był zabezpieczony rurką krtaniową. Kierownik zespołu zdecydował o drugiej próbie intubacji pacjenta. Z tego, co pamiętam, to próba się nie powiodła zaznaczył i dość szczegółowo relacjonował działania medyczne, po których prezydent został przewieziony do szpitala Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Drugi świadek

Myśmy się poznali w zakładzie karnym Gdańsk-Przeróbka. To było około 4-5 lat temu. Siedziałem z nim na jednym pawilonie, potem na drugim i pod jego celą. To był normalny człowiek, ja z nim często w szachy grałem. Spokojny był. Chodził codziennie i sobie mierzył ciśnienie i brał tabletki na nadciśnienie – mówił o Stefanie W. drugi świadek, 68-letni emeryt. Więcej nie mogę powiedzieć. Był normalny. Ja byłem zdziwiony, że zaszło takie zdarzenie, że on się czegoś takiego dopuścił – zaznaczył.

Wspominał, że W. uważał, że kara 5,5 roku więzienia, na które został skazany wcześniej za napady na placówki bankowe była zbyt wysoka (prokurator miał domagać się zaledwie 5 lat).

Za szybą Stefan W. śmiał się głośno, gdy były współwięzień tłumaczył, że z oskarżonym o polityce nie rozmawiał. - Mówią o jakiejś polityce, że [Stefan] miał coś wspólnego. Nie miał nic wspólnego.

PRZECZYTAJ TEŻ: Współosadzony o Stefanie W.: W nocy lunatykował

W aktach sprawy dzisiejszy 68-latek zeznawał, że Stefan często siadał po turecku i miał problemy ze wzrokiem, a w grze w szachy był naprawdę dobry. W telewizji w celi, gdzie przebywał Stefan, więźniowie codziennie mieli oglądać wiadomości w telewizji Polsat.

Stefan W. śmiał się podczas rozprawy

Z ławy oskarżonych wciąż regularnie dobiegał chichot Stefana.

Proszę przestać się śmiać, gdyż pan utrudnia prowadzenie rozprawy – zwróciła się do niego sędzia Aleksandra Kaczmarek, przewodnicząca składu orzekającego w Sądzie Okręgowym w Gdańsku.

Oskarżony na chwilę zamilkł, by później znów śmiać się w głos.

Na celi mieszka 10 osób, na oddziale ponad 100. Stefan niczym się nie wyróżniał – zastrzegł w aktach sprawy były współwięzień, a dopytywany na sali rozpraw przez oskarżycielkę, prokurator Agnieszkę Nickel-Rogowską, przyznał, że Stefan W. „specjalnie nie studiował” kodeksu karnego.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zabójca Adamowicza twierdził, że jest członkiem rodziny watykańskiej i papieżem

Po mniej więcej 10 minutach sędzia uznała, że głośny śmiech Stefana W. nie pozwala zrozumieć wypowiedzi świadka. Wówczas, gdy sędziowie się naradzali, W. zamilkł. Jednak po około godzinie rozprawy, przewodnicząca zarządziła jego wyprowadzenie z sali na czas przesłuchania kolejnych 3 świadków. Właśnie o zaprotokołowanie tego zamilknięcia W., które wskazywać ma na zrozumienie sytuacji przez niego, zawnioskował reprezentujący rodzinę Adamowiczów adwokat Jerzy Glanc.

Były współwięzień zeznał tymczasem, że W. był przekonany o tym, że zostanie zwolniony warunkowo na pół roku przed zakończeniem 5,5-rocznego wyroku. Miał być „pełen wiary” i „wesoły”, ale w momencie gdy zwolnienia nie otrzymał „coś w nim pękło” [miał apatycznie siedzieć po turecku i przestać rozmawiać ze współosadzonymi].

Trzeci świadek

Po drodze usłyszeliśmy dużo niecenzuralnych słów, gdy próbowaliśmy przedostać się przez tłum – wspominał wieczór 13 stycznia 2019 r. 57-letni sanitariusz-kierowca. Miałem plecak reanimacyjny i wykonywałem polecenia osób, które były przede mną. Na scenie byłem nie pamiętam ile czasu. Jeszcze wróciłem do karetki po środki opatrunkowe czy coś. Potem dostałem polecenie przygotowania karetki do przewiezienia pacjenta – powiedział.

W odczytanych z akt sprawy zeznaniach złożonych w postępowaniu przygotowawczym bardzo szczegółowo opowiadał o przebiegu akcji ratowniczej i dojeździe na miejsce zdarzenia, ale nie wydaje się by stwierdzenia zanotowane w protokołach miały duże znaczenie dla wyjaśniania okoliczności tragedii.

Czwarty świadek

40-letni ratownik medyczny również szczegółowo opowiadał o akcji ratowniczej – czynnościach medycznych podjętych na Targu Węglowym, ale też np. o tym jak przestawiał karetkę, początkowo zaparkowaną zbyt daleko od sceny WOŚP. Był on częścią zespołu pracującego w ambulansie, który czuwał na Targu Węglowym podczas trwania imprezy.

Piąty świadek

Usłyszeliśmy komunikat ze sceny, żeby służby medyczne się tam udały, co niezwłocznie uczyniliśmy – opowiadał 33-letni tester oprogramowania, który w finale WOŚP brał udział jako medyk-wolontariusz stacjonujący w karetce w trakcie imprezy. Zastaliśmy mężczyznę leżącego na scenie, byli już przy nim nasi koledzy – ratownicy z zespołu drugiej karetki. Z tego, co pamiętam mężczyzna był nieprzytomny od samego początku – zastrzegł.

Przed sądem wspominał resuscytację, zabezpieczanie Pawła Adamowicza i przygotowywanie go do transportu do szpitala, a odczytywanie relacji, którą złożył śledczym przed rozpoczęciem procesu, zabrało ponad 10 minut.

Szósty świadek

Na salę ponownie wprowadzony został oskarżony Stefan W., a sędzia Aleksandra Kaczmarek odczytała mu zeznania osób, które za barierką stawały podczas jego nieobecności. Spytany, czy chce się jakoś odnieść do ich twierdzeń, W. przecząco pokręcił głową.

Nie wiem dlaczego zostałem wezwany do sądu – powiedział 29-latek, który został wprowadzony na salę w kajdankach przez dwoje policjantów, bo wciąż odsiaduje wyrok więzienia.

Wspominał, że w ZK w Czarnem był przesłuchiwany przez jakiegoś funkcjonariusza.

Ja powiedziałem, że nic z tym człowiekiem nie miałem wspólnego. Nie znam go i w ogóle jestem zdziwiony, że jestem wezwany jako świadek. Ja nawet nie mam pojęcia – odpowiedział dopytywany przez sędzię, czy odsiadywał wyrok w tym samym więzieniu, co Stefan W.

PRZECZYTAJ TEŻ: Stefan W. chce, by bronił go mec. Roman Giertych

Nie kojarzył też, żeby miał cokolwiek wspólnego z oskarżonym w czasie, gdy jeszcze przebywał na wolności.

On jest rocznik mojej siostry, to może siostra go zna, ale ja młodzieńcze lata spędziłem w młodzieżowym ośrodku wychowawczym – zaznaczył, podkreślając, że nie ma problemów z pamięcią.

15 marca 2019 miał powiedzieć do protokołu, gdy w śledztwie zeznawał w charakterze świadka:

„Stefana W. znam. Poznałem go kilka lat temu, gdy byłem na wolności. Zapoznał nas mój kolega, którego nawet nie pamiętam. Spotkaliśmy się kilka razy. Z tego, co pamiętam, Stefan był zawsze pobudzony, nie potrafił usiedzieć na miejscu. Wiem też, że nigdy nie miał problemu z zadawaniem bólu. Zawsze chciał być w centrum uwagi. Nie pamiętam już, czy wypowiadał się na tematy poglądów politycznych. Był specyficznym człowiekiem, z reguły zawsze najpierw robił, potem myślał. Raz pobił swojego kolegę, który trafił do szpitala. Gdy ja go poznałem, wtedy jeszcze nie był karany. W tamtym czasie, kiedy go poznałem, on interesował się raczej kradzieżami, rozbojami, zarabianiem lewych pieniędzy. Nic mi nie wiadomo, żeby planował zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Ostatni raz widziałem go kilka lat temu, jeszcze na wolności. Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedyś razem siedzieli w jednej celi. Od dłuższego czasu nie mam z nim żadnego kontaktu. Wiem, że interesował się bronią. Zawsze miał przy sobie jakąś „teleskopówkę” [zapewne chodzi o pałkę teleskopową], nóż lub innego rodzaju sprzęty do obrony własnej lub zadawania bólu. Źle traktował swoją matkę, potrafił ją opluć a nawet uderzyć. Nie wiem, czy korzystał z psychologa, wiem natomiast, że trenował sztuki walki”. Miał wówczas również określić W. jako „skłonnego do bicia” i „niemającego zahamowania”.

To są słowa wyjęte z ust funkcjonariusza. Nie podtrzymuję tych zeznań – zaznaczył 29-latek 20 października 2022 roku przed sądem, lecz przyznał, że pod protokołem znajduje się jego podpis.

PRZECZYTAJ TEŻ: „Do nieba, do piekła”... Kolejny rozdział procesu Stefana W.

Wysoki sądzie, ja tego człowieka pierwszy raz widzę na oczy i on pierwszy raz widzi mnie. Jak ja zeznałem wtedy przed funkcjonariuszem to powiedziałem mu to samo, że pana Stefana znam z Wiadomości – odparł znów pytany przez sąd o zeznania. Funkcjonariusz powiedział do mnie jak byłem na rozmowie, że nie mogę nie znać tak znanej osoby jak Stefana. Wysoki sadzie, ja nawet nie wiem, kiedy miałbym go spotkać na wolności. Ja nawet nie miałbym jak się z nim spotkać – zaznaczył w innym miejscu i wyliczał, że od 2013 roku do swojej „osiemnastki” miał przebywać w ośrodkach, kolejno w: Debrznie, Podborsku i w jeszcze jednym, którego nazwy nie pamiętał, bo... uciekł stamtąd nazajutrz po przewiezieniu.

W „dorosłych” zakładach karnych miał zaś przebywać do czerwca 2019 roku

Siódma świadek

Byłam wtedy w pracy na zabezpieczeniu medycznym imprezy. W trakcie tego zabezpieczenia mieliśmy mniejsze interwencje i jedną większą. Zostałam zawiadomiona przez ochronę o wypadku, który miał miejsce na scenie. Udałam się tam, a wszystkie czynności przeze mnie podjęte zostały opisane w zeznaniach – powiedziała 31-letnia lekarka, która przytrzymując opatrunek, uczestniczyła w przewożeniu Pawła Adamowicza do szpitala, gdzie przekazała go dyżurującym medykom. Bardzo szczegółowo relacjonowała akcję ratowniczą w śledztwie, a jej słowa, m.in. dotyczące resuscytacji prowadzonej w ambulansie, zostały odczytane przez sąd.

Kiedy kończyła składać zeznania, Stefan W. znów głośno prychnął śmiechem. Chichotał również podczas wyprowadzania z sądowej sali.

Kiedy koniec procesu Stefana W.?

17 listopada ma zostać wysłuchanych trzech świadków, natomiast 14 i 15 grudnia mają zostać przesłuchani biegli psychiatrzy i na wtedy zaplanowane zostało zakończenie procesu. Eksperci dostaną wcześniej dokumentację z opinii pozostałych biegłych, by mogli się z nią zapoznać.

Na osobnym, styczniowym posiedzeniu zakładane są mowy końcowe.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze