Mężczyzna podejrzewany o zabójstwo 87-letniego mężczyzny w Gdyni nie żyje. Zginął skacząc z okna we wtorek, 7 października wieczorem, gdy policjanci próbowali zatrzymać go w mieszkaniu przy ul. Morskiej.
W Gdyni, przy ul. Gniewskiej w dzielnicy Chylonia, doszło do zabójstwa 87-letniego mężczyzny. W czwartek wieczorem w jednym z mieszkań znaleziono ciało mężczyzny. Prokuratura potwierdza, że wszczęto śledztwo z artykułu 148 Kodeksu Karnego.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku umorzyła śledztwo przeciwko Grzegorzowi B., podejrzanemu o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 6-letniego syna. Powodem umorzenia była śmierć sprawcy.
Interpol wystawił tzw. czerwoną notę za poszukiwanym Grzegorzem Borysem, podejrzanym o zabójstwo swego 6-letniego syna. Z jednej strony to potwierdzenie, że ścigany jest niebezpiecznym przestępcą, z drugiej zaś ewentualność, że może znajdować się poza granicami Polski. Intensywna obława prowadzona w okolicach Trójmiasta od dziesięciu dni jak dotąd nie przyniosła rezultatów.
W ostatnich dniach głośno było o zbiórce jedzenia i napojów na rzecz policjantów zaangażowanych w poszukiwania Grzegorza Borysa. Wielu Internautów krytycznie oceniło ten pomysł, uznając, że policja w tym zakresie sobie nie radzi. Mundurowi zapewniają jednak, że zbiórka jest inicjatywą własną podmiotu zewnętrznego, a funkcjonariusze mają zabezpieczone pożywienie.
W piątkowy wieczór media poinformowały, że poszukiwany pod zarzutem zabójstwa 6-letniego syna Grzegorz Borys był widziany w lasach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Policja zabrała głos.
W jednej z ziemianek w lesie pod Gdynią policjanci uczestniczący w obławie na Grzegorza Borysa znaleźli telefon komórkowy, kosmetyki i rzeczy, które mógł pozostawić po sobie ten podejrzany o zabójstwo 6-letniego syna, mężczyzna. Informacja „Gazety Wyborczej” to kolejne już, niepotwierdzone na razie, doniesienie medialne na temat znalezisk, na które policjanci mieli natrafić podczas poszukiwań.
Grzegorz Borys miał skrupulatnie i metodycznie przygotować się do zabójstwa 6-letniego syna i późniejszej obławy, ukrywając w lesie niedaleko Gdyni beczki z jedzeniem i ubraniami – taki obraz jego zachowania wynika z anonimowej relacji jednego z policjantów, cytowanej przez media. Dobre przygotowanie ucieczki może tłumaczyć dotychczasowe niepowodzenie, trwającej niemal od tygodnia, obławy za 44-latkiem.
Niemal tysiąc osób jest w tej chwili zaangażowanych w poszukiwania Grzegorza Borysa, żołnierza w służbie czynnej, podejrzewanego o zabójstwo swego 6-letniego syna. Większość uczestniczących w obławie stanowią policjanci, łącznie około siedmiuset funkcjonariuszy. Wspierają ich żołnierze, strażacy, strażnicy leśni. Policja apeluje o przekazywanie wszelkich informacji, które mogłyby pomóc w ujęciu poszukiwanego, zarazem ostrzega przed podejmowanie próby samodzielnego, tzw. obywatelskiego zatrzymania.
Wciąż trwa obława z udziałem policjantów, żołnierzy, strażaków i strażników leśnych na 44-letniego Grzegorza Borysa. Żołnierz w czynnej służbie podejrzany o zabójstwo swojego 6-letniego syna, miał zostawić krótki list.
Do CPR w Gdyni w piątek, 20 października o godz. 10. zadzwoniła kobieta, przekazując, że sześcioletni syn został zamordowany przez ojca. Trwa obława za 44-latkiem. Według RMF FM, mężczyzna może być czynnym żołnierzem Wojska Polskiego. Policja apeluje, by mieszkańcy nie wychodzili z domów.
„Za wskazanie żywego lub martwego” podejrzanego o zabójstwo 6-letniego synka Grzegorza Borysa z Gdyni, biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego zapowiada nagrodę w wysokości 50 tysięcy złotych. Znany i kontrowersyjny detektyw ogłosił w środę, 25 października „operację specjalną” w związku z poszukiwaniem zbiega.
Dzięki reklamom możemy codziennie publikować wiadomości z całego Pomorza całkowicie za darmo. Wyłączenie blokady reklam to realne wsparcie lokalnych mediów