Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Dyrektor SP nr 30 w Gdańsku: Dzieci przez cztery lata oswoiły się ze słowem „wojna”. Pozostaje za to samotność

O tym, czy i jak tocząca się w Ukrainie wojna wpłynęła na psychikę uczniów mówi Kamil Gajewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 30 w Gdańsku.
jedna z akcji pomocowych dla uchodźców z Ukrainy, Gdańsk 2022
Dzieci oswoiły się ze słowem „wojna”, ale niszczą je samotność i smartfony. Na zdjęciu mali uchodźcy w Centrum Gdańsk Pomaga Ukrainie w 2022 roku

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Ratujmy nasze dzielci, logoMijają cztery lata od wybuchu wojny w Ukrainie. Tocząca się za naszą wschodnią granicą walka ma wpływ na psychikę dzieci?

Jeśli mówimy o uczniach z Ukrainy, którzy stanowią od 5 do 10 proc. uczniów wielu gdańskich szkół, to największe traumy były w momencie, kiedy musieli oni uciekać przed działaniami wojennymi. Czasami te straumatyzowane młode osoby zostały zmuszone do opuszczenia domów w samym centrum działań wojennych. Dziś te traumy są zdecydowanie rzadsze, a napływ dzieci z Ukrainy nie jest już tak dynamiczny. 

Odwrotnie – zdarzają się powroty. Tęsknota za tymi, którzy zostali, gównie starszymi i nie zawsze sprawnymi osobami: babciami, dziadkami, jest silniejsza od strachu przed wojną. Na miejsce tych, którzy wyjechali, już w mniejszym stopniu pojawiali się ci, którzy postanowili nieco później opuścić Ukrainę i znaleźć nowe życie w Polsce.

A jak mali Polacy odbierali wieści o wojnie?

W momencie ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę i przez pierwsze miesiące wojna również oddziaływała na wyobraźnię polskich dzieci. Działania były dynamiczne, dużo o nich mówiono. Dziś dziecko, które ma 10 lat, tak naprawdę żyje wśród informacji o wojnie od szóstego roku życia i nie pamięta, co było cztery lata temu. Kilkuletnie dziecko ma prawo do zatarcia tej pamięci, i tak się dzieje.

Dziś słowo „wojna” nie budzi wśród dzieci złych skojarzeń?

W tej chwili „wojna” została odmieniona już przez wszystkie przypadki. Mam wrażenie, że dzieci się z tym słowem oswoiły.

W jaki sposób przed czterema laty walczyliście z dziecięcą traumą?

Reagowaliśmy na bieżąco, szczególnie tam, gdzie pojawiały się dzieci z Ukrainy. Zresztą, nie tylko stamtąd – przed represjami uciekały także rodziny z Białorusi, przyjeżdżali Rosjanie, którzy nie godzili się na wojnę i decydowali się opuścić swój kraj. 

W przypadku części uczniów z Ukrainy mierzyliśmy się na początku z objawami zespołu stresu pourazowego. To były dzieci, które w bardzo krótkim czasie musiały opuścić swoje domy i doświadczyły skrajnie trudnych sytuacji. Wówczas ogromną rolę odegrali szkolni pedagodzy i psychologowie, którzy prowadzili indywidualne rozmowy, obejmowali wsparciem całe klasy oraz pomagali dzieciom stopniowo odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa. W razie potrzeby współpracowaliśmy również z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi. 

Dużym wyzwaniem była także komunikacja, ponieważ wielu uczniów rozpoczynało naukę bez znajomości języka polskiego. Zapewniliśmy im intensywną naukę języka oraz dodatkowe zajęcia wspierające. 

Bardzo ważną rolę później odegrali także asystenci międzykulturowi, którzy pomagali w codziennym funkcjonowaniu w szkole, wspierali kontakt z rodzinami i ułatwiali wzajemne zrozumienie. Efekty było widać stosunkowo szybko – już po roku wielu uczniów komunikowało się swobodnie po polsku, a po kilku latach różnice językowe przestawały być zauważalne.

Jak wyglądały wzajemne relacje polskich uczniów i dzieci z rodzin uchodźców?

Uczniowie bardzo dobrze się ze sobą integrowali. Nawet dzieci z rodzin ukraińskich i rosyjskich potrafiły funkcjonować w jednej klasie bez przenoszenia napięć, które pojawiały się w przestrzeni publicznej. W relacjach rówieśniczych nie obserwowaliśmy poważniejszych konfliktów. Młodzi ludzie z różnych krajów szybko znajdowali wspólny język i pokazywali, że różnice językowe czy kulturowe nie muszą być barierą. Szkoła stała się dla nich bezpieczną przestrzenią budowania normalnych, codziennych relacji.

Nasilenie antyukraińskiej narracji ma dziś wpływ na dzieci?

Na szczęście, w niewielkim stopniu. To bardziej problem dorosłych, którzy – paradoksalnie – częściej podlegają wpływowi dezinformacji i fake newsów. Nie zauważam w przestrzeni szkolnej wzrostu niesnasek na tle narodowościowym, kulturowym.

Pojawiają się głosy, że doświadczenie wojny w Ukrainie wpłynęło na pogorszenie stanu psychicznego dzieci i młodzieży.

Nie wskazywałbym wojny jako głównej przyczyny pogorszenia kondycji psychicznej uczniów. Zdecydowanie większy wpływ ma przesyt nowych technologii. W pewnym sensie żyjemy w dwóch rzeczywistościach – tej szkolnej i domowej, oraz tej wirtualnej. Coraz częściej młodzi ludzie budują głównie relacje online, mniej czasu spędzają w bezpośrednim kontakcie z rówieśnikami. 

Drugim wyzwaniem jest tempo życia dorosłych. W natłoku obowiązków brakuje czasu na spokojną rozmowę i uważne bycie razem. Badania pokazują, że poczucie samotności wśród dzieci i młodzieży rośnie, a to przekłada się na ich większą wrażliwość oraz kruchość psychiczną.

Samotność dziecka jest gorsza od wojny za granicą?

Zamiast porównywać różne zagrożenia, powinniśmy skupić się na tym, co wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i wsparcia u młodych ludzi. Próby samobójcze bywają często wołaniem o pomoc, próbą zwrócenia na siebie uwagi. Zdarza się, że sygnały wysyłane przez dziecko nie są od razu właściwie odczytywane. Często dopiero kryzys uświadamia dorosłym, jak ważne są uważne słuchanie i wprowadzenie realnych zmian w codziennych relacjach.


Partnerem jest

NDI, logo
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama