Reklama
Reklama

Redaktor naczelny "Zawsze Pomorze" gościem Remusowego Kręgu

Założyciel i redaktor naczelny "Zawsze Pomorze" Mariusz Szmidka, był gościem Remusowego Kręgu w Borzestowie. Podczas spotkania opowiadał o swoich 35 latach pracy dziennikarskiej, historii kaszubskich mediów, a także o milenijnej pielgrzymce Kaszubów do Ziemi Świętej i konkursie wiedzy o regionie „Tatczëzna”.
Redaktor naczelny "Zawsze Pomorze" gościem Remusowego Kręgu
„Rzetelność dziennikarska i odpowiedzialność za każde słowo”. Gościem „Remusowego Kręgu” w Borzestowie był Mariusz Szmidka, redaktor naczelny "Zawsze Pomorze"

Autor: Lucyna Puzdrowska | Zawsze Pomorze

Mariusz Szmidka gościem Remusowego Kręgu

Podczas spotkania przedstawiono bogatą drogę zawodową Mariusza Szmidki, który swoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczął jeszcze jako student Uniwersytetu Gdańskiego.

Był aktywnym działaczem Klubu Studenckiego Pomorania, organizacji działającej przy Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, której celem jest rozwój kultury i języka kaszubskiego oraz budowanie regionalnej tożsamości Pomorza. W latach 1986–1988 był jej prezesem.

Pierwszym ważnym projektem medialnym było kaszubskojęzyczne pismo „Tatczezna”, które stworzył wraz z grupą przyjaciół. W kolejnych latach pracował m.in. w Tygodniku Kartuzy, gdzie przeszedł wszystkie szczeble kariery – od reportera do redaktora naczelnego. Jednocześnie przez blisko 10 lat był terenowym korespondentem Radia Gdańsk i Telewizji Gdańsk. Z "Dziennikiem Bałtyckim" był związany od 1997 r. W latach 1997-2002 był szefem oddziału „Dziennika Bałtyckiego” w Kartuzach, a od 2002 r. zastępcą redaktora naczelnego „Dziennika Bałtyckiego”. 

CZYTAJ TEŻ: 25. urodziny Remusowego Kręgu. Klub odwiedziło prawie 200 prelegentów

W 2012 r. został redaktorem naczelnym tytułu. Kierowany przez niego "Tygodnik Kartuzy", piątkowy dodatek "Dziennika Bałtyckiego" osiągnął najlepszy wynik sprzedażowy i do dziś jest liderem pośród wszystkich tygodników powiatowych na Pomorzu. 

W czerwcu 2021 r. odszedł ze stanowiska redaktora naczelnego „Dziennika Bałtyckiego”, a następnie założył i został redaktorem naczelnym portalu i tygodnika „Zawsze Pomorze”

- Moja żona pracuje w jednym z kartuskich urzędów i pewnego dnia, po moim odejściu z „Dziennika Bałtyckiego” podszedł do niej znajomy i zapytał: „To gdzie Mariusz teraz pracuje?”. A Mirka na to - ”Zawsze Pomorze”. Facet tylko roześmiał się serdecznie: „No to ja wiem, że on zawsze pomoże, ale gdzie pracuje?” Takich sytuacji było mnóstwo! – opowiadał Mariusz Szmidka.

Skok z pomostu na główkę

Mariusz Szmidka opowiadając o minionych latach, nie zapomniał o kolegach, z którymi stawiał pierwsze dziennikarskie kroki, jak chociażby Jarosław Elwart, Artur Jabłoński czy Eugeniusz Pryczkowski.

- Jeśli chodzi o media prasowe, to mogę powiedzieć, że mam czwórkę dzieci, bo najpierw była „Tatczezna”, potem „Nasz Tygodnik Kartuzy”, później „Dziennik Bałtycki” i to najmłodsze - „Zawsze Pomorze” - opowiadał. - I jak to często bywa, z tym najmłodszym było najciężej, bo nie było to ot takie sobie przejście z jednego tytułu do drugiego. To było położenie na szali całego dotychczasowego doświadczenia, całej dziennikarskiej drogi na rzecz potężnego ryzyka, jakim było stworzenie całkiem nowego projektu medialnego. Trochę jak skok z pomostu na główkę.

Mariusz nie zapomniał wspomnieć o dziennikarzach, tych najlepszych, którzy również opuścili „Dziennik Bałtycki” i poszli za jego wizją.

- I chyba dobrze, że mi zaufali, bo choć na początku łatwo nie było, to dziś mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że „Zawsze Pomorze”, zarówno portal, jak wydanie papierowe gazety, rozwija się w tempie fantastycznym, stawiając wyłącznie na jakość i na dobre dziennikarstwo, co nie jest powszechną praktyką w dzisiejszych czasach. Algorytmy, które wyznaczają nam rytm życia, to zabójstwo dla dziennikarstwa. Analizujemy je, ale nie możemy się im całkowicie podporządkować, bo podrzucają też ludziom złe rzeczy, konfliktujące itd. Stawiamy na jakościowo dobre dziennikarstwo, rzetelne, sprawdzone u źródeł.

Odpowiedzialność za słowo

Zwrócił też uwagę na powszechny trend, że w obecnych czasach dziennikarzem może być każdy, chociażby bezkarnie publikując informacje w mediach społecznościowych. Nikt tego nie weryfikuje, więc te osoby nie ponoszą odpowiedzialności za pisane słowo.

- Od początku mojej drogi w mediach, czy to w radio, telewizji czy w mediach pisanych, uczono mnie, że za każde napisane czy wypowiedziane słowo, ponoszę odpowiedzialność. I będąc redaktorem naczelnym, czy to w „Dzienniku Bałtyckim” czy teraz w „Zawsze Pomorze”, staram się być temu wierny - mówił Mariusz Szmidka.

Wpadki się zdarzają 

Ku uciesze zebranych, podzielił się też kilkoma dziennikarskimi wpadkami.

- Nasz dziennikarz zawsze standardowo przed świętami dzwonił na tę samą plebanię, by poprosić o komentarz do zbliżającego się Triduum Paschalnego. Wtedy też zadzwonił, wysłuchał księdza i napisał to w gazecie. I byłoby super, gdyby nie podpisał pod wypowiedzią proboszcza, który… od kilku miesięcy nie żył.

Kolejna opowieść wywołała jeszcze większy śmiech na sali, bo dotyczyła materiału o obchodach dnia św. Floriana, czyli dorocznych uroczystościach strażackich.

- Tym razem nie był to błąd dziennikarski, a raczej literówka, która wkradła się do tekstu, a co gorsze do tytułu. Zamiast „Obchody strażaków” w materiale zaistniał tytuł… „Odchody strażaków”.

Mariusz Szmidka był najdłużej piastującym stanowisko redaktora naczelnego „Dziennika Bałtyckiego” w historii gazety. Kierował nią ponad 10 lat. Wcześniej, gdy był zastępcą, miał pięciu szefów - tak szybko zmieniali się naczelni.  

Dziękuję Opatrzności

Dzieląc się z zebranymi swoimi doświadczeniami, sięgnął do pozycji, wydanej z okazji 50-lecia „Pomeranii”, w której dzieli się wspomnieniami ze swojej drogi „do wolności”.

- Było wiele osób, które kształtowały mój moralny kręgosłup, wartości, na których kształtowałem zarówno życie zawodowe, jak i prywatne - mówił.

- Moja droga ku wolności była niezwykle kręta, ale pełna osobowości, jak chociażby postać ks. Henryka Krolla, ówczesnego proboszcza w Sianowie, zakochanego w Kaszubach czy Witold Bobrowski albo Józef Bella, kolega z liceum, zaangażowany w działalność opozycyjną. Natomiast na studiach moim guru stał się ks. Franiszek Grucza, duchowy przywódca młodych oraz prof. Brunon Synak, opiekun, ale też przyjaciel „Pomeranii”. Potem pojawiła się Izabela Trojanowska, nauczycielka zawodu dziennikarskiego, z którą przygotowywałem pierwszy po obaleniu komunizmu Magazyn „Rodno Zemia”.

Po kaszubsku do Jana Pawła II

- Podczas pamiętnej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, gdy w Gdyni przypomniał Kaszubom o ich tożsamości i padło tak wiele cennych dla nas słów i tak ważny przekaz, kolejnego dnia byłem na Zaspie z ks. Gruczą. Miałem wręczyć Ojcu Świętemu replikę figurki Matki Boskiej Sianowskiej. Niestety, czasy były jeszcze jakie były i ostatecznie tylko mnie dopuszczono w pobliże Papieża, choć zabrali mi flagę kaszubską, którą trzymałem. Wręczając Ojcu Świętemu tę figurkę, pomny jego wcześniejszych słów zebrałem w sobie całą odwagę i przemówiłem po kaszubsku. Nigdy tej chwili nie zapomnę...

25-lecie historycznej pielgrzymki Kaszubów do Ziemi Świętej

- Dla nas, Kaszubów, ta milenijna wyprawa kilkoma samolotami do Ziemi Świętej, była wielką manifestacją wiary, nobilitacją języka kaszubskiego, ale też aktem niezwykłej odwagi i godności – mówił Mariusz Szmidka. - Nagle język, który przez wiele dekad był spychany na margines, stał się językiem modlitwy pośród tablic z Modlitwą Pańską w najważniejszych językach świata. To było zwieńczenie dążeń i działań Kaszubów. Dziesięć lat po upadku komunizmu kaszubski stał się żywym językiem narodu, zdolnym modlić się w centrum chrześcijaństwa.

Przypomniał też, że wówczas kaszubskiego nie było jeszcze w szkołach, że oficjalnie nie był jeszcze językiem. 

- Pamiętam, jak na główną uroczystość odsłonięcia tablicy z „Ojcze nasz” po kaszubsku, osobnym samolotem doleciał do nas Maciej Płażyński, ówczesny marszałek Sejmu. Wiem też, że to tam w Ziemi Świętej narodziła się idea powołania Remusowego Kręgu. Zaraz po powrocie Bronek (Brunon Cirocki) zaczął wprowadzać tę ideę w życie. I odtąd już zawsze, mówiąc o jakiejkolwiek rocznicy tej wielkiej milenijnej pielgrzymki, łączyć to będziemy z powołaniem Remusowego Kręgu. I wypada tylko dziękować Bronkowi i chylić czoło, że przez tyle lat konsekwentnie tę ideę realizuje.

Od tamtej pielgrzymki wiele się zmieniło. Kaszubszczyzna obecna jest w szkołach, na drogowskazach, na Trasie Kaszubskiej S6, ale też w urzędach, filmie, sztuce i mediach. - Ale wiele jest jeszcze do zrobienia, by nie utknąć tylko w folklorze, ale by na pokolenia język kaszubski zachować i go rozwijać – podkreślił.

30. urodziny Konkursu Wiedzy o Kaszubach „Tatczëzna”

- Pan Brunon Cirocki był pod ogromnym wrażeniem tego przedsięwzięcia, gdy był gościem na gali wręczenia nagród w grudniu ubiegłego roku podczas 24. finału konkursu „Tatczëzna”. Pewnie dlatego umieścił to w programie dzisiejszego spotkania – mówił Mariusz Szmidka.

Mówiąc o konkursie przypomniał wielkich nieżyjących - jego współinicjatora Huberta Hoppe, ówczesnego prezesa ZKP w Kartuzach i prof. Brunona Synaka, prezesa Zarządu Głównego ZKP, potem przewodniczącego Sejmiku Województwa Pomorskiego, który od początku całym sercem wspierał tę inicjatywę. Potem przejął tę rolę Jan Kleinszmidt, obecny wieloletni przewodniczący Sejmiku.

PRZECZYTAJ TEŻ: Tatczëzna 2025. Gala konkursu wiedzy o Kaszubach z rekordową frekwencją i liczbą uczestników!

- Od pierwszej edycji konkursu naszym celem było edukowanie dzieci i młodzieży, zachęcanie ich do poznawania historii swojej małej ojczyzny, kształtowanie świadomości, tożsamości oraz identyfikacji z miejscem zamieszkania. Ten konkurs to nie tylko zasługa moja czy osób, o których wspomniałem, ale też uczniów oraz ich nauczycieli i rodziców, którzy konsekwentnie motywują dzieci do udziału.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama