Kto najbardziej zyska na zamieszaniu wokół SAFE – premier Donald Tusk czy prezydent Karol Nawrocki? Bo, że straci Polska, to pewne.
Na pewno prezydent Karol Nawrocki na zamieszaniu wokół „SAFE 3 procent” nie zyskał. Na podstawie pierwszych sondaży, przeprowadzonych już po wecie, widać brak poparcia dla tej prezydenckiej decyzji.
Za to, moim zdaniem, bardzo dużo zyskał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jeszcze kilka tygodni temu uznawano go za byłego już lidera prawicy, ale dzięki decyzji prezydenta znowu wygrał przywództwo polityczne.

Czy to znaczy, że prezes postawił w ten sposób prezydenta do kąta?
Powiedziałabym, że pan prezydent może uchodzić za postać tragiczną. Także dlatego, że jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych musiał opowiedzieć się przeciwko modernizacji tych sił. Przy czym, i to trzeba zaznaczyć, siły zbrojne będą modernizowane, mechanizm SAFE zostanie wykorzystany, natomiast wizerunkowo na arenie międzynarodowej za tę awanturę zapłacimy wszyscy.
Zapłacimy też naszym poczuciem bezpieczeństwa, ponieważ zawetowanie ustawy pozbawi dodatkowych środków finansowych Straż Graniczną, Policję i służby specjalne. Zwłaszcza te ostatnie są niezwykle ważne, ponieważ żyjemy w czasach wojny hybrydowej i dezinformacji. Ich działalność ma wyjątkową rolę w umacnianiu naszego bezpieczeństwa.
Dlaczego prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych nie słuchał dowódców polskiej armii, związków policjantów czy służby celnej, którzy wyraźnie mówili: Prezydencie, podpisz?
Wszyscy mówili to jednym głosem. Tłumaczyli, jak bardzo są nam potrzebne te pieniądze. Ale program SAFE został wykorzystany do doraźnej gry politycznej. Do tego, żeby odciąć rząd Donalda Tuska od sukcesu, jakim jest SAFE, i tym samym pozbawić premiera politycznego paliwa.
Podpisanie tej ustawy byłoby też niezgodne z retoryką prowadzoną już od czasu kampanii przez Karola Nawrockiego, że rząd Donalda Tuska jest najgorszym rządem od 1989 roku, a on sam najgorszym premierem. Na to nakłada się jeszcze relacja pomiędzy prezydentem Nawrockim a prezydentem Donaldem Trumpem. Co prawda, prezydent USA najpierw mówił: Europo, zbrój się sama. A kiedy Europa poszła tym tropem i jeszcze zapowiedziała, że zyski z wyprodukowanej przez europejskie kraje broni zostaną w Europie, to Donald Trump poczuł się zagrożony.
I niezadowolony...
Ta sytuacja, kiedy Stany Zjednoczone zostaną pozbawione wielu zysków ze sprzedaży swojej broni Europie i Polsce, nie jest mu na rękę. A jak wiemy, prezydent Nawrocki jest w bliskich kontaktach z prezydentem Trumpem. I dla niego to też trudna sytuacja. Podkreślali to politycy Prawa i Sprawiedliwości, powtarzając, że naszym sprzymierzeńcem jest Ameryka, i tam powinniśmy się zaopatrywać w broń.
A mógł prezydent Karol Nawrocki skorzystać z szansy i wybić się na niepodległość. Nie ulec prezesowi. Nawet były prezydent Andrzej Duda raz czy dwa razy sprzeciwił się Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Oczywiście, prezydent mógł się wybić na niepodległość, wychodząc poza ramy swojej doktrynalnej bańki, w której się znajduje. Podpisując ustawę o SAFE, mógł zyskać szersze poparcie społeczne. Zawsze w takiej sytuacji przypominam prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Kampanią w 1995 roku też targały ogromne emocje. Tamto starcie Lech Wałęsa-Aleksander Kwaśniewski wygrał ten drugi, nie mając wówczas nawet szerokiego poparcia. Po kampanii posypały się protesty, że prezydent oszukał wyborców w sprawie wyższego wykształcenia, jest postkomunistą itd.
Jednak kiedy Aleksander Kwaśniewski zdecydował, że będzie walczyć o reelekcję w 2000 roku, nie miał sobie równych. I wygrał te wybory w pierwszej turze.
Bo stał się prezydentem ponadpartyjnym.
Potrafił też wyjść ze swojej ideologicznej bańki. Pamiętamy słynną „szorstką” przyjaźń z Leszkiem Millerem. Ale prezydent Aleksander Kwaśniewski rozumiał, że Polska gra o dwie duże sprawy, najważniejsze dla naszego kraju po 1989 roku: przystąpienie do NATO i wejście do Unii Europejskiej. Swoją ideologię schował do kieszeni, żeby jednać Polaków i być prezydentem dla wszystkich obywateli. To zachowanie właściwe dla męża stanu.
Zupełnie inne podejście niż obecnego prezydenta.
Karol Nawrocki gra do swojej bramki i pod swoich wyborców.
Czyli to jego hasło: „Po pierwsze Polska i Polacy”, powinno się zmienić na: „Po pierwsze partia i... partyjniacy”?
Pan prezydent bardzo często używa też sformułowania „suwerenność”. W orędziu, w którym tłumaczył, dlaczego nie podpisze ustawy o SAFE, wiele razy użył tego słowa i tego, że to Niemcy będą nam dyktować warunki. To oczywiście dezinformacja, kłamstwo. Program SAFE powstał z inicjatywy Polaków i 90 procent środków finansowych zostanie wykorzystanych w naszym kraju. A to nie jest na rękę Prawu i Sprawiedliwości. Bo te fundusze trafią także w te miejsca, które są uznawane za bastiony PiS.
Takie pieniądze są w stanie zbudować poczucie godności mieszkańców w tych regionach, poprawić jakość ich życia. Taki obywatel może pomyśleć w ten sposób – jestem ważny, bo to ode mnie zależy bezpieczeństwo moich rodaków. Jestem ważny, bo oprócz pensji otrzymuję również premię i żyję godniej niż wcześniej, itd. To buduje zaufanie do państwa. I być może wyborca tradycyjnie głosujący na PiS nagle zauważy, że ten Tusk i Koalicja Obywatelska nie są takie złe, jak ich PiS i prezes malują.
I tego boi się Jarosław Kaczyński.
Bo nie wolno chwalić Donalda Tuska i jego rządu. I poprzez to weto prezes chciał zbić polityczny kapitał. Nasze bezpieczeństwo zostało poświęcone na ołtarzu partyjnych utarczek.
Premier Donald Tusk może uważać się za zwycięzcę w tej awanturze wokół SAFE?
Premier dostał do ręki instrument, którego bardzo potrzebował po to, żeby wykazać się swoją i większości parlamentarnej skutecznością w rządzeniu państwem. I jako wytrawny gracz polityczny nie pozwoli sobie tego odebrać i zmarnować. Można powiedzieć, że to, co zaszkodzi Karolowi Nawrockiemu, ma dużą szanse pomóc Donaldowi Tuskowi. I już jest wstępem do kampanii wyborczej. Elementem, który będzie w niej mocno rozgrywany. Kołem zamachowym dla Donalda Tuska i całego rządu, który ma wyprzeć ze świadomości Polaków podstawowy zarzut, że Koalicja Obywatelska jest nieskuteczna w swoich działaniach. Rząd będzie mógł mówić – zobaczcie, te pieniądze do was wpłynęły, podniósł się wasz poziom życia dzięki nam, itd.
Oczywiście, w kampanii będą rządzić również wszystkie sprawy rozliczeniowe związane z PiS. Ale nie będą już leitmotivem wyborczej narracji. Na miejscu premiera jeszcze nie otwierałabym jednak szampana.
Prezes Jarosław Kaczyński liczył, że to prezydenckie weto pozwoli mu na odzyskanie wyborców, którzy odeszli do jednej z dwóch Konfederacji.
Konfederacja Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena nie była tak stanowcza w swoich ocenach mechanizmu SAFE, jak Konfederacja Grzegorza Brauna. Mam wrażenie, że uznali, iż to nie jest ich wojna i ktoś inny za nich sprawę załatwi. Ale prezes Jarosław Kaczyński, wskazując Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera w przyszłym, ewentualnym rządzie i występując przeciwko SAFE, radykalizując swoją partię, liczy, że to spowoduje powrót tych „synów marnotrawnych”, którzy odpłynęli do Konfederacji Grzegorza Brauna.
Z drugiej strony, te działania PiS wynikają z niezrozumienia dynamiki zmian społecznych i tego, że polskie społeczeństwo się zmieniło.
To znaczy?
Przykładem może być wypowiedź, że się tak wyrażę, „premiera elekta” Przemysława Czarnka na temat odnawialnych źródeł energii. Uważam, że ten parlamentarzysta, pewnie jak wielu w jego ugrupowaniu, nie rozumie polskiej wsi i nie zauważa zmian, jakie w niej nastąpiły. W tej chwili bardzo dużo gospodarstw rolnych funkcjonuje na odnawialnych źródłach energii z sukcesem. Prawie każda obora z nich korzysta.
Ten zdwojony ostatnio atak na Unię Europejską, straszenie Polaków butem niemieckim będą głównym paliwem Prawa i Sprawiedliwości w kampanii?
Jarosław Kaczyński do niedawna zapewniał, że są eurorealistami. Ale w tej chwili bardzo mocno zaogniają spór z Niemcami. Oczywiście tylko w sferze werbalnej, lecz po to, żeby się odróżnić wyraźnie od koalicji rządzącej. To jest gra na fałszywych emocjach, bo PiS chętnie sięgało, kiedy rządziło, i teraz sięga po środki pochodzące z Unii Europejskiej.
Będzie grać na polexit?
W tej chwili trudno tej partii wytłumaczyć, w jaki sposób Unia Europejska powinna się zreformować, więc łatwiej im będzie grać na polexit. Tym bardziej, że jest to zbieżne z oczekiwaniami części konserwatywnego polskiego społeczeństwa.
PiS nie ma też pomysłu na obietnice finansowe, jak w 2015 roku, kiedy zapowiedziano program 500 plus.
Bo ta „kołderka” jest za krótka. Budżet państwa nie jest z gumy. Widać hipokryzję Prawa i Sprawiedliwości, które płacze nad zadłużeniem wewnętrznym Polski. I słuszne płacze. Tylko dlaczego politycy tej partii nie wylewali łez, kiedy sami nasz kraj zadłużali?
Często podnosimy czynnik ekonomiczny, który ma decydować o naszych politycznych wyborach. I tak trochę jest. Ale nie zapominajmy, że aksjologia to też silny element przekonywania wyborców, czyli zespół wartości, na których ugrupowania cementują swoje wpływy społeczne i obecność w życiu politycznym. Jarosław Kaczyński postanowił, że w nadchodzących wyborach głębiej sięgnie po te aksjologiczne wymiary, a nie ekonomiczne. Bo w sytuacji ekonomicznej, w jakiej jesteśmy, niewiele więcej da się obiecać.
Trzeba też pamiętać, że niedługo przestaniemy być w Unii Europejskiej płatnikiem netto, a staniemy się płatnikiem brutto. To też Polakom nie będzie się podobało, że więcej wpłacamy niż otrzymujemy. Ale z drugiej strony, wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby zobaczyć, jak nasz kraj dzięki unijnym dotacjom się zmienił. I w jaki sposób potrafiliśmy wykorzystać unijne środki dla budowy kapitału społecznego i przemian w strukturze polskich miast. Sami na pewno byśmy sobie z tym nie poradzili i te przemiany nie byłyby takie spektakularne, jakie są.
Donald Tusk też może grać polexitem w kampanii? Straszyć nim przed PiS?
Na pewno zagra. Ale, moim zdaniem, po stronie obozu rządzącego pojawia się inne zagrożenie, które określiłabym mianem lekceważenia przeciwnika. Donald Tusk był w stanie temu zapobiec w kampanii 2023 roku. Ale już Rafał Trzaskowski w kampanii prezydenckiej zderzył się z tą sytuacją i jego sztab nie poradził sobie, dzięki czemu populiści wygrali. Ale tym razem kampania nie musi się skończyć ich sukcesem i skrajnej prawicy.

























Napisz komentarz
Komentarze