W twoim magicznym magazynie kostiumów teatralnych śpią też teatralne lalki, maski i stare książki…
Jest też, za ścianą, stajnia fortepianów Mirka Mastalerza. Jednoskrzydłe „rumaki” parkują tam między koncertami. Każdy z nich ma swój własny „strój” – 440 lub 432 kHz. Nocują tam też celesta, klawesyn.
Od czego ta kolekcja się zaczęła?
Od sukni. W czarno-białe pasy. Suknia w długiej historii swego żywota nigdy nie ujrzała sceny, aż do minionego roku, gdy wystąpiłam w niej w Sinfonia Baltica w Słupsku. A miłość do kostiumu to pewnie efekt czasów PRL-u, gdzie w sklepach z materiałami królował głównie bistor.

Ale za to w teatrach były kostiumy, o których dzisiejsze sceny mogą sobie tylko pomarzyć.
W moim magazynie są stroje z teatrów uratowane. Wiele z nich skończyłoby na śmietniku... Dałam tym rzeczom dom, choć ich przechowywanie to niełatwa i kosztowna sprawa. Ale warto. Jedna z nauczycielek, która przygotowywała szkolny spektakl, powiedziała o swoich uczniach: Włożyli pożyczone przez panią kostiumy i od razu poczuli się aktorami! Zaczęli naprawdę grać!
Kostium dopełnia rolę.
Nawet obcas sprawia, że od razu inaczej ustawia mi się głos, czuję rozmach! Dzięki moim kostiumom uczniowie z klasy teatralnej, którą prowadzę w Ogólnokształcącym Liceum Programów Indywidualnych oraz Liceum Sztuk Plastycznych w Gdańsku, mają okazję robić prawdziwy teatr, nie tylko z kartonu i szarego papieru.
Ważne jest dobrać kostium do roli tak, by słowo było spójne z gestem. Na 1 kwietnia przygotowujemy Szekspira. Romeo i ... dwie Julie przymierzali dziś suknie, buty, nakrycia głowy. Wszystko to są rzeczy z duszą. Taki będzie też nasz spektakl. Julii będzie wiele więcej...

Na wieszakach – prócz szekspirowskich – także kostiumy orientalne, etniczne...
To moja zdobycz z małych sklepików, tradycyjnych targowisk w Indonezji, gdzie byłam na stypendium, gdzie uczyłam się tańca i teatru. Wiele kostiumów, które stamtąd przywiozłam, było szytych specjalnie dla mnie w manufakturach jawajskich.
Mam tu też szczególnie cenne i podziwiane stroje dworskie, ale i nasze narodowe stroje ludowe, które od wielu lat ożywają w spektaklu „Dziady i baby święcone”.

Tradycja teatru to dla ciebie świętość niemal.
Jestem wychowana na teatrze, gdzie na scenę nie wchodziło się w prywatnym obuwiu, gdzie podczas prób nosiło się halki ćwiczebne. Moje przywiązanie do kostiumu wynika też pewnie z tego, że mam rodowód lalkarski. Dla lalkarza przestrzeń sceny wypełnia się nie tylko głosem, słowem, ale też ruchem scenicznym, kolorem, animowaną tkaniną. Przyznam, że długo nie doceniałam tego, co udało mi się w tym magazynie zgromadzić...
Dlaczego?
Na te kostiumy spojrzałam inaczej, dopiero gdy uświadomiłam sobie, że aktorzy indonezyjscy wypożyczają strój do każdego spektaklu, bo nie stać ich na szycie nowych, a dbanie o nie jest szczególnie trudne w tamtych warunkach klimatycznych, wilgoć może szybko zniszczyć taką kolekcję... Od nich nauczyłam się, jak przechowywać kostiumy tak, by nie zżarła ich pleśń.
Dziś mój magazyn to są stroje mojego autorstwa, część moich teatralnych ról, ale też efekt setek godzin pracy ludzi z całego świata i z różnych epok. To wartość.
To tradycja teatralnego rzemiosła.
W czasach, gdy młodzi ludzie obcują głównie ze współczesnymi interpretacjami, z okrojonymi wersjami sztuk, tracą punkt odniesienia, tracą teatr z całą jego tradycją, pokorą, przestrzenią, która jest niepowtarzalna.
Teatr to kostium?
Teatr antyczny to kostium i maska. Podobnie teatr azjatycki. Trudno by było inaczej, teatr jest przeistoczeniem. Przebóstwieniem. Musi mieć tę boską aurę. Albo przynajmniej iskrę. Bez tego nie ma postaci.
W twoich kostiumach występują też wolontariusze oliwskiego Jarmarku Cysterskiego.
Wożę na jarmark kilka bagażników tych sukien! Wspierają mnie inni artyści – kolekcjonerzy. Dzięki tym strojom jarmarkowi wolontariusze stają się częścią scenerii tego widowiska, postaciami z innej epoki. I tak życie staje się teatrem. W czerwcu w Oliwie na pewno.
























Napisz komentarz
Komentarze