Do szokujących wydarzeń doszło jesienią 2025 roku w miejscowości Brzezie pod Człuchowem. Śledztwo w tej sprawie nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku właśnie znalazło swój finał w sądzie. Oskarżony Mirosław S. przyznał się do zastrzelenia dwóch psów. W trakcie przesłuchania tłumaczył śledczym, że zwierzęta „zdziczały”, uciekały z posesji i nie reagowały na jego komendy. Myśliwy twierdził, że obawiał się ataku psów na postronne osoby, dlatego uznał, że jedynym rozwiązaniem jest ich uśmiercenie. Mężczyzna w wyjaśnieniach stwierdził, że żałuje tego, co zrobił, choć wcześniej był przekonany, że postępuje słusznie.
CZYTAJ TAKŻE: Myśliwy zastrzelił własne psy i wrzucił do jeziora. Usłyszał zarzuty, stracił też legitymację i broń
Po oddaniu strzałów mężczyzna nie pochował zwierząt – ich truchła wrzucił do pobliskiego zbiornika wodnego. Przed śledczymi tłumaczył się brakiem sił do wykopania dołów. Policjanci zabezpieczyli u 70-latka sztucer i kniejówkę (broń myśliwską), ponad 100 sztuk amunicji oraz legitymację myśliwską i pozwolenie na broń.
POLECAMY: „Zabił je potwór”. W Sztumskim Polu ktoś wrzucił do stawu worek ze szczeniakami
Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, za uśmiercenie psa bez wyraźnego uzasadnienia ustawowego (np. konieczności skrócenia cierpienia pod nadzorem weterynarza) grozi kara pozbawienia wolności. W przypadku Mirosława S. prokuratura domaga się ukarania go za zabicie zwierząt z naruszeniem przepisów ustawy. Za popełnienie przestępstwa polegającego na zabiciu zwierzęcia grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Poza wyrokiem więzienia, mężczyzna musi liczyć się z dożywotnim zakazem posiadania zwierząt oraz przepadkiem zabezpieczonej broni. Sprawę rozstrzygnie Sąd Rejonowy w Człuchowie.























Napisz komentarz
Komentarze