Sprawa byłej wiceprezydent Tczewa w sądzie
W czwartek, 16 kwietnia, przed Sądem Rejonowym w Tczewie rozpoczęła się sprawa Joanny G., byłej wiceprezydent miasta. Zarzucono jej popełnienie czterech czynów z art. 119 par. 1 Kodeksu wykroczeń.
- kradzież kosmetyków o wartości 100,96 zł (listopad 2025)
- przywłaszczenie produktu za 159,99 zł (grudzień 2025)
- kradzież kosmetyku za 299,99 zł (grudzień 2025)
- przywłaszczenie artykułów chemicznych za 77,97 zł (grudzień 2025)
Do wszystkich tych zdarzeń miało dojść w dwóch sklepach sieci Rossmann w Tczewie. Wartość szkody nie przekracza 800 zł, dlatego sprawa ma charakter wykroczenia, a nie przestępstwa. Oskarżycielem w tej sprawie jest Komenda Powiatowa Policji w Tczewie.
CZYTAJ TEŻ: Tczew: Prezydent Łukasz Brządkowski żąda wyjaśnień ws. doniesień o incydencie w Rossmannie

Wiceprezydent nie przyznaje się do winy
Trwająca ponad trzy godzina rozprawa w dużej mierze upłynęła na odtworzeniu nagrań z kamer monitoringu sklepowego oraz zdjęć. Proces odroczno do 25 czerwca 2026 roku. Sąd uznał, że należy uzupełnić materiał dowodowy dotyczący nagrań ze sklepowego monitoringu. Konieczna będzie też opinia biegłego z zakresu technik audiowizualnych.
Joanna G. nie przyznała się do zarzucanych czynów i odmówiła składania wyjaśnień podczas rozprawy. Sąd odczytał jej wcześniejsze zeznania złożone w trakcie postępowania przygotowawczego.
- Nie pamiętam tych sytuacji, nigdy w życiu nie ukradłam i nie zabrałam intencjonalnie żadnej rzeczy. Ostatnie półtora roku było dla mnie bardzo ciężkie ze względu na intensywny charakter pracy. Zdarzało się, że miałam wolny jeden dzień w miesiącu. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, abym musiała coś ukraść. Posiadam dobre zarobki, nie pozwoliłabym sobie na świadome zabranie rzeczy - brzmiał fragment odczytanych wyjaśnień.
Przyznała, że jeśli do takiej sytuacji doszło, to jedynie w wyniku roztargnienia. Zadeklarowała też wówczas, że skontaktuje się z siecią i ureguluje należność.
Część procesu niejawna
Tuż po rozpoczęciu rozprawy, obrońca wniósł o częściowe wyłączenie jawności procesu. Jak podkreślił, chodziło o dane wrażliwe, które nie były bezpośrednio związane ze sprawą, dotyczące m.in. zdrowia obwinionej. Sędzia Aleksandra Jakubiak przychyliła się do tego wniosku. W efekcie część zeznań została odczytana za zamkniętymi drzwiami.
Mecenas Karczmarzyk, pełnomocnik byłej wiceprezydent podkreślił, że sprawa jest wykroczeniem, czyli jej ranga jest podobna do przekroczenia prędkości.
- Tymczasem moja klientka stała się przedmiotem linczu i media już wydały wyrok – podnosił mecenas Karczmarzyk.
Poinformował również, że obecnie toczą się także prokuratorskie czynności ws. bezprawnego ujawnienia informacji z postępowania.
ZOBACZ TAKŻE: Historyczna decyzja w Tczewie. Radni za zmianą granic administracyjnych miasta
"Oczekuję uniewinnienia"
Mecenas Marek Karczmarzyk, już po zakończonej rozprawie zachęcał dziennikarzy do obserwowania całego postępowania.
- Zapraszam państwa na całe postępowanie, tak żebyście państwo zobaczyli coś, co świetnie określił Bill Clinton – mówił obrońca Joanny G. - Lubię tego prezydenta za jego absolutną szczerość. Pytany kiedyś czy polityka wygląda tak źle jak w "House of Cards". Powiedział: „Tak, wygląda o wiele gorzej.” Bądźcie państwo na całym postępowaniu, szczególnie na mowach końcowych - dodał.
Zapytany, czego oczekuje od sądu, stwierdził krótko: „uniewinnienia mojej klientki”.
Wiceprezydent odwołana ze stanowiska
Joanna G. pełniła odpowiedzialne stanowiska od 2020 roku, kiedy to została dyrektorem Centrum Kultury i Sztuki w Tczewie. Następnie pracowała w Biurze Prezydenta Gdańska ds. Kultury, a w 2024 roku, po wygranych wyborach przez Łukasza Brządkowskiego, została wiceprezydentem ds. społecznych Tczewa. Do Rady Miasta Tczewa z sukcesem startowała z listy komitetu wyborczego Łukasza Brządkowskiego - Samorząd OdNowa. Po nominacji na wiceprezydentkę Tczewa złożyła mandat radnej.
Prezydent Tczewa początkowo żądał wyjaśnień od swojej zastępczyni. W rozmowie z "Radiem Gdańsk" przekonywał, że zarzuty pod jej adresem to pomówienia.
- Następuje brzydkie „grillowanie” pani wiceprezydent. Z tego, co wiem, nie było żadnej kradzieży i żadnego złapania na gorącym uczynku. To był po prostu anonim, który został wysłany do wielu redakcji. Trzymam kciuki za panią wiceprezydent, niech walczy o oczyszczenie swojego dobrego imienia - powiedział pod koniec stycznia Brządkowski
Na początku marca zdecydował się odwołać swoją zastępczynię.























Napisz komentarz
Komentarze