Nasz zespół jest jak dom, w którym chce się być. 15 lat razem w Les Femmes Opera

Ważne jest, by rozwijać się artystycznie, ale i utrzymać dobre relacje w rodzinie, by w szacunku i miłości wychować dzieci, co jest trudne i wcale nieoczywiste - to dewiza Les Femmes Opera: Emilii Osowskiej, Natalii Krajewskiej-Kitowskiej i Joanny Sobowiec-Jamioł. Zespół świętuje w tym roku 15 urodziny
Nasz zespół jest jak dom, w którym chce się być. 15 lat razem w Les Femmes Opera
W stołówce gdańskiej Akademii Muzycznej spotykają się trzy młode śpiewaczki, jeszcze studentki. Rodzi się zespół Les Femmes Opera. W ciągu 15 lat wystawiły 600 spektakli!

Autor: B. Kołaczkowski

Jak to się zaczęło? Jest rok 2011. W stołówce gdańskiej Akademii Muzycznej spotykają się trzy młode śpiewaczki, jeszcze studentki. Rodzi się zespół, przyjaźń, choć każda śpiewa innym głosem. 

Każda ma w emploi coś z francuskiego repertuaru operowego, od Carmen po Małgorzatę z „Fausta”. Stąd nazwa - Les Femmes Opera (z fr. les femmes – kobiety). Dziś, po 15 latach od tamtego spotkania Les Femmes to blisko 600 spektakli, to laureatki II miejsca Da Capo International Music Competition, Rumunia 2021 oraz finalistki Międzynarodowego Konkursu Cadenza Contest, Włochy 2021. W repertuarze autorskie kolaże operowe sięgające tradycji pasticcio XVII i XVIII wieku, muzyczno-teatralne widowiska zbudowane z arii, pieśni i fragmentów dzieł kompozytorów muzyki klasycznej. 

Od lewej: Joanna, Emilia, Natalia. "Gala Operowa" Fot. B. Kołaczkowski


3 kobiety, 11 dzieci i śpiew

Emilia Osowska, mezzosopran. Jest absolwentką Wydziału Wokalno – Aktorskiego Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz Technologii Chemicznej Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej. Wielbicielka teatru operowego, dramatycznego, muzyki klasycznej i jazzowej. Pasjonuje się nauką, literaturą, wspinaczką górską i żeglarstwem morskim. Żona Lukeza Osowskiego, mama Jasia, Lidki, Franka, Adasia i Ani.

  • Natalia Krajewska-Kitowska, sopran liryczny. Laureatka I miejsca w kategorii śpiew operowy na Międzynarodowym Konkursie Iscart International Music Competition, Lugano, Szwajcaria, 2021. Fanka filmów Si-Fi, malowania kamieni i wysyłania ich w świat. Marzy, by wraz z mężem Krzysztofem zdobyć Koronę Gór Polski – już uzbierała kilka szczytów do kolekcji. Mama dwójki dzieci.
  • Joanna Sobowiec-Jamioł, sopran liryczno-koloraturowy, wokalistka i dyrygentka chóralna. Absolwentka Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie dyrygentury chóralnej oraz w Akademii Muzycznej w Gdańsku na Wydziale Wokalno – Aktorskim. Lubi kino, rozmowy o życiu i śmierci, teatr tańca Piny Bausch i improwizację. Śpiewa gwizdkiem i imituje brzmienie trąbki w stylu vocal play. Mama Basi, Hiacynty, Krzysia i Marii.


Każdy spektakl to jak krok postawiony na Księżycu

Emilia: Sięgamy po ambitny, operowy repertuar, ale teatralna konwencja, którą przyjęłyśmy pozwala podać go publiczności w lekkiej formie. Muzyka wyrafinowana, a dostępna dla każdego, to jest nasz styl. Takie podejście do ambitnej literatury muzycznej mamy dzięki… naszym rodzinom. Żyjemy wśród normalnych ludzi, nie w jakichś niszach. Nasze cudowne dzieci, nasi wspaniali mężowie, niejako sprowadzają nas z tego Parnasu wielkiej opery na ziemię. Odciągają od enklaw. Śpiewamy zatem to, co nam w duszy gra, co mamy w sercu. 

Natalia: Założeniem zespołu jest realizować siebie. Każda z nas to nie tylko inny głos, to odmienny charakter, co sprawdza się na scenie. Poza tym lubimy żonglować gatunkami. Bez tego trudno byłoby robić widowiska, których styl przyciąga tak różną publiczność. Co prawda, nasze młodzieńcze wizje nieco rozminęły się z życiem, rynek wymusza, by się dostosować, jednak – co najważniejsze – w tej walce o widza nie zatraciłyśmy siebie. 

Joanna: Słowo klucz naszej działalności to wytrwałość i konsekwencja. Zespół ma już 15 lat, a my wciąż jesteśmy w drodze, wciąż nie osiągnęłyśmy celu. Każdy nasz spektakl czy koncert to krok w rozwoju. Dla kogoś może być mały, ale dla nas tak ważny, że traktujemy go prawie jak krok postawiony na Księżycu! Niektórzy dziwią się, że trwamy pomimo trudnych czasów, że nawet pandemia nas nie złamała. Dla nas najważniejsze to trwać w drodze, bo może to droga jest celem?

"W małym kinie" Fot. B. Kołaczkowski


Emocje – one są najważniejsze

Joanna: Pierwszy wspólny występ miał miejsce w gdańskiej bibliotece na Stogach. Wtedy zagrała z nami pianistka Kasia Hobgarska-Buja, z którą początkowo tworzyłyśmy zespół. Dziś śpiewamy w całej Polsce w różnorodnych składach wykonawczych, z fortepianem, harfą, skrzypcami, zespołami kameralnymi, jazzowymi czy orkiestrami. Każdy kontakt z muzykami bardzo nas rozwija, inspirujemy się wzajemnie. Próby uwielbiamy tak samo jak koncerty!  Gramy muzykę zarówno dla tych, którzy traktują ją jako rozrywkę, ale i dla koneserów, potrafiących docenić nasz trud. Zaczęłyśmy od repertuaru najbardziej kojarzącego się z operą: arii-hitów, dziś nasze programy są bardzo zróżnicowane i często wykonujemy muzykę mniej znaną. Klasykę ubieramy w teatralny kostium w nowej formule. Czasem te nasze oryginalne pomysły wzbudzają zadziwienie, ale są bardzo pozytywnie odbierane. 

Natalia: Oprócz techniki, którą wciąż doskonalimy, nie zatraciłyśmy szczerości wykonawczej. Emocje – one są najważniejsze. Za nami 600 koncertów, na których publiczność - i dzieci, i dorośli - reagują żywiołowo. Wspaniałe jest też to, że dane nam jest pracować ze znakomitymi muzykami. Łącząc style, i klasykę, i jazz, budujemy razem fascynujące dla nas, sceniczne światy. 

Joanna: Nie przypuszczałyśmy, że w tym, co robimy będzie tak dużo teatru! Napoczątku to zawsze był jednak bardziej koncert niż spektakl. Niejako zwieńczeniem poszukiwań, w którą stronę powinnyśmy iść był napisany specjalnie dla nas spektakl-oratorium „Trzy Marie” Anny Rocławskiej-Musiałczyk. To dzieje kobiet towarzyszących Jezusowi w jego męce i zmartwychwstaniu. Inspiracją do powstania spektaklu były rzeźby niderlandzkich mistrzów średniowiecza pochodzące z pruszczańskiego poliptyku „Ukrzyżowanie”. 


Jeśli czasem dopada nas zwątpienie

Natalia: Jeśli czasem dopada nas zwątpienie, to raczej związane z niestałością naszego zawodu, z niepewnością, która powoduje niepokój. Kiedy jest ciężko, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, wtedy pojawia się pytanie: czy to ma sens? Ale rozterka szybko mija. Trzeba tylko ją przyjąć do siebie i zastanowić się, jak sobie z tym poradzić, by jednak iść dalej. Trzeba mieć na ten kryzys patent.

Joanna: Pandemia był kryzysem, ale jej przetrwanie stało się sukcesem, byłyśmy szczęśliwe, że przeczekałyśmy ten czas, że wróciłyśmy na scenę. 

Natalia: Pandemia była też w pewnym sensie inspiracją, otworzyła na nowe myślenie, udało się nagrać kilka realizacji. 

Emilia: Nigdy nie było między nami kryzysu przyjaźni. 


 

"Pejzaż polski" Fot. T. Budzyński

Wiemy, że zawsze wrócimy do siebie

Emilia: Łączy nas podobny system wartości. Także wiara, wszystkie jesteśmy głęboko religijnymi osobami. Ważne jest, by rozwijać się artystycznie, ale i utrzymać dobre relacje w rodzinie, by w szacunku i miłości wychować dzieci, to jest trudne i wcale nieoczywiste. Dlatego jesteśmy wobec siebie wyrozumiałe. Jeśli któraś z nas potrzebuje więcej czasu, trzeba to uszanować, wyhamować, przeczekać. Wtedy kto inny przejmuje przywództwo. Wszystkie jesteśmy zaangażowane w to, co robimy, siły rozłożone są równomiernie. Wspólnie nosimy to brzemię sztuki, dzięki temu trwamy. Jest nam ze sobą dobrze.

Natalia: Dajemy sobie dużo wolności, z roku na rok coraz więcej. Nie ograniczamy siebie artystycznie. Każda z nas realizuje też własne projekty. Wiemy, że zawsze wrócimy do siebie. 

Emilia: Nasz zespół jest jak dom, w którym chce się być. 

Natalia: Początek naszego zespołu to początek naszych rodzin. 

Joanna: Od czasu pierwszego koncertu na świat przyszła jeszcze dziewiątka dzieci! Zawsze, gdy o tym mówię, ogarnia mnie wzruszenie. Nasza historia to może też przykład dla młodych artystek, że rodzinę i scenę da się pogodzić. Choć, oczywiście, miałyśmy łatwiej, bo same sobie byłyśmy szefami. Będąc w ciąży starałyśmy się jak najdłużej występować, nie schodzić ze sceny zbyt szybko. Kiedyś ciężarne śpiewaczki budziły lekkie zażenowanie, teraz to normalne, nawet budzi pozytywne emocje, zawsze serdeczność. W połogu pojawiały się wątpliwości, czy wróci forma. Pewne było, że jest do czego wracać. 

Natalia: Zawsze pokrzepiająca była myśl: Mój zespół na mnie czeka, daje mi czas. Jeśli jednak trzeba było zrobić chwilowe zastępstwo, nigdy nie angażowałyśmy kobiety… A chwilowa obecność mężczyzny w Les Femmes powodowała nowe możliwości repertuarowe, w programie pojawiały się np. duety miłosne. Dzieci też wyznczały kierunek. Dziś, po tylu latach, gdy towarzyszą nam w tej drodze, czuję, że to są nasze wspólne dzieci, zespołowe. 

W drodze na koncert Fot. Arch. prywatne

Najważniejsza jest moc sceny

Emilia: Przed nami jeszcze dobre dziesięć lat śpiewania, co potem? Czas pokaże. Jest inaczej niż kiedyś, nie ma karmienia maluchów za kulisami, nie wozimy z kostiumami pieluszek. Teraz jest etap, że stajemy się przyjaciółkami naszych dorastających dzieci. Ważne, by tego nie przeoczyć, nie zlekceważyć. Ale przy tym wszystkim mieć szacunek do siebie. Jestem spokojna co do naszych możliwości wokalnych, niezmiennie pracujemy nad techniką. Głosy Natalii i Joanny wciąż brzmią, jakby dziewczyny miały po dwadzieścia lat! Za dziesięć lat też tak będzie.

Natalia: Upływ czasu? Jest przecież charakteryzacja! Ale najważniejsza jest moc sceny. W operze, w teatrze wiek, czas jest czymś umownym. Scena to magia, można umierać po wielokroć, a potem wstać i ruszać dalej.

Emilia: Podczas przedstawienia dla dzieci, dziewczynka z widowni spytała mnie, czy jestem prawdziwą księżniczką. A zatem, póki młodość jest w nas...

Natalia: Z niemocy trzeba zrobić atut. Tego warto się trzymać.

Joanna: Jest w nas harmonia, poczucie, że wszystko dzieje się tak, jak powinno być. Przerwy związane z porodem tylko regenerowały nasze głosy. A zatem i to miało sens. Niezmiennie chcemy rozsmakować ludzi w operze. Chcemy pokazać, jak bardzo jesteśmy zakochane, nie tylko w muzyce…

Więcej o zespole, planowanych koncertach:

www.lesfemmes.pl

https://www.facebook.com/LesFemmesOpera

https://www.instagram.com/lesfemmesopera/


 

 


 


 


 


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa