Po kilkunastu latach starań, po zgodnym działaniu samorządowców 61 miast, gmin i powiatów, po ciężkiej pracy wielu środowisk, udało się! Udało się przekonać pana premiera i ministra finansów do tego, aby umożliwić przekształcenie stowarzyszenia Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot w Związek Metropolitalny! Parlament przegłosował ustawę, a prezydent ją podpisał! I to pomimo „heroicznej szarży” radnych i posłów PiS oraz części Konfederacji. A także, niestety, pojedynczych sceptycznych głosów reprezentantów środowisk gospodarczych.
Trudno polemizować z irracjonalnymi argumentami radnych PiS - skierowanymi do prezydenta Nawrockiego - że za pomysłem metropolii stoi emerytowany oficer Luftwaffe (?!) czy, że jest to przedłużenie idei Wolnego Miasta Gdańska (swoją drogą warto, aby wyborcy PiS zapoznali się z tą „argumentacją”).
A co ciekawe, kiedy w 2015 roku głosowano nad ustawę dla Metropolii Śląsko-Zagłębiowskiej, wszyscy posłowie z województwa śląskiego potrafili przekonać - niezależnie od opcji politycznej - cały parlament, aby głosować „za”. Nasi posłowie PiS i Konfederacji z Pomorza nie tylko nie podjęli tego trudu, ale zagłosowali przeciw ustawie dla Pomorza, tłumacząc to m.in. utratą autonomii gmin, w szczególności na rzecz miast Trójmiasta. Nie zważali nawet uwagi na to, że mieszkańcy stracą 0,5 mld zł rocznie na poprawę funkcjonowania komunikacji.
Zgoła inne - szczególnie na łamach tygodnika „Zawsze Pomorze” - obawy wobec uchwalonej ustawy metropolitalnej prezentował wielokrotnie szef Pracodawców Pomorza dr Zbigniew Canowiecki, apelując do rządu i parlamentu, aby ustawy w takim kształcie nie uchwalać!
CZYTAJ TEŻ: Związek metropolitalny na Pomorzu. Jest zgoda 61 samorządów, czas na konsultacje
Warto pochylić się bardziej nad argumentami, które przytoczył autor artykułu z dnia 7 sierpnia br., już po uchwaleniu ustawy („Czy na Pomorzu sprawdzi się metropolia niebędąca jednostką samorządu terytorialnego?”):
1. Według szefa Pracodawców Pomorza, w przeciwieństwie do argumentów działaczy PiS i Konfederacji, ustawa w takim kształcie doprowadzi do tego, że związek metropolitalny będzie miał za słabe umocowanie i kompetencje wobec gmin wchodzących w skład związku! Dlatego dr Zbigniew Canowiecki postulował m.in., aby zamiast związku gmin, w którego władzach zasiadają wójtowie, prezydenci, burmistrzowie i starostowie, powołać powiat metropolitalny. Miałaby to być osobna jednostka samorządu terytorialnego – powiat metropolitalny - z wybieranymi bezpośrednio przez mieszkańców radnymi. A przecież mówienie o tym, że zebranie wójtów, prezydentów, burmistrzów i starostów 61 gmin wybranych w większości w bezpośrednich wyborach, ma mniejszy mandat niż bezpośrednio wybrani radni z obszaru metropolitalnego jest bardzo „odważną” tezą. Ja uważam że wręcz fałszywą. Raczej bym dążył do tego, żeby władze każdego powiatu ziemskiego składały się z wójtów i burmistrzów z danego powiatu, a nie z osobno wybieranych, ale to moje zdanie i temat na inną dyskusję. I w takim wypadku można by się zgodzić, że metropolia miałaby być powiatem, ale z pośrednio wybieranymi władzami, które by nadal tworzyliby liderzy jednostek samorządu wchodzących w skład metropolii.
Autor artykułu posuwa się nawet do irracjonalnego i - delikatnie rzecz ujmując - niestosownego zarzutu, że samorządowcy stanowiący obecnie radę metropolii nie chcą podzielić się swoją władzą. Boją się rzekomo, że stracą swoje funkcje… Szczególnie fałszywa jest to teza zważywszy, że część ich w obecnym stanie prawnym nie będzie mogła startować na następną kadencję….
Pan prezes Canowiecki nawet pozwolił sobie napisać, że metropolia może stać się przechowalnią dla byłych działaczy samorządowych. (Prosiłbym pana prezesa, aby nie martwił się o moją osobę - nie mam zamiaru być prezesem związku).
2. Mocna krytyka struktury, która polega na partycypacji wszystkich aktorów metropolii, na wspólnych uzgodnieniach, na wspólnym zaangażowaniu, jest niezrozumiała. Szczególnie że strukturę metropolii można by porównać do samorządu gospodarczego, który też nie jest obowiązkowym „zjednoczeniem przemysłowym” jak za czasów komuny, tylko jest dobrowolnym stowarzyszeniem. A jednak trudno odmówić obecnym związkom pracodawców czy cechom rzemiosł tego, że prężnie reprezentują interesy swoich członków. Mają znaczący wpływ na rozwój regionu czy proces legislacyjny.
3.Zupełnie niezrozumiałe jest też niezapoznanie się przez prezesa Zbigniewa Canowieckiego z przykładami z innych krajów, które w większości jak Niemcy, Hiszpania, Francja czy także kraje skandynawskie - poszły jednak, tak jak Polska, w strukturę związku metropolitalnego, a nie powiatu metropolitalnego. Dobrze byłoby więc nie powoływać się tylko na ekspertów tylko z jednej strony, którzy mają pozytywny pogląd na kolejny szczebel administracji, a nie tych, którzy obserwowali i obserwują, jak metropolie budują się w Europie i jak tam działają.
4. Autor krytyki martwi się dalej np. tym, że związek metropolitalny nie będzie miał możliwości wydawania decyzji lokalizacyjnych czy uchwalania obowiązujących aktów prawnych z zakresu planowania przestrzennego. Takie uprawnienia dla metropolii pozbawiłyby wszakże gminy, jednostki będących najbliżej mieszkańców, podstawowego władztwa. Pozbawiłby społeczności lokalne, sąsiadów wpływu na podstawowe decyzje dotyczące planowania przestrzeni.
Oczywiście zgadzam się z autorem artykułu, że plany zagospodarowania poszczególnych jednostek czy strategia metropolii muszą być kompatybilne ze strategią poszczególnych miast i strategią województwa, a strategia województwa z kolei - ze strategią kraju, a ta ze strategią Europy. Jest to rzecz naturalna, ale polega na ustaleniach, a nie na tym, że jeden może narzucić rozwiązania drugiemu.
5. Dobrze też się stało także - co krytykuje dr Zbigniew Canowiecki - że panie prezydentki Trójmiasta zgodziły się, żeby 40% środków było wydawanych w mniejszych gminach. Dobrze dlatego, że metropolia polega na tym, żeby rozwój był jak najbardziej równomierny na całym obszarze. Żeby wyrównywać szanse. Żeby móc sprawnie i w rozsądnej cenie dowieźć ludzi do pracy, do szkół. Żeby mniejsze miasta się nie wyludniały. Żeby komunikacja publiczna, która jest bardzo sprawna w Trójmieście, była bardziej sprawna na obrzeżach Trójmiasta. Metropolia to wspólny rozwój gospodarczy, wspólne poszukiwanie inwestorów. Także danie faktycznie większej wagi głosom obszarom z mniejszą liczbą mieszkańców, spoza Trójmiasta, jest kapitalną ideą budowania wspólnoty, którą od początku wprowadzał prezydent Paweł Adamowicz. Uznał, że głos każdej gminy, każdego powiatu jest bardzo ważny.
I to wspólna mądrość prezydentek Trójmiasta, wójtów, starostów i burmistrzów oraz ich wspólna presja wobec rządu, wobec parlamentu czy prezydenta pokazała, że chcą budować wspólną metropolię. Ale chcą budować metropolię opartą na partycypacji, idąc od dołu poprzez wybory mieszkańców poszczególnych gmin, a nie opierając ją na wyborach radnych metropolii, które w przypadku całej metropolii - podobnie jak wybory do sejmiku - byłyby z natury bardziej wyborami partyjnymi niż wyborami na osoby. Jak wiemy, rozpoznawalność radnych gminnych jest największa; większa niż radnych powiatowych, a wojewódzkich chyba najmniejsza.
6. Trudno się nie zgodzić z jednym stanowiskiem prezentowanym stanowiskiem przez dr Zbigniewa Canowieckiego, w numerze 32 z 7 sierpnia br. tygodnika „Zawsze Pomorze”, że przed metropolią jeszcze dużo pracy. Potrzebne są uchwały samorządów, potrzebna jest opinia województwa pomorskiego czy decyzja rządu. To prawda, dużo jeszcze pracy przed samorządowcami.
Swoją drogą widać, że pan prezes wolałby, żeby decyzja pozytywna zarządu województwa była obligatoryjna do powstania metropolii. Widać tu brak konsekwencji. Z jednej strony pan prezes postuluj, żeby metropolia była osobną jednostką samorządu terytorialnego, z władzami wybranymi w bezpośrednich wyborach, a z drugiej strony chciałby narzucać jej wolę innego samorządu terytorialnego – wojewódzkiego! Brak tutaj konsekwencji!
I dobrze, swoja droga, że nikt nie może już zahamować tworzenia się metropolii. I dobrze, że jej budowanie polega na konsensusie…ale nie na „konsensusie”, dającym samorządowi województwa czy komukolwiek innemu możliwość blokowania jej powstania!
PRZECZYTAJ TEŻ: Pomorskie uczelnie za ustawą metropolitalną. Wspólny apel do prezydenta
7. NIE zgodzę się też z tym stanowiskiem autora artykułu, że Górnośląski - Zagłębiowski Związek Komunalny niczego nie dokonał. Liczby są jednoznaczne. Spowodował ponad 1,5% przyrost PKB na swoim terenie. Zresztą jego władze postulowały nie jego likwidację, a wprost przeciwnie - jego rozszerzenie w kierunku ustawy takiej, jaka została uchwalona dla Pomorza. Postulowały nowelizację ustawy, a nie zmianę ustroju. Oczywiście zawsze - już za komuny - pojawiają się takie głosy, żeby Trójmiasto było jednym miastem, czy aby Katowice, Chorzów, Ruda Śląska, Gliwice i Sosnowiec były także jednym miastem. Czy to są poważne propozycje?! Śmiem wątpić, bo efekt skali może tu być zaprzeczeniem i taka struktura mogłaby być zupełnie niewydolna w realizacji podstawowych obowiązków wobec mieszkańców. Nie po to w wielu większych miastach tworzy się rady dzielnic i oddaje się im podstawowe kompetencje, żeby teraz tworzyć jedno miasto moloch, łamiąc też tradycje i historie.
8. Czy powinna być jedna ustawa dla wszystkich metropolii, jak proponuje Prezes Pracodawców Pomorza? Otóż nie ma chyba takiej potrzeby ani takiego rozwiązania w Europie. Przeważnie są to akty dla danej, konkretnej metropolii. Co do kolejnego zarzutu, który podnosi prezes Zbigniew Canowiecki, że metropolia na Pomorzu może się przesadnie „rozlać”, chodzi zapewne o możliwość przystąpienia do związku Elbląga z sąsiedniego województwa. Nie jestem tego wielkim zwolennikiem, ale może warto przytoczyć przykład z Europy. Metropolia Rhein -Neckar/Mannheim- Ludwigshafen, która leży w trzech landach, a metropolia Kopenhaga - Malmo, którą rozdziela morze, znajduje się w dwóch krajach.
Każda metropolia jest inna - czy to w Polsce, czy na świecie - i dlatego każdą trzeba traktować inaczej. Każdej metropolii trzeba pozwolić „dojrzeć” i takie dojrzewanie, docieranie się wewnątrz metropolii pomorskiej trwało kilka lat; hamowane wprawdzie przez władze PiS-u. Ale mamy metropolię faktycznie zbudowaną oddolnie, a nie teoretyczną i narzuconą. I to co bardzo cieszy, to fakt że jest to także metropolia wyższych uczelni Związku Fahrenheita i że udało się przekonać wszystkich samorządowców, żeby podzielić się środkami z budżetu państwa dla metropolii, także na rozwój silnej federacji uczelni!
Oczywiście przed liderami metropolii stoi wielkie zadanie sprostania nadziejom, które obudziły się wśród mieszkańców. Przede wszystkim chodzi o sprawną komunikację (przypomnijmy: na to zadanie m in. rząd przeznacza ponad 0,5 mld. zł. rocznie!). Oczywiście są oczekiwania co do znacznego przyspieszenia rozwoju gospodarczego czy jeszcze lepszych warunków życia.
I okoliczności tu nam sprzyjają . Mamy wielką szansę. Dzięki polityce rządu premiera Donalda Tuska wiatr wieje w dobrą stronę. W stronę Pomorza. Mamy budowę offshore, mamy budowę elektrowni atomowej; mamy rozbudowę portów i mamy najnowszą ustawę o ułatwieniach dla wielkich inwestycji związanych z rozbudową portu w Gdańsku i w Gdyni. Mamy budowę nowych dróg i linii kolejowych, także tych lokalnych na Pomorzu.
I mamy samorządowców, którzy mimo różnic politycznych potrafią się dogadać! (Oczywiście są pewne ekstrema, takie jak część radnych PiS-u, szczególnie z Trójmiasta, czy też posłów PiS-u i Konfederacji).
CZYTAJ TAKŻE: Ustawa metropolitalna. Konfederacja apeluje o weto: „Politycznego Frankensteina nie zaakceptujemy”
Jestem przekonany, że dzięki mądrości, determinacji i świetnej - niespotykanej wręcz współpracy - jaką pokazali samorządowcy, dzięki poparciu i pracy mieszkańców, środowisk naukowych i gospodarczych, idea metropolii doprowadzi do dalszego rozwoju Pomorza. Metropolia nie musi być wszak kolejnym szczeblem administracji, żeby być silna. Jej siłą na dziś jest współpraca 61 samorządów, a w przyszłości m.in.: wspólny transport, rozwój gospodarczy i zdolność do uzgadniania najważniejszych decyzji dla całego obszaru. Pomorscy samorządowcy pokazali już, że potrafią się porozumieć mimo różnic politycznych. Teraz muszą udowodnić mieszkańcom, że potrafią tę współpracę przełożyć na konkretne efekty. Będę tej metropolii kibicował, bo silna Metropolia Gdańsk–Gdynia–Sopot oznacza silniejsze Pomorze, a silniejsze Pomorze - silniejszą Polskę.
Ustawa metropolitalna weszła w życie weszła w życie 31 lipca 2026 r.
Jacek Karnowski - sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, doktor nauk ekonomicznych, samorządowiec - był prezydentem Sopotu, od 2023 poseł na Sejm X kadencji, w latach 2021–2025 prezes stowarzyszenia Tak! Dla Polski



Napisz komentarz
Komentarze