Reklama

Tęsknota za tym, co święte i doskonałe. Po koncercie „Sacrum w operze”

Na scenie Oblackiego Centrum Edukacji i Kultury solistki zespołu Les Femmes: Joanna Sobowiec-Jamioł/sopran, Natalia Krajewska-Kitowska/sopran, Emilia Osowska/mezzosopran, harfistka Urszula Hazuka oraz pytanie: Czy w teatrze muzycznym jest miejsce na Boga?
„Sacrum w operze”
Każde wyjście na scenę było spektaklem osobnym, to też specjalnie dobrany, niebanalny kostium

Autor: Maja Studzińska | Studio77 Maja Studzińska

„Sacrum w operze”. Muzyka sakralna w murach klasztoru

Czy wielka opera może istnieć poza operą? Może. Na przykład w Oblackim Centrum Edukacji i Kultury, którego kameralna przestrzeń koncertowa znajduje się w zabudowaniach klasztornych przy Kościele św. Józefa w Gdańsku.

Atmosfera idealna na koncert, jaki odbył się tam w sobotni wieczór, 19 września – „Sacrum w operze”. Tytuł kojarzy się jednoznacznie, z kościołem, modlitwą, ale przywodzi też na myśl zachwycające słowa św. Augustyna: „Kto śpiewa, ten dwa razy się modli...”

Kto wystąpił na scenie?

Na scenie solistki zespołu Les Femmes: Joanna Sobowiec-Jamioł/sopran, Natalia Krajewska-Kitowska/sopran, Emilia Osowska/mezzosopran, harfistka Urszula Hazuka oraz pytanie: Czy w teatrze muzycznym jest miejsce na Boga?

 „Sacrum w operze”
Od lewej: Joanna Sobowiec-Jamioł/sopran, Natalia Krajewska-Kitowska/sopran, Emilia Osowska/mezzosopran ( fot. Maja Studzińska | Studio77 Maja Studzińska)

Modlitwa, miłość i przebaczenie. Arie operowe pełne sacrum

Oto usłyszeliśmy – znane i mniej znane – arie operowe bohaterek, które w swoim życiu, bądź na pewnym jego etapie, zwracają się w stronę Nieba. 

– Ich modlitwa jest pełna gorących uczuć, uwielbienia, chwały, ale także goryczy, pytania o sens czy wołania o miłosierdzie – zapowiadały koncert artystki. 

Przeczuwały, mierząc się z tematem, że sacrum obecne w murach świątyni jest tym samym, które przemawiało do kompozytorów tworzących teatr muzyczny na przestrzeni wieków. Nie myliły się.

Teatr intymny: emocje, kostiumy i dźwięk harfy

Nie był to jedynie koncert, lecz także pełen uniesienia teatr intymny, teatr który sięga do bogatych środków stylistyki muzycznej, ale i – co szczególne – osobistej wrażliwości, tak wykonawczyń, jak i tych, którzy tłumnie zasiedli na widowni. Spełniła się, zawarta w słowach: „Pragniemy odzwierciedlić odwieczną tęsknotę za tym, co święte i doskonałe”, idea widowiska. Warstwę muzyczną uzupełniła narracja literacka.

Każde wyjście na scenę było spektaklem osobnym, to też specjalnie dobrany, niebanalny kostium. Żarliwość opowieści poruszała i wzruszała, zwłaszcza w scenach, gdzie sacrum nie było li tylko modlitwą, gdy tyczyło miłości, tęsknoty, przebaczenia.

„Sacrum w operze”
Emocje udzieliły się publiczności ( fot. Maja Studzińska | Studio77 Maja Studzińska)

Najbardziej zapadające w pamięć interpretacje

Na długo zapamiętamy płomienną Emilię Osowską w arii Griselidis z opery Julesa Masseneta. Posągową, a pełną żaru Toskę w interpretacji Natalii Krajewskiej-Kitowskiej czy ujmujące wyznanie Joanny d’Arc z kompozycji Gilberta Duprez w wykonaniu Joanny Sobowiec-Jamioł

Dźwięk harfy dopełniał intymność tych opowieści. Był i modlitwą samą w sobie.

Czy w teatrze muzycznym jest miejsce na Boga?

„Sacrum w operze” to niejako powrót do źródeł, potęga prostoty, tak przekazu, jak i budowania roli, scenę artystki oddały tego wieczora emocjom oraz muzyce. Duchowi teatru.

Czy w teatrze muzycznym jest miejsce na Boga? Niech odpowiedzią będą słowa Jana Pawła II z Listu do Artystów: 

„(…) w obliczu świętości życia i człowieka, w obliczu cudów wszechświata, zachwyt jest jedyną adekwatną postawą”.

„Sacrum w operze”
Śpiewaczkom towarzyszyła harfistka Urszula Hazuka (tot. Maja Studzińska | Studio77 Maja Studzińska)
Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama