Reklama

Prof. Arkadiusz Modrzejewski: Świadek w sprawie Grand Hotelu zasługuje na ochronę państwa

Wyrok korzystny dla Onetu postawiłby prezydenta w bardzo złym świetle, nawet jeśli wyborcy znali te zarzuty przed drugą turą. A kobieta, która odważyła się zeznawać pod nazwiskiem, zasługuje na szacunek i ochronę – mówi politolog, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, dr hab. Arkadiusz Modrzejewski.
Prof. Arkadiusz Modrzejewski: Świadek w sprawie Grand Hotelu zasługuje na ochronę państwa

Autor: Uniwersytet Gdański

Załóżmy, że sąd oddali pozew prezydenta i przyzna rację Onetowi, który pisał, że Karol Nawrocki, jako ochroniarz w Grand Hotelu, sprowadzał prostytutki dla gości. Czy taki wyrok może realnie zaszkodzić prezydentowi, skoro wyborcy znali te zarzuty już przed drugą turą, a mimo to go wybrali?

Znać znali, ale co innego opinia, za którą nie stoi żadna sankcja prawna. Oczywiście ten wyrok nie przesądzi, czy Karol Nawrocki w przeszłości nie dopuścił się działań związanych z procederem, o którym pisał Onet. Jeśli jednak zapadnie na korzyść Onetu, sąd w dużym stopniu potwierdzi, że to, co portal napisał, było prawdą. To stawia osobę pana prezydenta w bardzo złym świetle. Nawet jeśli będziemy to tłumaczyć błędami młodości, które każdemu mogą się zdarzyć, zarzut tego kalibru będzie bardzo trudno wytłumaczyć nawet wyborcom, którzy oddali głos na Karola Nawrockiego. Mam oczywiście świadomość, że część z nich nic sobie z takich zarzutów nie robi.

O ile w ogóle uwierzą. Niewiele na to wskazuje. Zaraz po zeznaniach świadek Onetu stała się obiektem ataków prawicowych publicystów.

To zatrważające. Ta osoba miała odwagę wystąpić pod własnym imieniem i nazwiskiem, bez zniekształcania głosu. To świadczy o tym, że mamy do czynienia z kimś bardzo odważnym, komu należy się szacunek i ochrona, także ze strony służb państwa. Odważyła się na coś, co uważam za akt w pewnym sensie heroiczny. Stoi przeciwko niej nie aparat państwa, bo ten jest dziś w rękach koalicji demokratycznej, ale głowa państwa, bardzo duża siła polityczna, która za rok może przejąć władzę w Polsce, i bardzo zradykalizowani wyborcy Karola Nawrockiego oraz szeroko rozumianej prawicy.

O wiarygodności zeznań zdecyduje sąd. Zakładając jednak, że ta osoba mówi prawdę – a myślę, że jest to bardzo prawdopodobne, choćby ze względu na odwagę i formę, w jakiej to robi – należy się jej uznanie i ochrona państwa. Myślę też, że intelektualiści, ludzie kultury i mediów powinni jasno wyrazić uznanie dla kogoś, kto nie boi się stanąć po stronie prawdy.

Jak taka nagonka wpłynie na gotowość ludzi do ujawniania się w sprawach dotyczących polityków?

Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby sądy, prokuratura i policja były jak najbardziej apolityczne. W państwie prawa wszyscy obywatele, także politycy, są równi wobec prawa. Nie ma równiejszych. Jeśli ktoś wie, że polityk dopuścił się – może nie bezpośrednio złamania prawa, ale naruszenia zasad moralnych, czegoś, co uderza w nasze poczucie moralności jako wspólnoty – to te instytucje dają mu poczucie bezpieczeństwa. Pewne poczucie, bo stuprocentowego bezpieczeństwa nie da się zagwarantować nigdy. Ale gdy policja, prokuratura, a co najgorsze sądy zostają upolitycznione, osoba, która staje po stronie prawdy, może sama zostać oskarżona, a za swój odważny czyn spotkać ją może niezasłużona, niesprawiedliwa kara. Tego powinniśmy się wystrzegać.

Niezależność sądów od jakiejkolwiek władzy politycznej to w państwie prawa warunek sine qua non. To ona gwarantuje obywatelom, że żadna władza nie wykorzysta sądownictwa przeciwko ich prawom, jak to się dzieje w krajach autorytarnych. Najlepiej widać to dziś na przykładzie Rosji, gdzie za nazwanie rosyjskiej agresji na Ukrainę wojną grożą srogie kary, a sądy je zasądzają. Dlaczego? Bo sędziowie nie są niezawiśli, tylko uzależnieni od polityków. Niestety istnieje zagrożenie, że po kolejnych wyborach upolitycznienie sądów zostanie przeprowadzone do końca – tak, jak próbowano to zrobić przez osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale z jeszcze większą determinacją.

Wróćmy do samego prezydenta. Tekst Onetu opublikowano 26 maja 2025, w trakcie kampanii wyborczej. Karol Nawrocki nie skorzystał wtedy z trybu wyborczego, w którym świadkowie zeznawaliby jeszcze przed drugą turą. Czy z dzisiejszej perspektywy była to trafna kalkulacja polityczna?

Myślę, że tak. Gdyby oskarżenia się potwierdziły, istniało duże prawdopodobieństwo, że Karol Nawrocki przegrałby batalię o najwyższy urząd w państwie. Nawet jeśli część wyborców by nie uwierzyła, to ci, którzy by uwierzyli, po prostu nie poszliby głosować. Pamiętajmy, że część głosowała nie tyle za Karolem Nawrockim, ile przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu, a jeszcze bardziej przeciwko Donaldowi Tuskowi. Te osoby mogłyby się po prostu powstrzymać od udziału w wyborach. Myślę więc, że było to doskonale skalkulowane, a decyzja miała charakter bardzo polityczny. Wystarczyłby wyrok sądu, który w trybie wyborczym oddaliłby powództwo, uznając te informacje za prawdziwe, i z pewnością zaszkodziłoby to Karolowi Nawrockiemu. Jego wyborczy sukces byłby wątpliwy, a może wręcz niemożliwy.

Przy założeniu, że powództwo zostanie oddalone, czy ta sprawa może wrócić jako paliwo w kampanii parlamentarnej?

Dzisiejsza koalicja rządząca z pewnością będzie ten temat wykorzystywać. Pamiętajmy, że Karol Nawrocki nie jest prezydentem apolitycznym. Angażuje się po stronie prawicy, jest jej reprezentantem. Jeśli więc jego powództwo zostanie oddalone, będzie to jeden z elementów kampanii. Tych elementów będzie zresztą więcej. Mamy przecież aferę Zondacrypto, która nie została zgaszona, raczej się tli i czeka na odpowiedni moment. Spodziewam się, że przed wyborami ujrzy światło dzienne jeszcze kilka takich sytuacji, żeby nie powiedzieć: skandali. Po to, żeby zniechęcić do głosowania na prawicę tych jej wyborców, którzy czują pewien dyskomfort moralny, głosując na ugrupowania, które – mówiąc delikatnie – są z moralnością na bakier, mimo deklaracji i powoływania się na wartości chrześcijańskie i rodzinne. Można się spodziewać, że ten temat, jak wiele innych, będzie obecny w nadchodzącej kampanii.

Czy to znaczy, że przeciwnicy prezydenta mogą sobie wobec niego pozwolić na wszystko?

Nie, absolutnie. Kiedy przeglądam posty po stronie liberalno-lewicowej, czasem uważam, że niektórzy, włącznie z wybitnymi humanistami, mogliby ugryźć się w język albo w palce, zanim wypiszą na klawiaturze inwektywy pod adresem prezydenta. Musimy pamiętać, że Karol Nawrocki został wybrany w demokratycznych wyborach. Czy nam się to podoba, czy nie, ma demokratyczną legitymację i reprezentuje nasz kraj. Sugerowałbym więc trochę umiaru, mając na uwadze dobro wspólne.

Spór o współpracę Lecha Wałęsy z SB pokazał, że przeszłość polityka potrafi dzielić opinię publiczną przez dekady. Czy sprawa Grand Hotelu może mieć podobną trwałość, czy raczej szybko zostanie zapomniana?

Oczywiście mamy tu do czynienia z dwiema zupełnie różnymi sytuacjami, także w sensie oceny moralnej, aczkolwiek dostrzec możemy jedną analogię, jak spór polityczny przeniósł się do sali rozpraw. Myślę, że brak oczyszczenia się z tych zarzutów będzie kładł się cieniem na Karola Nawrockiego. Jeśli nie ma sobie w tej materii nic do zarzucenia, to wejście w spór prawny z podmiotem rozpowszechniającym te informacje, wydaje się być słuszną taktyką. Pytanie jednak, czy polityk zdoła wykazać swoją niewinność, bo jak na razie zeznania świadka wskazują na duże prawdopodobieństwo, że sytuacja opisana przez Onet się wydarzyła. I nawet jeśli, w tym czy innym wyroku, sąd potwierdzi prawdziwość artykułu Onetu, to niespecjalnie wierzę, w honorowe wyjście z tej sytuacji. Będzie się to cieniem kładło na lata prezydentury Karola Nawrockiego i z tym brzemieniem będzie się zmagał już do końca. Dlatego tak ważna jest transparentność i uczciwość w życiu publicznym. Każda osoba wchodząca do polityki musi mieć świadomość, że przestaje być osobą prywatną i to, co robiła w przeszłości – i nie chodzi tylko o łamanie prawa, ale też norm moralnych i obyczajowych – będzie prześwietlone. Dlatego, jeśli polityk ma jakieś obciążenia z przeszłości, powinien albo dziesięć razy zastanowić się, czy poświęcić się polityce, albo uczciwie przyznać się do popełnionych błędów. Tyle, że tak działa to w świecie idealnym. W świecie realnym politycy, chyba jak większość ludzi – choć boję się zawsze używać takich generalizacji – bardzo często posługują się podwójnymi standardami.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama
Reklama