Teatr w Teatrze. Wróćmy do naszych amantów

Mówią, że jest do tego stopnia grzeczny i dobrze wychowany, że zanim otworzy puszkę sardynek, puka najpierw trzy razy – pisze o Aleksandrze Żabczyńskim, królu przedwojennych polskich amantów filmowych autor wydanej właśnie książki „Amanci II Rzeczypospolitej” Marek Teler. To przejmujące opowieści o często dramatycznych losach aktorów, do których wzdychały wielbicielki przedwojennego kina. Do książki Telera za jakiś czas wrócę, dziś chcę wrócić do naszych amantów.
Ryszard Barycz w „Jak wam się podoba”, Teatr Wybrzeże, 1947
Ryszard Barycz w „Jak wam się podoba”, Teatr Wybrzeże, 1947 

Autor: Muzeum Narodowe w Gdańsku

Powojenni amanci gdańskiej sceny... Sławiono ich: muskuły, nonszalanckie opieranie się o drzwi, rozbite na płasko nosy, przepastne zielone oczy, „uwarunkowanie”... Taki Ryszard Barycz. Gdy grał księcia Bołkońskiego w „Wojnie i pokoju”, na widowni siedziały głównie panie. Na kartach programu odciskały czerwone od szminek usta, a przy jego nazwisku pisały: „kocham”... Panie szalały na punkcie Barycza, w Fettingu kochali się wszyscy, tak damska, jak i męska widownia. 

Jerzy Woźniak zachwycał, partnerując Kalinie Jędrusik w „Nie igra się z miłością”, ale i w „Ninie”, gdzie wraz z Lucyną Legut zgrabnie prowadzili dialog miłosny. Gdy szastał po scenie boskim ciałem, okrytym w jedwabny szlafrok, zakochała się w nim natychmiast. Jak mi wyznała, „do konsumpcji nie doszło” z powodu... flanelowej nocnej koszuli, którą ubrała podczas schadzki. Na ten widok amant dostał ataku śmiechu...

PRZECZYTAJ TEŻ: Teatr to przestrzeń zabawy, ale i czegoś więcej

Inny typ amanta reprezentował Lech Grzmociński. Czarujący brutal o dzikim obliczu. Ostre spojrzenie, a łagodny jak baranek. W latach 80. powodzenie miał Jarosław Tyrański, o którym mówi się, że to ostatni amant Teatru Wybrzeże. Gdy grał Kaligulę, nastolatki szturmowały po spektaklu teatralną portiernię, rzucały na scenę kwiaty. Kochały się w nim na zabój uczennice szkolne. Ponoć otrzymał kiedyś taki list: „Pragnę wyjść za Pana za mąż, ale do 18 lat brakuje mi jeszcze sześciu. Czy zechce Pan na mnie poczekać?”.

Jeden znawca teatru zauważył, że w czasach amantów nie do pomyślenia było, by któryś pokazał się na scenie bez ubrania. Dziś typ amanta już w teatrze nie istnieje, za to męska golizna to norma. Coś za coś?


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Strefa GDA - uzyskaj wsparcie