Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Reżyser Jerzy Snakowski wystawia operę dla dzieci

- Pisząc zakładałem, że jakieś zwierzątko, może miś albo króliczek, musi w tej opowieści się pojawić. Synek znajomych podsunął niebanalny pomysł – dinozaura - mówi popularny gdański twórca, znawca opery.
Jerzy Snakowski
Jerzy Snakowski

Autor: Emilia Wernicka

Wystawienie opery dla dzieci zaproponowała Jerzemu Snakowskiemu, gdańskiemu reżyserowi operowemu, znawcy opery, twórcy popularnego cyklu w Operze Bałtyckiej „Opera?Si”Alicja Węgorzewska, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej. 

- Propozycję przyjąłem z entuzjazmem. Zastanawiałem się, co wziąć na warsztat – mówi Jerzy Snakowski. - Przyszło mi do głowy, by przerobić rzecz już istniejącą. Dużym wyzwaniem byłaby z pewnością dziecięca wersja „Traviaty”, czyli historia kurtyzany chorującej na gruźlicę... (śmiech) Tak więc zamiast coś przerabiać, uznałem, że lepiej stworzyć coś od nowa. Postanowiłem sam napisać operę. Pod warunki jakie panują w Warszawskiej Operze Kameralnej, a trzeba zaznaczyć, że spektakl ma zostać wystawiony na scenie Basen Artystyczny, która jest miejscem twórczych eksperymentów. 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: „Jesteś szalona” w Nowym Teatrze w Słupsku. Historia miłosna z disco polo w tle

Muzykę skomponował, też związany z Gdańskiem, Rafał Kłoczko, dyrygent, kompozytor, aranżer, teoretyk muzyki i menadżer kultury, od lat współpracujący z Cappellą Gedanensis, obecnie dyrektor Filharmonii Zielonogórskiej. 

- Już jako student wystawiał opery w Centrum św. Jana czy w Operze Bałtyckiej, bardzo mi tym imponował! - wyznaje Jerzy Snakowski. - Do pracy nad operą dla dzieci przystąpił z nie mniejszym, niż ja, entuzjazmem. Stworzyliśmy ją w błyskawicznym tempie, czyli w sześć tygodni, zaraz zaczynamy próby.

Dzieło autorstwa Snakowskiego i Kłoczko to oswajanie dziecka z formułą teatru operowego, czyli gatunkiem muzycznym, gdzie opowiada się głosem, śpiewem. 

Jerzy Snakowski: - Co ważne, jest w naszej opowieści też akcent dydaktyczny, czyli jeśli wierzysz w siebie, jeśli coś naprawdę kochasz, nie odpuszczaj, nie poddawaj się (fot. Emilia Wernicka)

- I głosem się bawimy – dodaje Jerzy Snakowski. - Wykorzystujemy tu śpiew alikwotowy, rap, oczywiście śpiew klasyczny. Bawimy się stylami, nawiązujemy do baroku, opery romantycznej, musicalu. Mamy tu arię w stylu włoskim, i chorał, i piosenkę klasyczną. Zresztą opera współczesna jest otwarta na wszelkie języki muzyczne. Do głosu dochodzi nowe pokolenie autorów, którzy nie patrzą już na dawnych mistrzów, a wykorzystują bliskie im brzmienia, te, których słuchają na co dzień. A opera, jak gąbka, wchłania to, co dzieje się w świecie muzycznym. Tak było zawsze. Mozart, gdy pisał „Czarodziejski flet” też stworzył bardzo eklektyczną partyturę. My idziemy tym śladem. Zwłaszcza że premiera wystawiona będzie w ramach Festiwalu Mozartowskiego. 

Napisana przez gdańskich twórców opera to opowieść o Marcie, dziewczynce która obdarzona jest niezwykłym głosem. 

- Jednak kompletnie nie wie, co z tym głosem zrobić – zaznacza Jerzy Snakowski. - Poza tym nikt nie wspiera jej w tym marzeniu, nikt nie chce pomóc, by mogła wyrazić siebie poprzez śpiew. Marta swoim talentem próbuje zainteresować wielu ludzi. Nadaremnie. Szuka więc miejsca, gdzie jej głos mógłby zaistnieć. Tak trafia na scenę operową, by w finale zaśpiewać jedną z najpiękniejszych arii - Królowej Nocy...

Dlaczego Marta?

- Bo to imię, które świetnie brzmi – dodaje reżyser. - Poza tym jest tam scena, gdzie bawimy się spółgłoską „r”: Marta, warta, uparta... Co ważne, jest w naszej opowieści też akcent dydaktyczny, czyli jeśli wierzysz w siebie, jeśli coś naprawdę kochasz, nie odpuszczaj, nie poddawaj się. Nie wolno porzucić marzenia, tylko iść do przodu, wbrew przeciwnościom. 

Na scenie, prócz śpiewaków, także cyrkowcy, muzycy... 

- Rafał stworzył partyturę na oryginalny skład, fortepian i instrumenty perkusyjne. Realizujemy opowieść w konwencji drogi. Marta spotyka na niej wielu interesujących ludzi, sąsiadów, dyrektora cyrku, ale też Operotaurusa, czyli operowego dinozaura, który pomaga jej się odnaleźć. Pisząc zakładałem, że jakieś zwierzątko, może miś albo króliczek, musi w tej opowieści się pojawić. Synek znajomych podsunął niebanalny pomysł – dinozaura. Ów stał się inspiracją do nowych rozwiązań. Skojarzył mi się z czymś zmurszałym, mrocznym, ze skamieliną, a więc muzyką dawną, dinozaur wykona u nas zatem arię barokową głosem kontratenorowym.

Premiera w Warszawskiej Operze Kameralnej 25 maja. Może kiedyś opera gdańskich twórców zawita i na gdańską scenę?


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama