Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Czy ranni z Ukrainy trafią do Szpitala Tymczasowego w Gdańsku? Polska przygotowuje się na przyjęcie ofiar wojny

Polskie szpitale są gotowe na przyjęcie kilku tysięcy rannych z Ukrainy - zadeklarował minister zdrowia. Gotowy jest już pociąg sanitarny do transportu rannych do 120 polskich szpitali. Z drugiej strony tylko w pomorskich w placówkach ochrony zdrowia pracuje od 300 do 500 Ukraińców - lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego. Czy część z nich wróci do ogarniętej wojną ojczyzny?
Na koniec stycznia przewidywany jest gwałtowny wzrost zakażeń spowodowanych wariantem Omikron. Przewiduje się, że do szpitali może trafić nawet 60 tys. chorych. Baza łóżkowa na Pomorzu zwiększy się o 300 łóżek wraz z oddaniem już za kilka dni do użytku szpitala tymczasowego w halach AmberExpo w Gdańsku (fot. MTG)

Polska przygotowuje się na ewentualne przyjęcie ofiar wojny na Ukrainie. Minister zdrowia przekazał informację o gotowości pociągu sanitarnego, z pełną obsługa medyczna, który będzie przewozić rannych do 120 polskich szpitali. Wstępnie mówiono, że takimi placówkami mogą być szpitale tymczasowe, przeznaczone wcześniej dla pacjentów z Covid-19. Czy gdański Szpital Tymczasowy zmieni zakres swojego działania?

Od dr. Piotra Kobzdeja, pełnomocnika wojewody ds. szpitala tymczasowego słyszę, że w placówce w halach Amber Expo leczonych jest obecnie 144 pacjentów. A ze względu na przewidywana dużą liczbę uchodźców z Ukrainy, gdzie pełną dawką zaszczepionych jest zaledwie 33,7 proc. populacji, sytuacja epidemiczna może się dalej rozwijać.

Także dr Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego także nie uważa, by ranni mogli skorzystać ze Szpitala Tymczasowego. - Szpitale covidowe były przygotowywane raczej jako placówki internistyczne - tłumaczy dr Jędrzejczyk. -  W przypadku rannych z wojny konieczne jest głównie leczenie urazów. Potrzebne są sale operacyjne, zaplecze diagnostyczne, inny rodzaj specjalistów. Przekształcenie szpitali tymczasowych w półwojenne wymaga dużego wysiłku. Jednak w ramach naszych struktur mamy sporo bloków operacyjnych oraz lekarzy z doświadczeniem.  Warto w tym miejscu zauważyć, że w ranach postrzałowych zniszczenia tkanki są nieporównywalnie większe, niż po wypadkach komunikacyjnych czy urazach domowych. Leczenie jest znacznie trudniejsze i dłuższe a skutki w postaci długotrwałej niepełnosprawności poważniejsze.WIĘCEJ: 

WIĘCEJ: Wojna na Ukrainie. Rosyjskie wojska zaatakowały

Równocześnie możemy na Pomorzu spodziewać się większej liczby osób potrzebujących schronienia, w tym także wymagających opieki medycznej. -  Oczywiście, leczenie też nie będzie różnić się od udzielania pomocy medycznej polskim pacjentom - wyjaśnia dyrektor Departamentu Zdrowia. -  Natomiast nierozwiązanym problemem pozostanie kwestii finansowania.Osoby pracujące są objęte ubezpieczeniem, pozostałe - nie. Problem ten nie był rozwiązany jednak także przed wojną. I nie mówię już o sytuacjach patologicznych, gdy pracodawca nie płacił ubezpieczenie zdrowotnego, ale o przypadkach, gdy ubezpieczenia nie działały, nie pokrywając kosztów leczenia. Ten problem nadal nie jest rozwiązany.

Jak więc będzie z uchodźcami, którzy przyjadą na Pomorze?

Jeśli osobom, uciekającym z objętej wojna Ukrainy, będzie  nadany status uchodźcy, to budżet państwa zapewni ubezpieczenie i szpitale będą mogły spokojnie pracować. Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego nie wyobraża sobie, by w przypadku dużej fali uchodźców, nie byli oni ujęci w sposób systemowy. I by nie dano im uprawnień do chociażby tymczasowego leczenia. Kiedy pójdą do pracy, zostaną ujęci wraz z rodzinami systemowym ubezpieczeniem.

Wsparciem dla polskich medyków mogą być zatrudnieni już w pomorskich szpitalach ukraińscy lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, opiekunowie medyczni, pracownicy obsługi.  Dzięki nim uda się uniknąć bariery językowej z przyjezdnymi.

WIĘCEJ: „Solidarnie z Ukrainą!" Wielki wiec w Gdańsku na placu Solidarności

Ocenia się, że jest to grupa licząca od 300 do 500 osób.W większych jednostkach to nawet około 100 osób, w mniejszych - pojedynczy pracownicy.  Tylko w szpitalu im. im. Janusza Korczaka w Słupsku od sierpnia 2021 zatrudniono 28 osób,  głównie z Ukrainy i Białorusi.

W wielu przypadkach pracownicy zza wschodniej granicy odczuwają silny stres związany z obecną sytuacją, przede wszystkim z powodu troski o rodzinę. Uznano, że pierwszą rzeczą jest dostarczenie im w miarę szybkiej pomocy psychologicznej.

- Są też pojedyncze przypadki, że te osoby wracają do swoich rodzin lub też do służby, niekoniecznie militarnej - mówi dr Jędrzejczyk. -  Niektórzy lekarze mimo podpisania kontraktów nie dotarli do Polski i  pozostali w swoim kraju. W szpitalach obywatele Ukrainy pracują także w ramach outsourcingu. Tu jednak nie jesteśmy pracodawcami. Nie ma w tej sferze większych problemów, udaje się zachować ciągłość pracy.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama