Skąd w ogóle pomysł, żeby rozmawiać z Kancelarią Prezydenta o problemach rad dzielnic Gdańska?
Miasto otwartości zamknięte na mieszkańców?
Mateusz Gudaniec, radny dzielnicy Osowa, inicjator powołania Międzydzielnicowego Zespołu ds. Reform w Gdańskich Radach Dzielnic, zaznacza, że inicjatywa nie wyszła ze strony Kancelarii Prezydenta, ani tym bardziej od Karola Nawrockiego osobiście, ale grupy gdańskich radnych dzielnicowych i nie jest to żadna intryga polityczna.
Wspomniany Międzydzielnicowy Zespół ds. Reform w Gdańskich Radach Dzielnic powstał w 2025 roku, jako reakcja na brak dialogu między miastem a radami dzielnic. Grupuje ośmiu radnych z:
- Olszynki,
- Przymorza Małego,
- Osowej,
- Ujeściska,
- Łostowic,
- Letnicy
- i Nowego Portu.
– Gdańsk, którego władze tak chętnie mówią o demokracji, solidarności, równości, otwartości, jest zamknięty na własnych mieszkańców – ocenia Mateusz Gudaniec.
Kierowany przez niego zespół od kilku miesięcy przygotowuje raport na temat relacji miasto-rady dzielnic, który ma opisać wszystkie zweryfikowane przypadki ograniczania kompetencji i inicjatyw dzielnicowych społeczników przez aparat administracyjny miasta.
– Jednocześnie zwróciłem się z apelem do pana prezydenta Nawrockiego, nie tylko jako byłego radnego dzielnicy Siedlce, ale także do osoby, która pełni funkcję strażnika Konstytucji. W tym apelu zwróciłem uwagę na to, że gdańska demokracja stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo nie słucha się tu osób, które zostały wybrane w demokratycznych wyborach.
Prezydent przekazał zadanie zorganizowania spotkania swojemu doradcy Jarosławowi Bujakowi, Gdańszczaninowi, także byłemu radnemu z Siedlec.
Samo spotkanie, bez udziału Karola Nawrockiego, będzie polegało na tym, że każda z dzielnic, alfabetycznie, będzie przedstawić swoje swoje postulaty, a następnie odbędzie się dyskusja.
Musi być jakaś presja
Jakich postulatów można się spodziewać?
Mateusz Gudaniec zastrzega, że z ujawnianiem szczegółów działacze Międzydzielnicowego Zespołu wolałby zaczekać do samego spotkania, niemniej dwa z postulatów zdecydowali się ujawnić. Zakładają one:
- przyznanie radom dzielnic inicjatywy uchwałodawczej na Radzie Miasta
- oraz przyznanie każdemu z radnych dzielnicowych inicjatywy interpelacyjnej.
– W tej chwili wygląda to tak, że jak chcemy coś sprawdzić, to albo dostajemy wymijające odpowiedzi na wnioski o udostępnienie informacji publicznej, albo musimy się prosić, najczęściej radnych z opozycji, żeby to oni napisali interpelację w naszej sprawie – wyjaśnia Mateusz Gudaniec. – Oczywiście będzie argument, że nagle pojawi się po 1200 interpelacji w miesiącu. Ale ci urzędnicy sami do tego doprowadzili. Skoro nie chcą z nami współpracować, to niech odpowiadają chociaż na nasze pytania. A może wreszcie pójdą po rozum do głowy i stwierdzą, że zamiast odpowiadać na te wszystkie pytania, pozwolą nam po prostu działać? Musi być jakaś presja, a w tej chwili jej nie ma.
Kto jedzie do Warszawy?
Na dwa dni przed planowanym spotkaniem swój udział w nim potwierdzili radni z 25 na 35 gdańskich rad dzielnic. Część z tych osób będzie oficjalnie reprezentować swoje rady – jako wybrani delegaci bądź członkowie zarządów – część zaś wybiera się indywidualnie, bez „umocowania” w radzie.
Według Mateusza Gudańca w niektórych radach, zwłaszcza tych, gdzie w zarządach zasiadają ludzie związani z popierającym Aleksandrę Dulkiewicz stowarzyszeniem Wszystko dla Gdańska, próbuje się bojkotować wyjazd.
– Przewodniczący kilku dzielnic publikowali na grupach swoich rad w mediach społecznościowych praktycznie taki sam komunikat: my nie jedziemy, a jak ktoś z rady chce jechać, to niech sobie jedzie jako osoba fizyczna, bo rady reprezentować nie będzie. A za tym poszły wpisy innych radnych: „ja też nie jadę”, „ja też nie”. Trochę, jakby to było z góry ustalone – relacjonuje radny z Osowy.
Jego zdaniem niektóre zarządy w ogóle nie przekazały swoim radnym informacji o spotkaniu. Dlatego działacze Międzydzielnicowego Zespołu zamierzają jeszcze dzwonić do poszczególnych radnych z tych dzielnic, które nie jadą, z pytaniem czy w ogóle dostali informację i czy są zainteresowani spotkaniem. Jest też możliwość, by radni, którzy nie mogą osobiście jechać na spotkanie, przekazali swoje postulaty za pośrednictwem działaczy Zespołu Międzydzielnicowego.
Pytany o polityczny kontekst spotkania: pisowski prezydent kontra związane z KO władze Gdańska - Mateusz Gudaniec, który sam jest działaczem Ruchu Narodowego, odpowiada, że nie należy patrzeć na to jako na spór, tylko sytuację, w której dwa organy mają równe możliwości zmiany prawa. Prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, a miasto możliwość zmiany statutu rad dzielnic.
– Tylko jeżeli miasto od iluś lat nie chce w statucie wprowadzić zmian, które my postulujemy, jako społecznicy, to może czas poprosić pana prezydenta o zmianę ustawy, która narzuci pewne rzeczy i miasto będzie musiało się do nich dostosować – kończy radny.
Z pretensjami do rady
Prof. Zofia Pomirska, przewodnicząca Rady Dzielnicy Oliwa, weźmie udział w spotkaniu w Kancelarii Prezydenta RP, traktując to jako próbę zwrócenia uwagi na problemy ignorowane przez władze miasta.
Jej zdaniem główną bolączką jest brak realnego dialogu, przejawiający się podejmowaniem kluczowych decyzji inwestycyjnych bez uwzględnienia opinii mieszkańców i radnych dzielnicowych. Ci ostatni spotykają się wręcz z opiniami, że ich jednostki zostały stworzone tylko po to, by ludzie z pretensjami trafiali właśnie tam i nie zawracali głowy miejskim urzędnikom.
– Mimo hasła partycypacji „nic o was bez was”, w rzeczywistości dzieje się „wszystko o was bez was” – mówi prof. Pomirska. – Jako członkowie rad odczuwamy, że nasze starania lub sprzeciw wobec konkretnych pomysłów nie mają dla miasta żadnego znaczenia. Jesteśmy postrzegani jako osoby, które jedynie „biją pianę”. Nawet gdy radni głosują jednogłośnie w ważnych dla nich sprawach, okazuje się, że nikt tych opinii nie czyta, nie komentuje i się z nimi nie liczy.
Jako konkretny przykład lekceważenia postulatów lokalnych, przewodnicząca wskazuje sprawę parkingu u zbiegu ulic Tatrzańskiej i Czyżewskiego. Mimo sprzeciwu rady miasto forsuje budowę parkingu bezpośrednio przy lesie, natomiast umiejscowienie części wypoczynkowej przy ruchliwej ulicy.
Źródłem rozczarowania są też niespełnione deklaracje, jak na przykład ta dotycząca remontu ul. Czyżewskiego. Jest to kluczowa inwestycja dla dzielnicy, która została mieszkańcom obiecana, a następnie nagle wycofana z planów.
Tonący brzytwy się chwyta
Rozmówczyni wspomina wizytę prezydentki Aleksandry Dulkiewicz i jej otoczenia. W czasie spaceru po dzielnicy wskazano liczne potrzeby i bolączki, jednak zaledwie „kropla” z nich została zrealizowana.
– Można się pytać, dlaczego tak się dzieje. Kiedyś spytałam o to jedną z radnych miejskich i usłyszałam: „Bo wie pani, to nie jest tak, że jak się już otrzymało jakąś obietnicę, to będzie to zrealizowane. To tak nie działa. Trzeba mówić, przychodzić, powtarzać, pisać”. Powiedziała mi to osoba, która dobrze znała mechanizmy działania, bo w nich funkcjonowała, już na wyższym, miejskim szczeblu. I jak człowiek słyszy takie opinie, to mu się trochę robi przykro. A już szczególnie podcina to skrzydełka najmłodszym radnym.
Permanentny kryzys objawia się także dramatycznie niską frekwencją w wyborach do rad dzielnic oraz brakiem chętnych do kandydowania, z czego władze nie wyciągają żadnych wniosków.
W obliczu niemożności realnego sprawowania swoich mandatów oraz związanych z nimi uprawnień, oliwscy radni w październiku ub. roku zdecydowali się na desperacki krok: podjęcie uchwały z zapytaniem o możliwość samorozwiązania rady. Miasto przez ponad trzy miesiące nie raczyło nawet odpowiedzieć [my dostaliśmy niemal od ręki odpowiedź z Referatu Prasowego UM, że Statut Dzielnicy nie przewiduje trybu samorozwiązania rady dzielnicy – red.]. W tej sytuacji propozycja Kancelarii Prezydenta zdaje się być jakąś szansą na przełamanie impasu.
– Wiem, że jest taka narracja, żeby postrzegać to spotkanie jako rozgrywkę między Karolem Nawrockim a gdańskim Urzędem Miasta. Ja to widzę trochę inaczej. Po pierwsze – my się nie spotykamy z panem prezydentem, a jego przedstawicielem. Po drugie, pan prezydent kiedyś też był członkiem rady dzielnicy, podobnie jak Jarosław Bujak, z którym mamy się spotkać. Myślę więc, że jadę do ludzi, którzy znają bolączki najniższego szczebla samorządu. Natomiast jaka będzie tego sprawczość? Nie mam bladego pojęcia, ale – jak się mówi: tonący brzytwy się chwyta – kończy Zofia Pomirska.
Urzędnicy powinni realizować to, co radni uchwalili
– Rzadko kto zajmuje się tematem rad dzielnic, a ich status w Gdańsku i nie tylko w Gdańsku jest fikcyjny: małe pieniądze i znikome kompetencje, które ostatnio zostały dodatkowo ograniczone. Dlatego uważam, że należy pojechać bez względu na to, jak odległy jest ośrodek władzy nas zaprasza – mówi Michał Błaut, jeden dwóch radnych z Wrzeszcza Górnego, wytypowanych przez pozostałych członków rady do wyjazdu na spotkanie w Kancelarii Prezydenta.
Radny zapewnia, że nie traktuje tego wyjazdu politycznie, natomiast bardzo chętnie opowie o różnych bolączkach demokracji na najniższym szczeblu.
Jego zdaniem główny problem polega na tym, że wszelkie opinie i propozycje, jakie padają na radach dzielnicy, są następnie korygowane przez urzędników magistratu i zazwyczaj całkowicie lekceważone, a projekty zgłaszane do realizacji są permanentnie blokowane przez instytucje miejskie, które teoretycznie powinny być zobowiązane do ich realizacji.
– A przecież to urzędnicy powinni, w granicach rozsądku, realizować to, co radni uchwalili – konkluduje Michał Błaut i wylicza kolejne mankamenty: – Frekwencja na wyborach do rad dzielnic jest mała, bo wybory są prawie że nienagłaśniane, a to nie rady dzielnic je organizują. Budżet rady ustalany jest w zależności od liczby mieszkańców danej dzielnicy, plus dodatki za frekwencję. W Gdańsku jest to 14 zł od osoby, a w Krakowie czy Poznaniu wielokrotnie więcej. Gdy do większej kwoty doda się rzetelnie realizowanie przez urzędników miejskich agend zadań zleconych przez rady dzielnic, na pewno jakość życia w dzielnicach wzrośnie.
Za skandaliczne uważa radny Błaut stosowanie dwóch rachub liczenia mieszkańców. Miasto chwali się, że ma ponad 488 tys. mieszkańców, ale gdy zsumować populację wszystkich dzielnic, wychodzi że gdańszczan jest 420-430 tys. I od tej niższej liczby mieszkańców wypłacane są dotacje dla rad. Różnica bierze się stąd, że całościową liczbę mieszkańców miasto chcąc się pochwalić wzrostami, opiera na spisie ludności, a drugą, która wiąże się z kosztami – na podstawie meldunków. Obecnie, gdy w Polsce w zasadzie nie ma obowiązku meldunkowego, to fikcja.
Rady dzielnic: Co należałoby zmienić?
– Być może warto ustawowo zmienić status prawny rad dzielnic, tak żeby je wzmocnić – zastanawia się Michał Błaut. – Tak jak budżet obywatelski został ostatecznie zadekretowany ustawowo i wszystkie gminy mają obowiązek go ustanowić, podczas gdy wcześniej było to dobrowolne. To być może zbliżyłoby demokrację do mieszkańców, bo – nie ukrywajmy – Rada Miasta jest w stu procentach polityczna. Wszyscy należą do partii lub takich formacji, jak Wszystko dla Gdańska, która też ma charakter polityczny. Ordynacja jest skonstruowana tak, że małym ugrupowaniom lub kandydatom niezależnym jeszcze trudniej wejść do rady, niż w przypadku kandydatów do parlamentu. Rada dzielnicy nie ma charakteru politycznego i dobrze byłoby, żeby na tym poziomie takie osoby mogły też podejmować decyzje przynajmniej te dotyczące ich okolicy.
O zaproszeniu z Kancelarii Prezydenta RP radny mówi, że zawiera informacje ogólne, ale zachęcające. Ktoś dostrzega problemy rad dzielnic i chce o tym rozmawiać. W Gdańsku nie ma takich rozmów, a wiele rzeczy jest do poprawienia.
– Czy Karol Nawrocki to poprawi? Nie wiem, zobaczymy, natomiast rozmawiać o czym jest. Jako Stowarzyszenie Królewska Dolina od sześciu lat próbujemy się spotkać z panią Dulkiewicz i porozmawiać o fatalnym projekcie poprowadzenia tramwaju ul. Bohaterów Getta Warszawskiego. Odbyła się tylko jedna, 10-minutowa rozmowa, przy okazji spaceru pani prezydent po dzielnicy. Jeśli nie chce z nami rozmawiać prezydent Gdańska, to być może będziemy rozmawiać z prezydentem Polski – kończy Michał Błaut.
Rozmawiać z każdym, ale w Gdańsku
– Ja oraz koledzy i koleżanki z zarządu jesteśmy skrajnie krytycznego zdania o prezydencie Nawrockim, natomiast wybrano nas po to, żebyśmy rozmawiali z każdym o dobru dzielnicy, także z tymi, z którymi nam specjalnie nie po drodze – mówi przewodniczący Rady dzielnicy Młyniska Tomasz Larczyński. – Ponieważ problemów dzielnicowych faktycznie jest sporo, to uważam, że takie spotkanie mogłoby mieć sens, tylko że ono powinno być jednak w Gdańsku. Szczególnie, że wiadomo, że jego sprawczość będzie praktycznie żadna. Jego sensem może być wymiana poglądów, może nawet burza mózgów, coś, o co chociażby radni z Osowej proszą od dawna. Być może nawet pod patronatem prezydenta dałoby się stworzyć taki okrągły stół, ale właśnie tu. Przejechanie się do Warszawy, na własny koszt, bo radny to funkcja społeczna, żeby tam się napić herbatki lub kawki i ponarzekać na władze miasta, trochę się to – naszym zdaniem – mija z celem.
Młyniska będą jednak reprezentowane w Kancelarii Prezydenta RP. Zarząd na spotkanie delegował radnego, który… pracuje na kolei i ma darmowe bilety.
Niezależnie od tego rada Młynisk na ostatniej sesji przyjęła własne oświadczenie w sprawie reformy rad dzielnic. Zakłada ona m.in. konieczność zapraszania rady do konsultacji wszystkich inwestycji na terenie dzielnicy, informowanie rady o każdym działaniu podjętym na terenie dzielnicy przez Urząd Miasta i jego podmioty zależne, a także uproszczenie procesu uchwalania budżetu rady dzielnicy.
Sytuacja nietypowa, ale warto wymieniać doświadczenia
O komentarz odnośnie zarzutów radnych dzielnicowych zwróciliśmy się do Referatu Prasowego Biura Prezydenta Gdańska.
„Miasto nie ogranicza kompetencji rad dzielnic. Zakres ich działania od lat określają obowiązujące Statuty Dzielnic. Co więcej, ostatnie zmiany wprowadzone w 2023 roku doprowadziły do poszerzenia kompetencji rad dzielnic, a nie ich zawężenia. W związku z tym zarzuty dotyczące ograniczania kompetencji są nieuzasadnione” – czytamy w lakonicznej odpowiedzi nadesłanej mailem do naszej redakcji.
W spotkaniu wezmą udział urzędnicy z Gdańska
Jednocześnie zostaliśmy poinformowani, że w piątkowym spotkaniu w kancelarii prezydenta wezmą udział dyrektor Sylwia Betlej oraz kierownik Paweł Kordowski z Biura ds. Rad Dzielnic i Współpracy z Mieszkańcami Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
„Urzędnicy jadą na to spotkanie, ponieważ rozmowa o funkcjonowaniu jednostek pomocniczych jest ważna. Na co dzień wsłuchujemy się w potrzeby rad dzielnic i znamy wyzwania, z jakimi mierzą się ich członkowie. To sytuacja nietypowa, że temat jednostek pomocniczych jest podejmowany na forum Pałacu Prezydenckiego, zwłaszcza że zakres tych kompetencji jest regulowany ustawowo. Tym bardziej warto wymieniać doświadczenia i rozmawiać o realnych problemach oraz możliwych kierunkach zmian systemowych” – brzmi stanowisko władz Gdańska.






















Napisz komentarz
Komentarze