Bez litości. Lechia rządzi w ekstraklasowych derbach
Skupmy się na Ekstraklasie, ponieważ nie tylko najbliższe spotkanie rozgrywane jest na tym właśnie poziomie, ale też ze względu na fakt, że historia trójmiejskich derbów jest tak bogata, że można spokojnie napisać książkę.
Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym Lechia Gdańsk nie ma litości. Największym katem był oczywiście Flavio Paixao. Do tej pory rozegrano 16 takich spotkań. Gdańszczanie wygrali aż 12 z nich. Jedynie cztery razy zespoły dzieliły się punktami. Arka Gdynia po prostu nie ma patentu na biało-zielonych. W niższych ligach się udaje - w Ekstraklasie nigdy.
A bywały mecze, kiedy wydawało się, że się uda - jak pamiętne prowadzenie 2:0 aż do 89. minuty w 2011 roku. Nic z tych rzeczy - najpierw Paweł Nowak, później w ostatniej akcji Luka Vucko i cisza na trybunach w Gdyni. Ten remis praktycznie przypieczętował spadek żółto-niebieskich.
CZYTAJ TEŻ: Koniec serii bez porażki. Bezradna Lechia Gdańsk przegrała z Zagłębiem Lubin
Nieprawdopodobna jest niemoc Gdynian w ekstraklasowych derbach. Nie ma znaczenia forma, skład, pozycja w tabeli. Lechia nigdy nie oddaje zwycięstwa. Czasem oddaje remis na wyjeździe, bo nie potrafi kontrolować spotkania - tak też bywało. Ale na nic więcej niż punkt Arki nigdy nie było stać.
Nie wspominając już o absurdalnych spotkaniach, kiedy biało-zieloni walczyli o utrzymanie, byli rozbijani przez wszystkich po kolei. Ale przychodzą derby i nagle 4:0 do przerwy. Albo jak w tym sezonie, kiedy po 2:6 w Lubinie i katastrofalnym meczu, wygrali derby po złotym golu Dawida Kurminowskiego.
Czy Arka ma szansę przełamać wstydliwą passę?
Zacznijmy od ekipy Dawida Szwargi. No nie są to asy piłki nożnej - wielu w Arce upatruje jednego z głównych kandydatów do spadku. Głównie przez mizerną grę i wieczne przegrywanie na wyjazdach. Ale w Gdyni żółto-niebiescy radzą już sobie bardzo dobrze. Stadion przy Olimpijskiej jest twierdzą i zawodnicy zrobią wszystko, aby nie padła ona podczas tego niezwykle prestiżowego spotkania.
Do tego dochodzą wyświechtane powiedzenia - „derby rządzą się swoimi prawami” oraz „każda seria kiedyś się kończy”. Tyle że wiele razy można to było w Gdyni przed derbami usłyszeć, a później na boisku nic z tego nie wychodziło.
Gdynianie u siebie punktują regularnie i nawet jak ich gra nie porywa, potrafią wykorzystać błędy rywali. Ostatnio przekonał się o tym GKS Katowice, który mógł spokojnie zamknąć mecz w pierwszych 30 minutach. Nie zrobił tego i ostatecznie przegrał. Ale trudno nie przegrać, jeśli prezentuje się rywalom taką bramkę, jak ta, którą strzelił Rusyn.
Paradoksalnie jednak atutem Arki może być jej… słabość. Gdynianie wcale nie muszą szarżować na bramkę Paulsena. Wystarczy, że poczekają na swój moment i to może przesądzić o wyniku. Lechia jest beznadziejna w ataku pozycyjnym, co mogliśmy zobaczyć chociażby z Rakowem, Cracovią czy ostatnio Zagłębiem. Jeśli Dawid Szwarga zdecyduje, żeby oddać gościom piłkę, ci będą walić głową w mur.
Żółto-niebiescy do meczu przystąpią osłabieni w obronie. Na boisku nie pojawi się wykartkowany Michał Marcjanik. Jednak zobaczymy nowe odkrycie z Gdyni - Oskara Kubiaka, który był motorem napędowym w meczu z GKS-em. Jeśli Lechia będzie tak przeciekać na bokach jak w spotkaniu z „Miedzowymi”, 19-latek może zapisać się złotymi zgłoskami w ekstraklasowej historii żółto-niebieskich.
ZOBACZ TAKŻE: Derby Trójmiasta bez kibiców Lechii w Gdyni. Ale mecz zobaczą na telebimie
Lechia ma coś do udowodnienia
Wesoła gromadka Johna Carvera po siedmiu meczach bez porażki złapała chwilową zadyszkę. W ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin nie potrafiła strzelić bramki na własnym stadionie, co nie zdarzyło się od… roku. Oczywiście o porażce zadecydowała przede wszystkim beznadziejna pierwsza połowa, ale w drugiej, kiedy już się obudzili, nie byli w wstanie wpakować piłki do siatki rywali. Czasem są takie dni, że nic nie chce wpaść. Kibice z Gdańska mówią, że lepiej z „Miedziowymi” niż w derbach.
Zatem biało-zieloni mają coś do udowodnienia - że to był jedynie wypadek przy pracy, a od następnego meczu znowu będą szaleć, ładując rywalom po dwa, trzy albo więcej bramek. A mają kim to robić.
To, co nad Motławą zbudował angielski szkoleniowiec jest niepojęte. Z grupy w większości przeciętnych piłkarzy stworzył zgraną ekipę, która często gęsto gra najładniejszy futbol w kraju. Szybki, efektowny, z dużą liczbą bramek. Podobną zasadę wyznawał kiedyś Piotr Nowak - jeśli stracimy pięć, mamy strzelić sześć. I - podobnie jak teraz - oglądało się to kapitalnie.
Gdańszczanie w meczu derbowym w Gdyni na pewno nie mogą powtórzyć błędów z ostatniego spotkania. Nawet jeśli przyjdzie im męczyć się w ataku pozycyjnym, piłka musi krążyć szybciej - to pozwoli na tworzenie się wolnych przestrzeni dla Bobcka czy Meny. Kluczowym wydaje się również powrót do optymalnej dyspozycji Ivana Zhelizko, który ma za sobą dwa anonimowe występy w ostatnich kolejkach.
Jeśli biało-zielonym uda się trzymać Arkę z dala od własnej bramki i zagrają tak, jak potrafią, z Gdyni wywiozą co najmniej punkt. Ale jeśli znów wyjdą tak apatyczni jak ostatnio - może się okazać, że w końcu Gdynianie przełamią ekstraklasową klątwę derbów i nie tylko wygrają niezwykle prestiżowe stracie, ale i przeskoczą biało-zielonych w tabeli.
Niech to po prostu będzie dobry mecz
Ostatnie derby w Gdańsku były nudne jak flaki z olejem. Naprawdę. I, co rzadko się przecież w tych pojedynkach zdarza, nawet trybuny z czasem stały się apatyczne. A - przypomnijmy - było to pierwsze od 2016 roku spotkanie tych drużyn, kiedy na widowni zasiedli fani obu ekip. W Gdyni będą tylko arkowcy - lechiści mają zakaz wyjazdowy do końca sezonu.
Zatem miejmy nadzieję, że tym razem zawodnicy obu klubów wejdą na swój najwyższy poziom i zobaczymy otwarte, emocjonujące spotkanie. Kto wygra? Jak mawia klasyk - czas pokaże. A może znowu skończy się podziałem punktów? Dowiemy się tego późnym piątkowym wieczorem.
Mecz 23. kolejki Ekstraklasy | 48. Derby Trójmiasta | Arka Gdynia - Lechia Gdańsk | Piątek, 27 lutego, godz. 20.30 | Stadion Miejski w Gdyni przy ul. Olimpijskiej
























Napisz komentarz
Komentarze