Politycy w trybie ultras?
Za pomysłem stoją trzej posłowie PiS: Zbigniew Hoffmann, Michał Kowalski oraz Mariusz Krystian. Każdy z nich reprezentuje region związany z jednym z klubów: Wielkopolskę, Pomorze i Małopolskę.
Oficjalny cel zespołu brzmi poważnie: promocja i wspieranie tych klubów w Polsce. W praktyce w regulaminie zapisano m.in.:
- współpracę z władzami klubów,
- organizowanie spotkań środowisk kibicowskich,
- wspieranie inicjatyw patriotycznych tworzonych przez kluby.
Zespół ma też obradować regularnie - co najmniej raz na kwartał. Na razie jednak nie wiadomo, kiedy odbędzie się pierwsze posiedzenie.
Można więc powiedzieć, że Sejm ma nową drużynę… która jeszcze nie wyszła na rozgrzewkę.
- W lutym złożyliśmy do marszałka Sejmu wniosek. Nie chcę mówić nieskromnie, że ja byłem autorem, ale tak. Gdy marszałkiem był Szymon Holownia, nie godził się na takie zespoły parlamentarne. Dzisiaj mamy marszałka, który wyraził na to zgodę. Jestem 40-letnim kibicem Arki, dlatego postanowiłem sformalizować to zainteresowanie. I po raz pierwszy w historii parlamentaryzmu założyłem taki klub - powiedział w Radiu Gdańsk Michał Kowalski.
CZYTAJ TEŻ: Szybki cios gości i skuteczna odpowiedź Arki. Gdynianie uciekli ze strefy spadkowej
„Wielka Triada” w wersji parlamentarnej
Dla kibiców wybór akurat tych trzech klubów nie jest przypadkowy. Lech Poznań, Arka Gdynia i Cracovia tworzą bowiem znaną w Polsce kibicowską zgodę nazywaną „Wielką Triadą”. Można więc powiedzieć, że posłowie postanowili przenieść stadionową przyjaźń na poziom parlamentu.
Data powstania sejmowego zespołu posłów Prawa i Sprawiedliwości nie jest oczywiście przypadkowa. W tym roku przypada bowiem 30-lecie powstania triady. W związku z tym hucznie świętowano to już na stadionach, teraz czas na sejmowe korytarze. Oby tylko panowie nie wyciągnęli rac, bo - jak wiadomo - może to się skończyć spacyfikowaniem gaśnicą.
W tej całej absurdalnej historii pojawia się pewien zgrzyt: o ile na stadionie hasło „zgoda” oznacza wspólne śpiewanie przyśpiewek, o tyle w Sejmie rodzi pytanie - czy naprawdę to jest dziś jeden z pilniejszych tematów dla parlamentarzystów.
„To nic nie kosztuje”. Poza zdziwieniem
Zwolennicy inicjatywy podkreślają, że udział w takich zespołach parlamentarnych nie oznacza dodatkowego wynagrodzenia dla posłów. Formalnie więc podatnik nie dokłada do tego projektu ani złotówki.
Problem w tym, że wielu obywateli - i spora część komentatorów - zastanawia się raczej nad czymś innym: czy parlament powinien w ogóle zajmować się promocją konkretnych klubów sportowych. Bo w Sejmie istnieją już zespoły dotyczące całych dyscyplin, jak żużel czy e-sport, ale skupienie się na prywatnych klubach to sytuacja dość wyjątkowa.
Krótko mówiąc: to trochę tak, jakby powstał parlamentarny zespół do wspierania konkretnej pizzerii - nawet jeśli akurat robi najlepszą capriciosę w okolicy.
Sejm jak stadion?
Historia parlamentarnego zespołu do wspierania trzech klubów pokazuje jedną rzecz: polska polityka i polska piłka mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje. Jest trochę emocji, trochę lokalnych sympatii, czasem sporo hałasu. Do ustawek polityków jeszcze nie dochodzi, ale kto wie? W końcu przykład idzie z góry, a ta w kraju - jak wiadomo - rękę ma ciężką.
Kluby piłkarskie nie komentują powołania nowego polityczno-sportowego dream teamu. Wielce prawdopodobne, że są równie zaskoczone, co wszyscy pozostali. W każdym razie - „Wielka Triada” weszła na salony. A czy przełoży się to w jakikolwiek sposób na funkcjonowanie klubów? No raczej nie.

























Napisz komentarz
Komentarze