Bardzo przykro patrzyło się na grę piłkarzy Lechii Gdańsk w pierwszej połowie sobotniego meczu z Widzewem w Łodzi. Biało-zieloni przyzwoicie rozpoczęli to spotkanie, ale animuszu i dokładności wystarczyło im na… 5-6 minut. Chwilę po tym zaczął się chaos, niedokładność i obserwowanie jak w piłkę gra Widzew. Smutno to tym bardziej, że obie drużyny miały „nóż na gardle”, ale tylko Widzew grał tak, jakby zdawał sobie sprawę ze stawki tego spotkania.
Kolejny raz bardzo źle zaprezentowała się gdańska obrona, łącznie z jej dowódca Matejem Rodinem, nie istniał środek pola, niewidoczny był Camilo Mena i Tomas Bobcek.
Z minuty na minutę w pierwszej odsłonie sobotniego meczu gasła nadzieja na to, że Lechia się pozbiera i zaprezentuje tak, jak chcieliby tego kibice. To zastanawiające tym bardziej, że przecież trener Lechii John Carver uchodzi za świetnego motywatora, a Lechia nie wyglądała na drużynę zmotywowaną do czegokolwiek. Co mogł zmienić w przerwie meczu angielski szkoleniowiec zastanawiali się kibice Lechii, ale możliwości miał mocno ograniczone.
Druga połowę lechiści zaczęli z Tomaszem Neugebauerem w składzie, który zastąpił Kacpra Sezonienkę. Ta zmiana dała trochę więcej porządku w grze biało-zielonych, ale nie znaczylo to, że kibice gdańskiej drużyny mogli optymistycznie patrzeć na perspektywę zakończenia tego meczu. Lechia trochę składniej próbowała zaatakować bramkę Bartłomieja Drągowskiego, ale bez efektów bramkowych, a to właśnie tego Lechia potrzebowała najbardziej. Upływające minuty nie dawały zapasu nadziei na to, że gdańska drużyna „wróci jeszcze do meczu”. W dalszej perspektywie walki o utrzymanie się w PKO BP Ekstraklasie Lechia straci w meczu z Legią Iwana Żelizkę, który za będzie musiał pauzować za żółte kartki. Ukraiński pomocnik zaznaczył swoja obecność na boisku w Łodzi mocnym i celnym strzałem, który dał Lechii bramkę w 66 minucie. Mecz w drugiej połowie wyrównał się, ale wciąż Lechii daleko było do tego, aby dogonić Widzew.
Gospodarze mając przewagę dwóch bramek grali spokojnie i na tyle skutecznie w defensywie, by nie dawać gdańskim piłkarzom zbyt wielu okazji do zdobycia kontaktowej bramki. W doliczonym czasie Lechia znowu grała w przewadze, bo czerwoną kartkę (za drugą żółtą) dostał Juljan Shehu z Widzewa, ale to było już za późno, aby myśleć o wyrównaniu strat.
Po tej porażce Lechia znowu znalazła się w strefie spadkowej. Problem w tym, że do zakończenia rozgrywek pozostały już tylko dwie kolejki. Lechię czeka mecz z Legią Warszawa w Gdańsku i z Termaliką w Niecieczy. Lechia musi oba te spotkania wygrać i liczyć na to, że jej rywale znajdujący się teraz nad nią w tabeli stracą punkty. W przeciwnym razie Lechia zostanie zdegradowana do Betclic 1 Ligi.
Widzew Łódź – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)
Bramki: Sebastian Bergier (10, 28), Steve Kapuadi (37) – Iwan Żelizko (66).























Napisz komentarz
Komentarze