Lechia Gdańsk poza Ekstraklasą
Spadek Lechii Gdańsk z Ekstraklasy nie był efektem jednego kryzysu czy pojedynczych strat punktów, tam gdzie drużyna powinna je zdobyć. O losie gdańskiego klubu zdecydował splot problemów sportowych i organizacyjnych, które przez cały sezon stopniowo osłabiały zespół. Choć Lechia momentami prezentowała atrakcyjny, ofensywny futbol, ostatecznie zabrakło stabilności, jakości i odpowiedniego zaplecza, by utrzymać najwyższy ligowy poziom.
CZYTAJ TEŻ: Lechia Gdańsk zdegradowana z PKO BP Ekstraklasy!
Dziś często wypowiadane przez znanych kibiców, polityków czy samych sportowców, słowa o tym, że Gdańsk zasługuje na to, by mieć drużynę w ekstraklasie, brzmią jak ponury żart.
Bo blisko półmilionowe miasto, piękny stadion, tradycje – kiedy patrzy się na Lechię chciałoby się zapytać: I co z tego?
Problemy kadrowe i brak jakościowych zmienników
Jednym z największych problemów Lechii była ograniczona głębia składu. Podstawowa jedenastka potrafiła rywalizować z wieloma zespołami ekstraklasy, jednak po wejściu rezerwowych poziom gry wyraźnie spadał. Brak jakościowych zmienników szczególnie uwidaczniał się w końcówkach spotkań oraz w okresach większego natężenia meczów.
Kontuzje, kartki i spadki formy podstawowych zawodników odbijały się na wynikach. W kwietniu i maju było to aż nadto widoczne. Trener nie miał komfortu wartościowych rotacji na boisku. W dłuższej perspektywie przełożyło się to na utratę świeżości i stabilności gry, liczne błędy w obronie, brak skuteczności i w efekcie punktów.
Kluczowym momentem sezonu była przerwa zimowa. W sytuacji walki o utrzymanie klub potrzebował konkretnych transferów, zwłaszcza w defensywie i środku pola. Tymczasem Lechia nie przeprowadziła wzmocnień, które mogłyby realnie podnieść poziom drużyny i zwiększyć rywalizację w składzie. Być może niezła gra na koniec roku i planowane przez trenera Jona Carvera wyjście ze strefy spadkowej Lechii, uśpiło działaczy klubu.
Brak reakcji na oczywiste problemy kadrowe sprawił, że zespół wszedł w decydującą fazę sezonu praktycznie z tymi samymi ograniczeniami, które były widoczne już jesienią. Konkurenci w walce o utrzymanie często wzmacniali kadry, podczas gdy Lechia pozostała w miejscu.
Problemy w bramce i błędy w defensywie
Istotnym elementem problemów defensywnych była również sytuacja w bramce. Alex Paulsen otrzymywał wiele szans – niektórzy uważają, że zbyt wiele - jednak w wielu meczach było widać jego ograniczenia. Szczególnie w grze na przedpolu i przy dośrodkowaniach. W realiach fizycznej i intensywnej PKO BP Ekstraklasy brak odpowiednich warunków fizycznych był zauważalny, a przeciwnicy potrafili to wykorzystywać. Zmiana na Szymona Weiraucha w ostatnim meczu okazała się spóźniona.
Nie oznacza to, że Paulsen był jedynym winowajcą słabych wyników, jednak zbyt długie utrzymywanie go jako pierwszego bramkarza mogło kosztować drużynę cenne punkty. Lechia traciła gole po stałych fragmentach, przy których nie tylko on popełniał błędy.
Lechia przez dużą część sezonu próbowała grać odważnie, wysoko i ofensywnie. Taki styl momentami przynosił dobre mecze i pozytywne reakcje kibiców, ale wymagał ogromnej intensywności fizycznej oraz szerokiej kadry. Tego właśnie drużynie zabrakło w końcówce sezonu.
W siedmiu ostatnich meczach Lechii, z których biało-zieloni przegrali sześć było widać wyraźny spadek dynamiki, pressingu i skuteczności w odbiorze piłki. Zespół tracił energię, a wraz z nią punkty. Ofensywny model gry, bez odpowiedniego zabezpieczenia kadrowego, mógł doprowadzić do utraty formy w najważniejszym momencie rozgrywek.
SPRAWDŹ TEŻ: Lechia zarobi gigantyczne pieniądze? Napastnik na celowniku dwóch dużych klubów
Ujemne punkty dla Lechii
Nie można też pomijać problemów organizacyjno-finansowych klubu. Karne odjęcie pięciu punktów jeszcze przed rozpoczęciem sezonu ustawiło Lechię w bardzo trudnej sytuacji już od pierwszych kolejek. W praktyce oznaczało to konieczność odrabiania strat przez cały sezon. Wczesną wiosną Lechia potrafiła i bez tych punktów awansować na 9. miejsce w tabeli. Wyjątkowo wyrównane rozgrywki i walka wielu drużyn o utrzymanie sprawiła, że każdy punkt miał ogromne znaczenie, a brakujących pięć oczek ostatecznie mogło przesądzić o spadku.
Klub dzień po spadku opublikował kuriozalne oświadczenie. Oto jego treść: „Lechia Gdańsk w wyniku sportowej rywalizacji zakończyła sezon 2025/2026 na 12. miejscu. 16. pozycja jest efektem podjętej przez PZPN niezgodnej z prawem decyzji o odjęciu klubowi punktów, wobec której wyrażamy stanowczy sprzeciw. Sprawa ta pozostaje obecnie przedmiotem postępowania odwoławczego prowadzonego przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (CAS) w Lozannie. Zarówno kibice biało-zielonych, jak i cała opinia publiczna, będą regularnie informowani o dalszym przebiegu postępowania oraz o jego finalnym rozstrzygnięciu.”
To ostatnie zdanie jest w tym oświadczeniu kluczowe. Chodzi o to, by pokazać kibicom, że gdański klub coś jednak z tymi punktami robi, a Polski Związek Piłki Nożnej niesłusznie zabrał pięć bezcennych punktów i to on jest winien spadku Lechii z ekstraklasy…
Kibice wściekli na klub
Duża część kibiców Lechii "nie kupuje" tej narracji. Komentarze sympatyków gdańskiego klubu nie pozostawiają złudzeń autorom oświadczenia.
"My się powinniśmy cieszyć, że w ogóle mieliśmy możliwość grania w tym sezonie Ekstraklasy, bo prawdę powiedziawszy kara tych 5-ciu ujemnych punktów była niewspółmierna do tego, co zarząd odwalał przez długie miesiące z opóźnieniami w pensjach dla piłkarzy. Na 7 ostatnich kolejek brak żadnej wygranej mówi raczej sam za siebie, bo przecież liga nie skończyła się na meczu z Koroną. Przestańcie już kompromitować Lechię i odejdźcie..."
"... O tych ujemnych punktach się pewnie wczoraj dowiedzieliście xD. Było tyle czasu żeby spokojnie się utrzymać , a 5 ostatnich kolejek mogło dać nam puchary:) a co jest ? 1 liga"
"Teraz to już trochę za późno - było trzeba temat ogarnąć w połowie sezonu a nie w momencie zakończenie rozgrywek - dajcie nam tą żałobę po spadku przeżyć w ciszy i spokoju".
To tylko niektóre z łagodniejszych komentarzy kibiców Lechii do tej sprawy.
ZOBACZ TAKŻE: PZPN stawia sprawę jasno! Zawieszenie ujemnych punktów dla Lechii wykluczone
Lechia idzie na wojnę z PZPN
Co dalej? Z teksu tego oświadczenia wynika, że Lechia chce iść na wojnę z PZPN i nie jest faworytem tego starcia. Personalnie już się zmienia. Swoje odejście ogłosił już po meczu w Niecieczy trener John Carver. Wiadomo, że klub sprzeda swojego najlepszego napastnika i króla strzelców Tomasa Bobceka, z kibicami w Niecieczy pożegnał się także Rifet Kapić. Mało prawdopodobne, aby w Gdańsku zostali Camilo Mena czy Iwan Żelizko. Drużynę trzeba będzie budować na nowo. Na pewno za mniejsze pieniądze, bo i mniej pieniędzy klub zarobi, także na transferach, o których zapewne niedługo usłyszymy.
























Napisz komentarz
Komentarze