Reklama

Kapitalna Orkiestra na finał. Bardzo udane Męskie Granie w Gdańsku za nami

Drugi dzień Męskiego Grania w Gdańsku to świetne koncerty i przede wszystkim kapitalna Orkiestra, która w tym roku zagrała z pazurem, przypominając najlepsze odsłony tego projektu. Sobota, 18 lipca to także dużo wyższa frekwencja i piękna pogoda, która oddała to, co zabrała piątkowa ulewa. To była dobra edycja – ten kierunek powinien zostać utrzymany w kolejnych latach, aby formuła festiwalu nie rozmieniała się na drobne.
Vito Bambino i Zalia, Męskie Granie 2026, Gdańsk
Męskie Granie Orkiestra 2026. Vito Bambino i Zalia w Gdańsku

Autor: Karol Kacperski

Męskie Granie Orkiestra z energią i przytupem

W ostatnich latach projekt Męskie Granie Orkiestra miał momenty lepsze i gorsze. Tych drugich było zdecydowanie za dużo. Do głównych grzechów należały przede wszystkim zbyt częste korzystanie z tych samych nazwisk, które się na festiwalu pojawiały, oraz zdecydowanie za dużo momentów sennych w aranżacjach poszczególnych klasyków polskiej muzyki.

Tym razem postawiono na skład Zalia, Igor Herbut oraz Vito Bambino. I tak, można się czepiać, że znowu ten Vito, ale trzeba przyznać, że odnalazł się w tym zestawieniu – dobrze mu zrobiła obecność tak mocnych głosów, dzięki czemu sam mógł wykrzesać z siebie więcej energii i dobrze się bawić.

Ale widać pewien trend, który powinien zostać utrzymany, czyli sięganie po wykonawców znanych, utalentowanych, ale bez tego statusu – jeszcze – wielkiej gwiazdy. To daje Orkiestrze powiew tak potrzebnej świeżości. Chociaż gdyby w tym roku zamiast Vito był Spięty – który na sobotnim koncercie w Gdańsku po prostu zmiótł konkurencję – otrzymalibyśmy najlepsze MGO dekady. Ale kto wie, może za rok?

W każdym razie, trio Zalia-Vito-Herbut funkcjonuje na scenie rewelacyjnie. Widać luz, energię i niepohamowaną chęć zabawy, która momentalnie udziela się publiczności. Ale przede wszystkim, jest tu dużo jakości i żonglowania formą. Widać to też po tegorocznych hymnach. „Nareszcie” może jeszcze nie przekonuje, ale „Tańczę” to już naprawdę przyjemne połączenie popu z awangardą – jest w nim sporo odwagi i jakości.

Vito Bambino i Igor Hebut, Męskie Granie Orkiestra 2026, Gdańsk
Męskie Granie Orkiestra – Vito Bambino i Igor Hebut (fot. Karol Kacperski)

W Gdańsku MGO szalało. Ale nic dziwnego – duża w tym zasługa mocno gitarowych aranżacji, po które w ostatnich latach sięgano sporadycznie. No i ponownie okazało się, że jednak mocniejsze szarpanie w struny ma sens. Kapitalne to było przedstawienie, a utwory, jak „Mój przyjacielu”, „Urke”, „Jak malowany ptak”, „Kiedy powiem sobie dość” czy „Nasz Disneyland”, nabrały nowego charakteru i dostały drugie życie.

Spięty, Kacperczyk i dumny Zaucha patrzący z nieba

Orkiestra to oczywiście punkt kulminacyjny, ale nie zapominajmy o reszcie świetnych koncertów. Przede wszystkim Spięty, który zakończeniu działalności Lao Che kontynuuje swoją solową podróż po polskich scenach. I bardzo dobrze, że to robi, ponieważ potrzebujemy takich artystów. Te teksty, ta błyskotliwość, ta muzyka – wspaniałość.

Ważnym momentem był również projekt specjalny poświęcony twórczości Andrzeja Zauchy, w którym wzięli udział Igor Herbut, Grażyna Łobaszewska, Ofelia, Piotr Zioła i Wiktor Waligóra. Tak powinny wyglądać tribute’y. Z szacunkiem do oryginału, ale też ze świeżym spojrzeniem. Andrzej Zaucha, który również był przecież niezwykle wszechstronnym artystą, na pewno z dumą patrzył gdzieś z góry na to, co działo się na scenie w Gdańsku.

Kacperczyk jako headliner. Świeżość i punkowa energia

Sporym zaskoczeniem było dla mnie przyznanie braciom Kacperczyk headlinerskiego slotu – chyba przespałem moment, w którym weszli na ten poziom, ale tak, należał im się. Od kiedy tylko pojawili się w rodzimym mainstreamie, cały czas trzymam za nich kciuki, ponieważ wnoszą dużo świeżości i punkowej energii do tego nudnego grajdołka. Fajne chłopaki, warto śledzić ich dalszy rozwój.

Kacperczyk, Męskie Granie 2026, Gdańsk
Kacperczyk (fot. Karol Kacperski)

Nene Heroine i nowoczesne podejście do jazzu

Nie można tez nie wspomnieć o naszym lokalnym Nene Heroine – ponownie, klasa sama w sobie. Ich podejście do jazzu jest uzależniające. To jest świetny przykład tego, jak zrekonstruować ten gatunek – grają go w taki sposób, że przyjmie się zarówno na Męskim Graniu, jak i na, dajmy na to, Hellfeście. Wielka kariera przed nimi. 

Sporym zainteresowaniem cieszył się też koncert Ewy Koc, czyli projektu Błażeja Króla i Dawida Tyszkowskiego, ale muzycznie tu jest jeszcze sporo do roboty. Potencjał, ale na razie to takie trochę Muchy z Temu.

Edyta Bartosiewicz niezmiennie zachwyca 

No i ona – niezmiennie wspaniała Edyta Bartosiewicz, która nie dość, że wciąż jest w świetnej formie, to jeszcze jej piosenki są po prostu ponadczasowe. Ten występ idealnie wpisał się w formułę tego festiwalu.

Męskie Granie – robisz to dobrze. Nie zmieniaj się

Od momentu powrotu do Trójmiasta, Męskie Granie parę razy dostało ode mnie „po łbie”. Przyznaję. Wytykałem różne bolączki, które się mnożyły z każdym rokiem, ale wynikały one z tego, że organizatorzy próbowali złotego środka. A ten nie istnieje. Ta impreza w pewnym momencie stała się zakładnikiem własnego sukcesu.

Wywindowała do roli super gwiazdy Dawida Podsiadło, zbudowała marki Darii Zawiałow czy Krzysztofa Zalewskiego. No i tym samym, zmieniła trend na polskim rynku, budując modę na pewne nazwiska, których oczekiwano każdego roku. I kiedy okazało się, że formuła imprezy jest już za ciasna dla niektórych wykonawców, zaczęto szukać rozwiązania spełniającego oczekiwania.

Powrót do korzeni Męskiego Grania 

Tym razem jednak Męskie Granie uznało, że warto chwycić się swoich korzeni i nie zadowalać wszystkich na siłę. Tym samym pożeniono to, co modne – jak Zalewski czy Kacperczyk – ale sięgnięto też po to, co potrzebne, czyli oryginalność. To, co zbudowało markę tej imprezy, i czym zawsze zaskakiwała.

Męskie Granie Orkiestra 2026
Męskie Granie Orkiestra 2026 (fot. Hubert Grygielewicz)

Dlatego tak świetnie wypadł w tym roku projekt Przestawia, bo był odważny. Pro8l3m grający Kazika, to strzał w dziesiątkę. Zresztą też, sama obecność Kultu jest pomysłem niecodziennym, ale idealnie podkreślającym DNA festiwalu. I tak to właśnie powinno wyglądać – Męskie Granie ma nie tylko być mocne, gitarowe i samcze. Ono ma wyznaczać trendy, przełamywać schematy i budować markę polskiej muzyki jako całości.

I tak zrobiono przez te kilkanaście lat coś niesamowitego – pokazano, że polska muzyka może być modna, dobra, ciekawa. Męskie Granie zboostowało rodzimych wykonawców, dając im możliwość wzniesienia się na poziom, który inaczej byłby nieosiągalny.

Tak że tak, Męskie Granie robi to dobrze. Po chwilowej zadyszce, wraca na właściwe tory i nawet jeśli przed imprezą kilka gorszych frekwencyjnie lat, to wróci znowu do wyprzedawania się w kilka minut. Bo przyciągnie nowych odbiorców, którzy właśnie tu znajdą to, czego nie ma na innych wydarzeniach.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo
Reklama
Reklama Radio Gdańsk Wakacyjne Bingo - konkurs