Kto zapłaci za błędy w systemowym funkcjonowaniu ochrony zdrowia?

W Polsce pracuje blisko 170 tysięcy lekarzy. Gros lekarzy traktuje swój zawód jako misję, pracując z dużym zaangażowaniem i oddaniem na rzecz pacjentów. Z pewnością jest to zawód wymagający niezwykłej odpowiedzialności i wiążący się z dużym poziomem codziennego stresu. Obecnie w naszym kraju lekarze zarabiają godnie i w granicach społecznie akceptowalnych. Dlatego też niezwykłą szkodę dla tego środowiska wyrządziła afera z wynagrodzeniami w warszawskim Szpitalu Południowym. Okazuje się, że kominowe zarobki dotyczą wręcz promilowego odsetka ilości lekarzy. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji podaje, że powyżej stu tysięcy złotych miesięcznie zarabia w Polsce tylko 430 medyków. Dotyczy to między innymi chirurgów na kontraktach, kardiologów czy anestezjologów.
Kto zapłaci za błędy w systemowym funkcjonowaniu ochrony zdrowia?

Autor: Zawsze Pomorze

Po wskazaniu kilku nagannych przykładów ruszyła nagonka. Na to zapotrzebowanie społeczne szybko zareagowały populistyczne Związki Zawodowe Solidarność proponując maksymalne stawki i miesięczne limity zarobków. Naczelna Izba Lekarska zaproponowała powiązanie maksymalnej pensji ze średnią krajową, a nie sztywnym mnożnikiem. Uaktywnił się także były premier Morawiecki, który grzmiał, że muszą być wyeliminowane kominy płacowe i zaproponował maksymalną stawkę, pięciokrotność minimalnego wynagrodzenia za dyżur. Ostatnio lansowany jest pomysł ustalenia maksymalnych zarobków lekarzy na poziomie szesnastokrotnej płacy minimalnej. Dla zainteresowanych może to być zbyt ograniczający poziom zarobków, a dla innych osób „kosmicznym” wynagrodzeniem.

CZYTAJ TEŻ: Nawet 574 tys. zł w dwa miesiące. Resort zdrowia szykuje limity wynagrodzeń lekarzy

Leczenie skutków a nie przyczyn jest zawsze pokusą szybkiego, na skróty, załatwienia problemu, szczególnie wówczas kiedy jest on społecznie wrażliwy. Czytając o różnych pomysłach ustawowo-administracyjnego ograniczania zarobków lekarzy pomyślałem, że może to być fajny sposób na galopujące wynagrodzenia np. piłkarzy czy artystów. Wydamy dekret i koniec z kominami płacowymi.

Od dłuższego czasu obserwowano, że przeszacowane są wyceny procedur wysokospecjalistycznych wykonywanych przez szpitale uniwersyteckie i o wysokim stopniu referencyjności, a znacząco zaniżone wyceny procedur medycznych wykonywanych głównie przez szpitale powiatowe. Pojawiły się więc duże zyski w szpitalach specjalistycznych oraz kominy płacowe, a w szpitalach powiatowych straty. Nie wiadomo dlaczego nie podjęto skutecznych działań i nie skorygowano tych wycen, likwidując przyczynę nadmiarowych zysków i kominów płacowych. Można też było przewidzieć, że pojawią się lekarze biznesmeni, którzy wykorzystując tę sytuację założą spółki świadczące w szpitalach powiatowych np. wysokospecjalistyczne, dobrze wycenione, usługi neurochirurgiczne. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie chęć jeszcze większych zarobków i w rozliczeniach wskazywanie procedur lepiej wycenionych niż faktycznie wykonane. Podobnie sytuacja wygląda w szeregu przypadków rozliczania kontraktów, zarówno tych indywidualnych z lekarzami jak i podmiotów leczniczych z NFZ. Zawiodła organizacja całego systemu zdrowia i kontrolna rola Narodowego Funduszu Zdrowia.

Na kanwie tej sytuacji nie warto nawet wspominać o pilnej potrzebie naprawy całego systemu ochrony zdrowia ponieważ politycy, ze strachu o swoje notowania przedwyborcze, nawet nie podejmują takich prób. Może jednak - przykładowo - warto przyjrzeć się gwałtownie rosnącym opłatom za wizyty w prywatnych gabinetach lekarskich, gdzie za kilkuminutową poradę płaci się kilkaset złotych. Obecnie wiele osób, od lat korzystających z tej formy pomocy medycznej, rezygnuje z płatnych wizyt prywatnych i zapisuje się do lekarza w uspołecznionej ochronie zdrowia, nie bacząc na wskazywany, nawet dramatycznie odległy termin. Nie wprowadzono również zapowiadanych obowiązkowych imiennych rejestrów i kart leczenia pacjentów w prywatnych gabinetach. A w szeregu kontrowersyjnych przypadkach taki system rejestracji mógłby wiele wyjaśnić. Podobnie nie doczekały się powszechnego wdrożenia tzw. elektroniczne „Karty Sośnierza” sprzed ok. 20 lat, które miały zawierać wszystkie informacje o chorobach pacjenta, jego wizytach u lekarzy (wszystkich!) oraz zapisywanych lekach. Dlatego też nie wierzę w możliwość wprowadzenia innych, nawet najbardziej rozsądnych propozycji, chociażby w zakresie wielozatrudnienia i kontroli łącznego czasu pracy lekarzy we wszystkich podmiotach wraz z praktyką prywatną.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź pozostawiam naszym Czytelnikom.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Czytelnicy odpowiedź znają od wielu lat... 07.08.2026 13:23
Bo takie funkcjonowanie/postępowanie się opłaca i jest możliwe. Bo jakiekolwiek działania mające na celu kontrolę podmiotów robiących interesy na publicznym pieniądzu spełzły na niczym na skutek działania lobby "mętnej wody"... Nikogo nie dziwią miliardowe budżety samorządów przy ujemnej wręcz efektywności tych wydatków... Po prostu, w te budżety są wpisywane roszczenia interesariuszy a nie koszty rozwiązania problemu. Dla porówniania miliard za 3 kilometry lini tramwajowej w Gdańsku a 3 miliardy z 50 km linii kolejowej do Słupska. 2 miliardy z 5 kilometrów drogi z 3 kilometromym tunelem i 5 miliardów z taki sam odcinek pierwszego etapu "drogi czerwonej"... W przypadku medycyny lis zarządza kurnikiem, czyli lekarzom oddano zarządzanie branżą. To realizują swoje interesy.

jak to kto??! 07.08.2026 13:12
Jak wszystkie sytuacje, gdzie wyciągnięto kasę poprzez nagięcie prawa. "Pan płaci, pani płaci, ciemny lud zapłaci..." Bo te straty wrzuci się temu ludowi w koszty życia. Czyli w inflację. Prawo pozwalające na windykację zysków uzyskanych z przestępstwa dawno zniknęło z kodeksów. Przykładów mamy dziesiątki, drenowanie systemu świadczeń zdrowotnych jest tylko jednym z nich. Ba! Biorąc pod uwagę "fundusze unijne" to drenowanie jest wręcz gałęzią gospodarki, która daje zarobić nielicznym a podnosi koszty wszystkim.

Reklama