WOMEX, czyli Worldwide Music Expo, to nie zwykły festiwal, tylko spotkanie branży. W tegorocznej edycji w Las Palmas de Gran Canaria wzięło udział ponad 2,5 tys. szefów festiwali, agentów koncertowych, wydawców i dziennikarzy z 90 krajów. ROOTS Ensemble zagrał 23 października w Sali Symfonicznej Auditorio Alfredo Kraus.
– Wypadło wspaniale, jestem przeszczęśliwa. Bardzo chciałam, żeby ten występ się udał, ale na scenie w ogóle się nie denerwowałam, a koledzy z zespołu mówili mi, że czuli to samo. Myślę, że to dlatego, że byliśmy świetnie przygotowani: mieliśmy czas na próby, a zespół jest pewny i dobrze się zna. Mogliśmy się nawet nacieszyć tą przepiękną salą koncertową – mówi nam Kasia Kadłubowska.
Showcase rządzi się swoimi prawami. Zespół miał 45 minut łącznie z wejściem i zejściem ze sceny, a organizatorzy bardzo pilnowali, by nikt nie przekroczył limitu. ROOTS zmieścił się w 42 minutach.
– To specyficzny występ, bo publiczność jest branżowa, a kilka koncertów odbywa się jednocześnie. Wszyscy pędzą z jednego na drugi, czasem oglądają tylko dziesięć minut, niewiele osób zostaje do końca. Sala była jednak pełna, a po ostatnim utworze dostaliśmy owację. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci, po koncercie usłyszałam mnóstwo wspaniałych komentarzy i gratulacji – opowiada artystka.
Kto dokładnie słuchał, dopiero się okazuje. Na pewno był Rok Košir ze słoweńskiej agencji bookingowej Most Music, który zdążył na ostatni kwadrans, dwie osoby z Estonii i przedstawiciel poznańskiego festiwalu Ethno Port.
– Przed koncertem miałam kilkanaście spotkań, głównie z prasą i radiem. Wiele osób mówiło: zobaczymy się po koncercie, będziemy w kontakcie. Ci ludzie mają bardzo napięte grafiki, czasem na wiele miesięcy naprzód. Takie targi żyją tym, że spotyka się kogoś w przelocie, na koncercie innego zespołu, na obiedzie. Teraz te kontakty trzeba pielęgnować – tłumaczy Kadłubowska.
Na WOMEX trafia się po zgłoszeniu ocenianym przez międzynarodowe jury. Kadłubowska wcześniej kilkukrotnie zgłaszała inne swoje projekty. ROOTS dostał się za drugim podejściem – rok wcześniej zgłosiła go jeszcze przed wydaniem płyty.
– Zaproszenie na takie targi zaledwie rok po wydaniu płyty to duże uznanie i potwierdzenie, że materiał się podoba i ma rezonans nie tylko niszowy. Jest potencjał na zainteresowanie szerszej publiczności i branży, więc rzeczywiście jest w tym coś przełomowego – mówi.
Wyjazd został zrealizowany środków Miasta Gdańska w ramach Funduszu Mobilności Gdańskiego Stypendium Kulturalnego oraz dzięki wsparciu głównego sponsora projektu: firmy SPRINT S.A. Oddział Gdańsk.
Słowiański wspólny mianownik
Płyta „Roots” ukazała się 25 listopada 2025 nakładem gdańskiej wytwórni Go North Records. Kadłubowska przetwarza na niej tradycyjne pieśni z Polski, Ukrainy i Białorusi. Marimba, wibrafon, syntezatory, bębny i głos nadają im brzmienie bardzo dalekie od wiejskiej kapeli: chwilami surowe, wręcz brutalne, za chwilę bardzo subtelne. Obok liderki grają wibrafonista Dominik Bukowski, wokalistka Krystyna Gedzik i perkusista Dominik Fürstberger, który był też producentem płyty, a na koncertach również saksofonista Steffen Dix. Gościnnie na albumie śpiewa gdański Zespół Śpiewu Tradycyjnego Źdźbło.
Jak wyjaśnia nam artystka, od pierwszych kompozycji do premiery minęło pięć lat. Dwa dni przed wylotem artystki do Polski na pierwszą sesję nagraniową Rosja napadła na Ukrainę i zespół zrezygnował z planowanego wcześniej właczenia do repertuaru rosyjskiej pieśni. Sam pomysł na płytę wyrósł jednak z rodzinnych historii muzyków. Gedzik urodziła się na Białorusi i ma polskie i ukraińskie korzenie, dziadek Kadłubowskiej urodził się w Brześciu, babcia Bukowskiego – na Ukrainie.
– Staram się z jak największą czułością i precyzją sprawdzić, skąd jest pieśń, kto ją pielęgnował i kto się przyczynił do tego, że wciąż możemy ją odkrywać. Ale koniec końców pewne rzeczy trafiają w moją wrażliwość i, myślę, w wrażliwość słuchaczy, niezależnie od tego, w jakim języku są śpiewane. Nasze słowiańskie korzenie mają wspólny mianownik, wspólny kolor: pewną estetykę, sposób prowadzenia melodii i harmonii. Pieśni z Ukrainy i Białorusi rezonują z moją słowiańską duszą tak samo jak polskie – mówi Kasia Kadłubowska.
Album spotkał się z dobrym przyjęciem. Tomasz Janas z Polskiego Radia ocenił go na 4,5 w pięciostopniowej skali, chwaląc odwagę muzyków i to, że nie powielają folkowych schematów.
Między domem wybranym a rodzinnym
Artystka studiowała w Niemczech i tam dziś mieszka, ale – jak podkreśla – stara się być w Polsce jak najczęściej. Z Dominikiem Bukowskim współpracuje od 20 lat, Krystyna Gedzik tyle samo czasu jest związana z gdańską sceną.
– Bardziej czuję się pomiędzy, buduję mosty między moim wybranym domem w Niemczech a domem rodzinnym. Tak jak na tej płycie, która jest dla mnie pomysłem między przeszłością a przyszłością. Chcę wyciągnąć coś bardzo starego dla mojego syna, dla moich dzieci, dla bratanków. Chcę, żeby wiedzieli o tej muzyce i byli świadomi, jak piękne dziedzictwo mamy w tej kulturze – mówi.
Gdańska publiczność na ROOTS na żywo jeszcze poczeka. Zaplanowany koncert trzeba było przełożyć, bo artystka niedawno urodziła syna. Rozmowy o nowym terminie już trwają, a Kadłubowska ma nadzieję, że zespół przyjedzie najpóźniej przyszłą jesienią.
– To dla mnie najwyższy priorytet, żeby pokazać ten projekt mojej ukochanej gdańskiej publiczności. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powiedzieć coś konkretnego – zapowiada.
Zespół pracuje już nad drugim albumem. Tym razem znajdą się na nim wyłącznie pieśni polskie, kurpiowskie. Cztery nagrania są mniej lub bardziej gotowe. W przyszłym roku muzycy chcą zagrać na koncertach pierwsze nowe utwory, a może też udostępnić je w sieci.



Napisz komentarz
Komentarze