Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

We Wrzeszczu najciekawsze są miejsca nieoczywiste

Wrzeszcz jest kolażem pierwotnie niepołączonych ze sobą elementów, które powstawały czasami trochę obok siebie, a czasami trochę wbrew sobie – mówi Jarosław Wasielewski autor książki „Wrzeszcz dla początkujących i średnio zaawansowanych”
We Wrzeszczu najciekawsze są miejsca nieoczywiste
Zbudowany w latach II wojny światowej bunkier na zapleczu dawnego szpitala położniczego przy ul. Klinicznej

Autor: Jarosław Wasielewski

Ostatnio widziałem jak ktoś się dziwił w internecie: WRZESZCZ – osiem liter, a tylko jedna samogłoska. 

Nazwa fonetycznie karkołomna, trudna do wymówienia, nie niemiecka, a słowiańska, pewno stworzona po złości... W antykrzyżackim, a właściwie przedkrzyżackim, sprzeciwie wobec germanizacji ziem prapolskich... Oczywiście żartuję.

Podobno nazwa wzięła się od wrzosowisk porastających niegdyś to miejsce. 

Tak, językoznawcy, którzy zgłębili ten temat dekady temu, jednoznacznie wskazują na wrzos jako źródło, od którego dzielnica wzięła nazwę. Ale, jako że ta wiedza nie jest niestety powszechna, to niektórzy myślą, że nazwa pochodzi od krzyku. W pewnym sklepie internetowym widziałem nawet koszulki ze słynnym obrazem „Krzyk” Edwarda Muncha i napisem: „Wrzeszcz”. Napisałem do nich, że nazwa wcale nie od tego pochodzi, ale odpisali mi: „Proszę nie psuć zabawy”. W porządku, ja tylko chciałem przywołać fakty.

Jarosław Wasielewski (ur. 1983) – wrzeszczanin, badacz i popularyzator historii Gdańska, współautor monografii „Dolny Wrzeszcz i Zaspa” oraz serii albumów „Wrzeszcz na dawnej pocztówce”  (fot. Sandra Skwierawska)

Ale tu przecież nie o fakty tylko o sprzedaż chodziło. Mamy więc nazwę, a teraz pora zlokalizować desygnat. Jakie są granice Wrzeszcza? 

Są różne, w zależności od tego jak na to popatrzymy. Z jednej strony mamy ściśle określone administracyjnie granice dzielnicy, a właściwie dwóch dzielnic: Wrzeszcza Górnego i Dolnego z dwiema tzw. jednostkami pomocniczymi: Strzyżą i Aniołkami. Możemy jednak spojrzeć na Wrzeszcz w szerszym rozumieniu, historycznym, jako wszystko to, co powstało od kiedy podmiejska wieś o tej samej nazwie zaczęła przekształcać się w wielkomiejską dzielnicę, wchłaniając sąsiednie osady i majątki. Tak rozumiany Wrzeszcz obejmuje wszystko od wzgórz morenowych do linii kolejowej do Nowego Portu, i od okolic Bramy Oliwskiej do VII Dworu i Zaspy. Takie właśnie szerokie, zagarniające wręcz, rozumienie Wrzeszcza stosuję, gdy piszę o tej dzielnicy.

Wróćmy na razie do tej małej miejscowości letniskowej, gdzie wszystko się zaczęło.

Faktycznie zaczęło się trochę wcześniej, bo w średniowieczu, gdy powstała wioska nad potokiem Strzyża, w której to wiosce działał młyn. Dopiero z czasem – gdzieś w XVI wieku – zamożni mieszkańcy Gdańska wpadli na pomysł, że można sobie w tej idyllicznej okolicy postawić domek, dworek czy gospodarstwo. I w momencie, kiedy upał w historycznym śródmieściu, otoczonym najpierw murami, a potem wałami, robił się nie do wytrzymania albo gdy do Gdańska zbliżała się zaraza, można się w takim miejscu schronić i przeczekać. O niektórych z tych rezydencji piszę w książce, przywołując te, które zostały zapomniane. Bowiem o osadach Wrzeszcz, Strzyża, Kuźniczki czy Nowe Szkoty pamiętamy, bo ich nazwy przetrwały w toponomastyce Gdańska. Ale nazwy takie jak Brunów czy Hermanowo nie przetrwały, a przecież one także składają się na ten kolaż, którym jest nasza dzielnica.

Niszczejący od dekad Dwór Św. Studzienki przy ul. Romualda Traugutta (fot. Jarosław Wasielewski)

A w którym miejscu stał ten pierwszy młyn? 

Nad potokiem Strzyża, najprawdopodobniej w okolicach dzisiejszego skrzyżowania ulicy Kościuszki z aleją Grunwaldzką.

No tak, czyli na początku była Galeria Bałtycka… 

Prawdopodobnie, chociaż znalazł się badacz, który podejrzewał, że to wcale nie był Górny Wrzeszcz, tylko Dolny, okolice dzisiejszej ulicy Leczkowa. Ale generalnie przyjmuje się, że – tak, jak pan powiedział – wszystko zaczęło się w okolicy dzisiejszej Galerii Bałtyckiej...

Najstarszy zabytek Wrzeszcza to...? 

Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Nawet te obiekty, które są bardzo stare, często były przebudowywane w XVIII czy XIX wieku. A czasami – bardziej współcześnie – ulegały pożarom. Na pewno do najstarszych zabytków, jakie mamy we Wrzeszczu, należą dwory: Kuźniczki, Srebrniki, Studzienka – znajdujący się w rękach prywatnych i niestety strasznie zdewastowany – oraz Uphagena. Podczas urbanizacji tych terenów architekturę drewnianą po prostu rozbierano, bo nie stanowiła żadnej wartości. Właściwie tylko murowane obiekty z czasów „wiejskich” miały szansę przetrwać. Chociaż były wyjątki od tej reguły, bo na przykład dworki majątków Brunshof i Hermannshof zrównano z ziemią, a w ich miejscu zbudowano istniejące do dziś kamienice.

Na czym według pana polega wyjątkowość Wrzeszcza?

Wrzeszcz jest kolażem pierwotnie niepołączonych ze sobą elementów, które powstawały w bardzo różnym czasie i w różnych uwarunkowaniach historycznych. I te elementy – czasami trochę obok siebie, czasami trochę wbrew sobie – najczęściej przenikają się wzajemnie. W efekcie mamy do czynienia z gobelinem, który możemy sobie dowolnie „pruć”. Weźmy chociażby historię architektury: możemy chodzić po Wrzeszczu i studiować mody i style obowiązujące od końca XIX wieku po współczesność. A więc eklektyzm i pruska architektura historyzująca, międzywojenny modernizm, architektura socrealistyczna, modernizm powojenny oraz „gargamele” z lat 90., kiedy ludzie na dorobku budowali na potęgę rzeczy najczęściej pozbawione gustu.

Czy można mówić o jakiejś mitologii Wrzeszcza? Są w jego historii wydarzenia, które budują taki narracyjny kosmos? 

Myślę, że Wrzeszcz ma wiele małych mitologii – to zależy z kim pan rozmawia. Osoby kochające gdańską literaturę, a więc zaczytujące się Huellem, Chwinem czy Grassem, doświadczają magii tego miejsca przez pryzmat wrażliwości i opowieści tych trzech pisarzy. Z kolei osoby, które udzielały się w czasach karnawału Solidarności, będą zwracały uwagę na ten niepokorny pierwiastek w naszej dzielnicy oraz miejsca, które odegrały wówczas ważną rolę – np. dawny hotel robotniczy, przerobiony dziś na biurowiec, w którym mieściła się siedziba Solidarności czy blok Grunwaldzkiej Dzielnicy Mieszkaniowej, w którym mieszkała i spotykała się z innymi opozycjonistami Anna Walentynowicz. 

Znowu starsi mieszkańcy Trójmiasta będą wspominać czasy, gdy rozświetlona neonami aleja Grunwaldzka była główną ulicą handlową miasta – po wypłacie przyjeżdżało się tu na zakupy i przemierzało niespiesznie cały jej odcinek od skrzyżowania z ulicą Miszewskiego do ulicy Klonowej. Wchodziło się praktycznie do każdego sklepu, po drodze odwiedzając lodziarnie, pączkarnie, kawiarnie. Ta mitologia Wrzeszcza handlowego – mająca silne umocowanie w faktach – jest najczęstszą z jaką się spotykam w rozmowach ze starszymi czytelnikami. Tak więc różni ludzie mają różne narracje, różne skojarzenia – nie sposób powiedzieć, że Wrzeszcz był jednolity i stanowił jednolity kosmos.

Dąb zwycięstwa rosnący w Jaśkowej Dolnie od 1863 roku widziany wczesną jesienią  (fot. Jarosław Wasielewski)

Gdyby odwiedzili pana znajomi, którzy nigdy wcześniej nie byli we Wrzeszczu, co by im pan przede wszystkim pokazał?

Mam dosyć specyficzne upodobania, jeśli chodzi o to, co mi się we Wrzeszczu szczególnie podoba. Oczywiście wszystkie miejsca, które opisuję, uważam za warte uwagi i staram się uwrażliwiać na nie czytelników. Jednak dla mnie najciekawsze są miejsca nieoczywiste, nieoczekiwane, w żaden sposób nieopatrzone. Takich gości zabrałbym więc na tyły dawnego szpitala położniczego przy ulicy Klinicznej i pokazał ten ogromny bunkier. Pochodzi z czasów ostatniej wojny, w czasie alianckich nalotów na miasto to do niego przenosił się szpital.

Można tam wejść? 

Kiedy jeszcze działał szpital położniczy, to pewnie mając odpowiednie kontakty można było. Jak jest teraz – nie wiem, chociaż chętnie zajrzałbym do środka, bo nigdy tam nie byłem. 

Wracając do tych hipotetycznych znajomych, którzy nigdy nie widzieli Wrzeszcza, to pokazałbym im także 160-letnie drzewo w Jaśkowej Dolinie – Dąb Zwycięstwa, posadzony w 50. rocznicę bitwy pod Lipskiem. Raz, że to piękne, rozłożyste, wspaniałe drzewo – zwłaszcza w październiku – obecnie wpisane na listę pomników przyrody. A dwa, że okolica, w której rośnie, stanowi doskonały przykład tego, jak można zdegradować urokliwe niegdyś miejsce. Z dawnej łąki, na której przed wojną odbywały się festyny, zostało dziś rozjeżdżone klepisko z parkingiem przy znacznie poszerzonej przelotówce z Piecek-Migowa do Wrzeszcza. 

Pewnie pokazałbym też pozostałości dawnego browaru, na którego terenie powstało osiedle mieszkaniowe. Albo osiedle powstałe w dawnych koszarach przy ulicy Słowackiego. Oba podejmują próbę wpisania się w zastany kontekst urbanistyczno-historyczny, w dużym stopniu szanując zachowaną substancję zabytkową. Jak sobie popatrzę na odrestaurowany budynek warzelni czy dawną willę dyrektora, to moje wrzeszczańskie serce się raduje...

Powiedziałbym, że z koszarami poszło zdecydowanie lepiej, niż z browarem, gdzie jest, może nie betonoza, ale kamienioza. 

Owszem, te nowe budynki poustawiano tam trochę za ciasno i za wysoko, przez co podwórza są bardzo „kanionowe”. No ale taka jest logika kapitalizmu, zwłaszcza w polskim wydaniu: im gęściej pan upakuje, tym więcej pan zarobi.

Cerkiew prawosławna przy ul. Romualda Traugutta, czyli zaadaptowany na cele sakralne budynek dawnego miejskiego krematorium (fot. Jarosław Wasielewski)

Dla mnie jedną z takich wrzeszczańskich niezwykłości jest dawne krematorium, dziś przerobione na prawosławną cerkiew.

Tak, to pokazuje – paradoksalnie – nowoczesność przedwojennego Gdańska, którego mieszkańcy – a przynajmniej jakiś ich odsetek – zapragnęli być grzebani w nieco bardziej higieniczny sposób, niż było to w tamtych czasach przyjęte. Rosnące zainteresowanie pochówkami tego typu – w 1934 roku pochowano w ten sposób aż 17 procent wszystkich zmarłych w mieście – może świadczyć o tym, że poza gorliwymi protestantami, katolikami czy żydami, w Gdańsku było sporo agnostyków, ateistów i osób areligijnych. Tacy ludzie zawsze istnieli, jednak dopiero w XX wieku zaczęli się ujawniać, bo już nie groziły im za to konsekwencje. A ceremonia pogrzebowa w miejskim krematorium pozbawiona była akcentów religijnych, miała charakter w stu procentach świecki.

Z drugiej strony ta nowoczesność myślenia nie przeszkodziła dawnym gdańszczanom, w przyjęciu idei narodowosocjalistycznych, które rozprzestrzeniły się tu jeszcze szybciej, niż w Rzeszy. 

Odpowiem panu na to naokoło: najnowsza historia Gdańska jest fascynująca nie dlatego, że był pruski, ruski czy brunatny, ale dlatego, że dziś to nasze miasto. Dla mnie nie ma znaczenia, kto je zbudował i w jakich okolicznościach. Gdyby zamiast Niemców zrobili to Chińczycy, Aztekowie albo Maorysi, byłby dla mnie tak samo wart uwagi i dociekań. Nasi rodzice i dziadkowie wzięli Gdańsk w posiadanie, dołożyli do niego coś od siebie, i teraz to jest nasze miejsce. Dobrze jest poznawać, odczytywać i rozumieć miejsce, z którego się pochodzi.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Beata 17.04.2024 07:01
We Wrzeszczu jest dużo ciekawszych tzw nieoczywistych miejsc niż dąb na Jaskowej czy bunkier na Klinicznej.

Grazyna Kuzio 16.04.2024 16:28
Super proszę o więcej i czesciej

J.s. 16.04.2024 11:57
Wszystko fajnie tylko nikt z władz się wrzeszczeć nie interesuje.szvzegolnie uliczkami takimi jak ul.Matejki.Chodniki stanowią parking dla zmotoryzowanych,a jeśli chodzą po płotach bo nie mogą się wymiana.Obalaja się zabytkowe płoty no ibrudo,brudno,brudno

Maria 16.04.2024 11:16
Gdzie można kupić książkę "Wrzeszcz dla początkujących i średnio zaawansowanych "?

Wsc 16.04.2024 09:38
Co on wie o Wrzeszczu, ja żyję 65lat w tej dzielnicy i dużo mogę powiedzieć

K 16.04.2024 15:28
To napisz książkę chętnie poczytamy

Teresa123 16.04.2024 17:28
Wsc 16.04.2024 09:38
Co on wie o Wrzeszczu, ja żyję 65lat w tej dzielnicy i dużo mogę powiedzieć
To proszę.

Claus 17.04.2024 21:16
Chętnie pislucham

Reklama
Reklama
Reklama